Marcin Zych: Wydatki na akwizycję można księgować na różne sposoby
Nie negując tezy o wzroście aktywności OFE w zakresie działalności akwizycyjnej (patrz wydzierka obok), należy jednak zwrócić uwagę na pewną nieścisłość w artykule „PB”.
Jako jeden z argumentów w podtytule przytoczona została znaczna kwota „kosztów akwizycji poniesionych przez PTE”. Natomiast w pierwszym akapicie można przeczytać, że owe 158 mln zł „PTE wydały na akwizycję”. Błąd polega na nierozróżnieniu pozycji memoriałowych, jakimi są koszty, od pozycji o charakterze kasowym, jakimi są wydatki. W przypadku niektórych PTE koszty akwizycji niekoniecznie są równe wydatkom gotówki. Zależy to od sposobu ujmowania w księgach wydatków, które mogą być od razu zaliczane w całości do kosztów lub aktywowane w czasie, podobnie jak amortyzuje się środki trwałe.
Podejście pierwsze (jednorazowe wpisanie w koszty) powoduje znaczne obniżenie wyniku finansowego. Jest to korzystne dla spółki, która osiąga w danym okresie zysk — jego zaniżenie oczywiście zmniejsza podstawę opodatkowania. A jeśli poprzez jednorazowe wpisanie wydatków w koszty spółka osiągnie stratę, to nie zapłaci podatku (o ile fiskus uzna to za koszty uzyskania przychodu), a ponadto może amortyzować kwotę straty w kolejnych latach. Natomiast „amortyzowanie kosztów”, czyli rozłożenie ich w czasie, sprawia, że wynik finansowy nie jest obciążany jednorazowo znaczną kwotą. Tak księgowany wydatek nie nadweręża rentowności przedsiębiorstwa. Spółka może pochwalić się zyskiem przed akcjonariuszami, ale oczywiście musi uiścić podatek dochodowy.
Które z alternatywnych rozwiązań jest korzystniejsze dla akcjonariuszy PTE? Charakter działalności towarzystw sprawia, że w początkowych okresach — z powodu licznych wydatków na rozpoczęcie działalności — osiągały one straty. Wiele nadal nie może wyjść na plus. Dodatkowe zaniżanie wyniku finansowego nie było im potrzebne, ponieważ i tak nie płaciły podatku dochodowego. Zatem pierwsze podejście w tym przypadku nie jest opłacalne. Naturalne dla PTE jest przyjęcie drugiego rozwiązania i aktywowanie kosztów, zmniejszające ponoszenie strat.
Jednak istnieje i druga strona medalu, czyli interes członków OFE zarządzanych przez PTE. Z ich punktu widzenia pożądana jest sytuacja, w której towarzystwa są stabilne kapitałowo i wyposażone w odpowiednie środki finansowe. Zabezpieczają to przepisy prawa, stawiające PTE wymóg posiadania odpowiedniej wysokości kapitałów własnych, a ponadto ograniczające możliwość zaciągania zobowiązań. Art. 33 ust. 1 ustawy o organizacji i funkcjonowaniu otwartych funduszy emerytalnych nakłada na towarzystwa obowiązek utrzymywania kapitałów własnych na poziomie połowy minimalnego kapitału akcyjnego, którego wartość określono na równowartość 4 mln euro.
Ponieważ w skład kapitałów własnych, oprócz kapitału zakładowego, wchodzi również wynik finansowy — więc ponoszenie strat w dłuższym okresie powoduje „zjadanie” kapitałów własnych. W przypadku PTE powoduje to przykry obowiązek podniesienia kapitału, czyli „dokładanie do interesu” przez akcjonariuszy. Zastosowanie sposobu księgowania, w którym wydatki są jednorazowo wpisywane w koszty, powoduje, że kapitały własne obniżają się znacznie i mogą łatwo spaść poniżej wymaganego minimum. A zatem dużo korzystniejszym dla akcjonariuszy PTE sposobem rozliczania poniesionych wydatków jest ich rozkładanie w czasie. Jednak takie podejście powoduje, iż poniesione przez towarzystwo niemałe wydatki nie są odzwierciedlane w wyniku finansowym ani pośrednio w kapitałach własnych. Nie jest zatem uruchamiany mechanizm minimalnych kapitałów, zabezpieczający uzupełnienie kapitałów własnych środkami finansowymi pochodzącymi od akcjonariuszy towarzystwa. Z tego powodu UNFE dąży do tego, aby PTE wpisywały jednak wydatki poniesione na akwizycję jednorazowo w koszty.
Reasumując — nie należy odrzucać tez postawionych w artykule „PB”, ponieważ błąd wynikający z przyjęcia tożsamości kosztów i wydatków jest w tym przypadku nieznaczny. Jednak warto poznać niuanse księgowo-finansowe funkcjonowania OFE, przy okazji uzyskując większą wiedzę o mechanizmach nowego systemu ubezpieczeń społecznych.
Marcin Zych jest analitykiem Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi