— Obligacja wyceniana była zgodnie z polskim prawem poprzez amortyzację stopy procentowej, a ta nie wiąże wartości obligacji z kondycją finansową emitenta. Wycenę można zmienić, jeśli odbiega od wartości godziwej, ale tu pojawia się problem, jak ją wyznaczyć. Obligacja nie jest notowana, nie ma więc ceny transakcyjnej, nie ma też na nią instrumentów CDS. Nie można dokonywać odpisów bez twardych danych, które uzasadniają i określają poziom odpisu — mówi Bogusław Grabowski, prezes Skarbiec TFI.
Prezes przekonuje, że TFI nie może uznaniowo obniżać wartości obligacji w księgach. Skarbiec zweryfikował wycenę dopiero, jak problemy znalazły oficjalne potwierdzenie.
— W marcu, gdy w umowie zapisaliśmy zamiar konwersji obligacji na akcje, zmieniliśmy wycenę na taką, która wynikała z wartości akcji nam przypadających, korzystając z modelu wyceny spółki. Na początku maja dokonaliśmy kolejnej zmiany wyceny, tym razem na wartość likwidacyjną spółki, a ta jest niska i stąd spadek wartości — dodaje Bogusław Grabowski.
Konkurenci twierdzą, że to mydlenie oczu.
— To, że Reporter nie wykupił obligacji, nie jest zaskoczeniem, bo o jego problemach finansowych wiadomo od kilkunastu miesięcy. Każda rozsądna instytucja musi zweryfikować wycenę takiej obligacji — mówi prezes jednego z TFI, które także straciło na obligacjach.
Dlaczego Skarbiec podjął takie ryzyko? Jak duży był udział papierów Reportera
w portfelu? Czytaj w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu”!