Z butami bardzo są obyci

Bartłomiej Rabij
opublikowano: 09-04-2008, 00:00

Sprzedają damskie buciki po 2,5 tys. złotych za parę, ale chętnych nie brakuje. W Apii lubią buty i klienci doskonale o tym wiedzą.

Gdańska Apia lubi buty i klientów. Z wzajemnością

Sprzedają damskie buciki po 2,5 tys. złotych za parę, ale chętnych nie brakuje. W Apii lubią buty i klienci doskonale o tym wiedzą.

Z miesiąca na miesiąc przybywa salonów. Co więcej, dla maksymalizacji zysków firma wcale nie ma zamiaru zlecać produkcji w Chinach. A i pracownicy nie uciekają do konkurencji. Słowem, Gazela, której naprawdę dobrze idzie.

17 lat temu para studentów ekonomii Uniwersytetu Gdańskiego dowiedziała się, że włoscy marynarze mają do sprzedania pół furgonetki butów. Piotrek i jego ówczesna dziewczyna, a dziś żona Ania pożyczyli pieniądze, ale uzbierało się tylko na zaliczkę. Na szczęście marynarze im zaufali. Studenci piorunem sprzedali buty, a na transakcji zarobili na tyle duże pieniądze, że postanowili, iż właśnie branża obuwnicza będzie ich źródłem utrzymania. Tak zaczęła się historia firmy Apia — dziś znanego sprzedawcy drogich butów — głównie włoskich.

Sprzedawcy bez wiary

Na rozmowę z Piotrem Janukowiczem umawiam się w jednym z jego sklepów, w gdańskiej Galerii Bałtyckiej. Ponieważ w sklepie panuje spory ruch i szef, podobnie jak sprzedawcy, zajmuje się obsługą klientów, mam parę minut, by przyjrzeć się butom, na których udało się zbudować jedną z najbardziej rozpoznawalnych w kraju sieci sprzedaży obuwia. Sporo znanych marek z duńskim Ecco na czele. Ot, buty do codziennego użytku. Ale to tylko preludium. Zaraz zaczynają się półki z eleganckimi półbutami — a to ze skóry kangura, a to ze skóry koźlej, albo te najdroższe, ze strusia. Ceny oscylują wokół tysiąca złotych.

Dlaczego są zatem takie drogie? Bo wysadzane są kryształkami Swarovskiego, zaś ich podeszwy wykonano ze skór kangura. Z kolei wyściółka jest ze skóry strusia, która dzięki licznym porom na powierzchni świetnie oddycha, a do tego jest niezwykle miękka i idealnie dopasowuje się do stopy.

— Kiedy w Krakowie otwieraliśmy przed kilkoma laty pierwszy sklep, sprzedawcy nie mogli uwierzyć, że chcemy zaoferować klientom półbuty po tysiąc złotych — wspomina z rozbawieniem prezes Apii.

Dziś żaden sprzedawca podobnych wątpliwości już nie ma. I to mimo że na półkach sklepów Apia goszczą sandałki damskie w cenach rzędu 2500 zł. A buty wcale nie mają dożywotniej gwarancji i nie są przeznaczone na akcje w stylu „Pustynna burza” czy rajdy po górach. To po prostu niezwykle delikatne i subtelne buciki, które zwykle wkłada się raz, może dwa razy w życiu. Łatwo zatem domyślić się, kim są klientki i klienci salonów Apia. Gotowi są sporo zapłacić za jakość i klasę.

Jak buty, to z Włoch

Piotr Janukowicz zdaje sobie sprawę, że na rynku ekskluzywnych produktów trzeba się wyróżnić, aby zostać dostrzeżonym.

— Buty robione są na nasze zlecenie. W sumie w 7 fabrykach, głównie we Włoszech, ale także w Hiszpanii i Brazylii. Według naszych projektów. Oczywiście wybieramy również materiały, z których zostaną uszyte. Naszą przewagą jest także to, że mamy połówki rozmiarowe — wyjaśnia szef firmy.

Większość dostawców butów to małe manufaktury, które szyją buty od ponad 100 lat. Włosi nieodmiennie imponują świetnym smakiem w doborze wzorów i materiałów i mimo że coraz częściej drogie buty zamawiane są w Brazylii, to jednak Italia wciąż jest niekwestionowanym liderem klasowych butów.

— Jakiś czas temu pojawiła się pokusa zlecania produkcji w Chinach, ale proponowana przez nich jakość jest nie do zaakceptowania. Poza tym Chińczycy są tylko odtwórcami, a nie pomysłodawcami wzorów — dodaje Piotr Janukowicz.

O ile azjatyckie fabryki produkują miliony identycznych butów, o tyle Włosi w setkach fabryk dwoją się i troją, aby ich buty różniły się na wszelkie sposoby. Apia sprzedaje w sezonie aż 450 modeli obuwia, a ile konkurenci również zamawiający u dostawców znad Tybru?

Buty i jeszcze raz buty

Firma konsekwentnie zwiększa wybór modeli butów sygnowanych własną marką.

— Apia ma być silniejszą marką, kojarzoną nie tylko z nazwą sklepu, ale także z marką dobrych butów. Buty bardzo dobrze się sprzedają, za to akcesoria nie za bardzo. I nie zależy nam na ich wprowadzaniu do sprzedaży. My po prostu lubimy buty — zapewnia Janukowicz.

Wygląda też na to, że lubi ludzi, i to z wzajemnością. Kiedy kontynuując wywiad, przenosimy się do pobliskiej kawiarni, co chwilę Janukowicz wita się z elegancko ubranymi paniami, klientkami swoich sklepów.

— Mamy wielu stałych klientów, którzy kupują u nas latami. Dbamy o nich, więc oni wracają do nas — chwali się szef Apii.

Zresztą dobre traktowanie klienta to wymóg podstawowy, jeśli chce się sprzedawać sandałki za 2000 zł. W końcu marża na butach w sieci jego sklepów to niebagatelne 35 proc.

Apia ma 11 salonów, ale niedługo pojawią się kolejne: w Łodzi i we Wrocławiu, gdzie do tej pory firma nie funkcjonowała. Wszystkie salony to własne placówki.

— Nie chciałby pan mieć swojej fabryki? — pytam młodego biznesmena z Gdańska.

Nie. Chociaż wiele razy się nad tym zastanawiał, to zawsze dochodził do wniosku, że zna się na handlu. Jest w nim dobry, więc niech tak już zostanie. Przejmować sieci konkurencyjnych ani wchodzić na giełdę też nie ma zamiaru.

— Rozwój organiczny. U nas nigdy nie było ani bessy, ani hossy. Ale zawsze jest do przodu — kończy rozmowę Piotr Janukowicz.

Gazela Biznesu

Apia sp. z o.o.

ul. Grunwaldzka 66

80-244 Gdańsk

tel./faks: (058) 344-05-04

www.apia.pl

e-mail: apia@apia.pl

Firma w liczbach za 2007 rok

Zatrudnienie 90 osób

Przychody 20,83 mln zł

Wzrost przychodu w ostatnich 3 latach 136 proc.

Szewska pasja

Światowa produkcja butów rośnie w tempie około 10 proc. rocznie. W Polsce jeszcze szybciej, ale i tak udział krajowych producentów w rynku maleje. W 2006 r. wynosił tylko blisko 40 proc. Jedynie Gino Rossi i NG2 (dawne CCC) szyją ponad 1 mln par butów rocznie.

Buty skórzane najchętniej kupujemy rodzimej produkcji. Co ciekawe, o dobrych perspektywach przekonują szewcy.

— Jakość butów z Chin jest tak kiepska, że im więcej jest ich na rynku, tym spokojniejszy jestem o funkcjonowanie warsztatu — mówi Jan Wierzecki z Gdańska, od 15 lat prowadzący warsztat szewski odziedziczony po ojcu. Nie tylko stare zakłady mają robotę przy chińskiej tandecie. Rynek naprawy obuwia zdobywają sieci franczyzowe Cezar czy Majster But.

Być może szewskiej pasji do naprawiania już niedługo będzie potrzeba jeszcze więcej. Od listopada br. przestają przecież obowiązywać cła antydumpingowe nałożone przez Komisję Europejską na buty skórzane sprowadzane z Chin i Wietnamu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Rabij

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy