Za Odrą wraca normalność

RAV, Bloomberg
opublikowano: 09-09-2010, 00:00

Choć niemiecki przemysł nie pracuje już pełną parą, polscy eksporterzy nie powinni się martwić.

Produkcja Niemiec urosła w lipcu o blisko 11 proc. r/r

Choć niemiecki przemysł nie pracuje już pełną parą, polscy eksporterzy nie powinni się martwić.

W lipcu, drugi miesiąc z rzędu, produkcja przemysłowa u naszego zachodniego sąsiada wzrosła o 10,9 proc. licząc rok do roku — poinformował urząd statystyczny w Wiesbaden. Dane okazały się nieco gorsze od prognoz ekonomistów, którzy oczekiwali wzrostu o 12,5 proc. W ujęciu miesięcznym produkcja urosła o 0,1 proc. po spadku o 0,6 proc. w czerwcu.

— Dramatu nie ma, bo produkcja nadal rośnie w dwucyfrowym tempie — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Tym bardziej że od dawna było wiadomo, że utrzymanie tak wysokich dynamik jak w drugim kwartale jest mało prawdopodobne.

— Ożywienie w globalnej gospodarce zwolniło, głównie dzięki Stanom Zjednoczonym. Ponadto z każdym miesiącem ubiegłoroczne bazy [do których odnoszone są tegoroczne wyniki — red.] są coraz wyższe — tłumaczy Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.

Podobnego zdania jest Simon Junker, ekonomista Commerzbanku, który podkreśla, że niemiecka gospodarka wprawdzie zwalnia, ale po okresie bardzo szybkiego wzrostu.

— W pierwszym półroczu notowaliśmy fenomenalne dane, więc obecne, choć słabsze, nie powinny być zaskoczeniem. Nadal jestem optymistą jeśli chodzi o sytuację w Niemczech — mówi Simon Junker.

Maja Goettig uważa, że dane dotyczące produkcji przemysłowej oraz wcześniejsze o zamówieniach przemysłowych (wzrost w lipcu o 17,7 proc. r/r, po zwyżce o 24,7 proc. w czerwcu) to dobry prognostyk na drugą połowę 2010 r. Tym bardziej że niemiecki eksport utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu.

— Zamówienia z Chin, jednego z głównych odbiorców niemieckich towarów, ciągle spływają w dobrym tempie. A Chińczycy nie przestaną nagle zamawiać — dodaje Carsten Brzeski, ekonomista ING Group w Brukseli.

— Spowolnienie jest nieuniknione, ale na razie nic nie wskazuje na to, aby było większe, niż dotychczas prognozowano — twierdzi ekonomistka Banku BPH.

Podobne uważa Aleksandra Świątkowska.

— Dane potwierdzają spowolnienie, ale o drugim dnie nie może być mowy — zapewnia ekonomistka PKO BP.

Choć niemieckie zamówienia i produkcja nieco osłabły, polscy eksporterzy nie powinni martwić się na zapas — uspokajają ekonomiści. Popyt na ich towary nie powinien mocno spaść.

Potwierdza to firma Flexider, jedna z Gazel Biznesu ze Śląska, produkująca części samochodowe dla m.in. Grupy Volkswagen.

— Po zakończeniu programu dopłat do zakupu nowych aut w Niemczech spodziewaliśmy się znacznego zmniejszenia liczby zamówień. Tak się jednak nie stało. Obecnie jest ich tylko o 10-15 proc. mniej niż w szczytowym okresie (gdy działały programy pomocowe niemieckiego rządu), czyli utrzymują się na poziomie sprzed kryzysu — twierdzi Wojciech Liana, dyrektor Flexider.

Dodaje, że na razie nic nie wskazuje na to, aby spadek zamówień miał się pogłębić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAV, Bloomberg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy