Wymarsz kadrówki

Jacek Zalewski
30-03-2006, 00:00

Przywódcy Prawa i Sprawiedliwości od dawna wiedzą, że wniosek o skrócenie kadencji Sejmu nie ma we wtorkowym głosowaniu żadnych szans — dlatego kontynuują zakładanie podwalin IV Rzeczypospolitej. Namaszczone przez nich kadry co dzień przejmują kolejne stanowiska w radach nadzorczych, zarządach, urzędach. Kompromitacja z nowelą ustawy radiowo-telewizyjnej nie przeszkodzi w bliskim już przejęciu publicznych mediów. Zadziwiająco późno PiS przypomniało sobie o Polskiej Agencji Prasowej, pozostającej we wrażych rękach — nie tyle SLD-owskich, ile personalnie związanych z Aleksandrem Kwaśniewskim. Minister Wojciech Jasiński już przystąpił do „naprawiania” tego niedopatrzenia.

Proces ten uzasadniany jest identycznie, jak czyniły to wszystkie poprzednie ekipy obejmujące władzę — że w Polsce wreszcie rozpoczyna się budowa apartyjnej, fachowej kadry urzędników, menedżerów etc. Ekipy te cierpiały również na te same problemy — brak ideowych, oddanych sprawie naprawy państwa ludzi, którzy spełnialiby kryteria wyznaczone przez rozmaite bezduszne przepisy.

Kiedy Leszek Miller zderzył się z twardą ustawą o służbie cywilnej, natychmiast przeforsował jej epizodyczną nowelizację, umożliwiającą obchodzenie prawnych pułapek przez wypróbowanych towarzyszy. Dlatego za poprzedniej władzy w urzędach centralnych i wojewódzkich bardzo nieliczni byli dyrektorzy, którzy swych stanowisk nie musieli poprzedzać literkami p.o. Skoro kierownicza administracja była jedynie „pełniącą obowiązki”, to co myśleć o całym naszym państwie...?

Znajdujące się w podobnej sytuacji PiS również postawiło na zmiany ustawowe. Mała nowelizacja, która akurat dzisiaj będzie głosowana w Senacie, umożliwia przenoszenie do służby cywilnej sprawdzonych kadr z Najwyższej Izby Kontroli oraz Urzędu Miasta Warszawy — bo tylko one cieszą się zaufaniem braci Kaczyńskich. Drugim etapem rewolucyjnych przemian jest projekt nowej ustawy o służbie cywilnej. Dla zapewnienia jej niezależności ma zostać przekazana pod bezpośredni nadzór... premierowi. To analogia do usytuowania nowego, wszechwładnego organu nadzoru finansowego — uzasadnieniem oddania go w ręce szefa rządu ma być właśnie gwarancja niezawisłości.

W najnowszym projekcie nie sama taka argumentacja, obrażająca inteligencję słuchacza o przeciętnym IQ, jest najśmieszniejsza. PiS zamierza stworzyć „państwowy zasób kadrowy”, czyli rezerwuar, z którego będzie czerpało zaangażowane ideowo i wreszcie „swoje” kadry, obsadzające wszystkie stanowiska w Polsce od poziomu naczelnika wydziału...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wymarsz kadrówki