Bez twardych danych nie mogliśmy robić odpisów — przekonuje Skarbiec. Przesadził z ryzykiem — odpowiadają rywale.
Klienci funduszu Skarbiec Gotówkowy stracili ponad 4 proc. w jeden dzień. To skutek inwestycji w obligacje Reportera, których spółka nie wykupiła w terminie. Klienci funduszy zarządzanych przez Legg Mason, Operę, Pioneer Pekao, KBC i Allianz też stracili na tych obligacjach, ale nie jednego dnia, bo TFI, widząc kłopoty Reportera, stopniowo papiery odpisywały.
— Obligacja wyceniana była zgodnie z polskim prawem poprzez amortyzację stopy procentowej, a ta nie wiąże wartości obligacji z kondycją finansową emitenta. Wycenę można zmienić, jeśli odbiega od wartości godziwej, ale tu pojawia się problem, jak ją wyznaczyć. Obligacja nie jest notowana, nie ma więc ceny transakcyjnej, nie ma też na nią instrumentów CDS. Nie można dokonywać odpisów bez twardych danych, które uzasadniają i określają poziom odpisu — mówi Bogusław Grabowski, prezes Skarbiec TFI.
Mniej więcej
Prezes przekonuje, że TFI nie może uznaniowo obniżać wartości obligacji w księgach. Skarbiec zweryfikował wycenę dopiero, jak problemy znalazły oficjalne potwierdzenie.
— W marcu, gdy w umowie zapisaliśmy zamiar konwersji obligacji na akcje, zmieniliśmy wycenę na taką, która wynikała z wartości akcji nam przypadających, korzystając z modelu wyceny spółki. Na początku maja dokonaliśmy kolejnej zmiany wyceny, tym razem na wartość likwidacyjną spółki, a ta jest niska i stąd spadek wartości — dodaje Bogusław Grabowski.
Konkurenci twierdzą, że to mydlenie oczu.
— To, że Reporter nie wykupił obligacji, nie jest zaskoczeniem, bo o jego problemach finansowych wiadomo od kilkunastu miesięcy. Każda rozsądna instytucja musi zweryfikować wycenę takiej obligacji — mówi prezes jednego z TFI, które także straciło na obligacjach.
Prawo dopuszcza odpisy, ale nie da się zapisać wytycznych, jak to zrobić. Dlatego w postępowaniu TFI panuje wolna amerykanka. Mając te same obligacje i wiedzę, KBC odpisało od razu całą wartość, inni część, a Skarbiec nic.
— Poziom odpisu jest arbitralną decyzją TFI. Najbardziej ostrożne podejście to przyjęcie natychmiast wartości zero. Trzymanie pełnej wartości to jak jazda na pełnym gazie na wirażu. Czasami się wypada tak, jak Skarbiec — mówi prezes jednego z TFI.
Śrubowanie wyniku
Dlaczego Skarbiec podjął takie ryzyko?
— To była dla niego bardzo duża pozycja i wiadomo było, że odbije się na wyniku — mówi konkurent.
Na koniec kwietnia obligacje Reportera stanowiły ponad 4,5 proc. aktywów Skarbiec-Gotówkowy. Dlatego odpis skończył się tąpnięciem wartości jednostki o ponad 4 proc. Eksperci krytykują Skarbiec za tak duży udział ryzykownych papierów w portfelu.
— Nie wynikało to z tego, że podjęliśmy zbyt duże ryzyko, ale z nałożenia się sytuacji bez precedensu. Bardzo znacząco wzrosło ryzyko kredytowe i spadła płynność, co sprawiało, że praktycznie zamarł obrót obligacjami. Z kolei fundusze inwestycyjne w Polsce notowały rekordowe odpływy pieniędzy. Aktywa subfunduszu Skarbiec-Gotówkowy spadały, a my nie mieliśmy możliwości sprzedania tych obligacji. W efekcie ich waga wzrosła powyżej poziomu, który zakładaliśmy w momencie inwestycji — mówi Bogusław Grabowski.