Zachodni dyplom lepszy

Dorota Czerwińska
18-03-2011, 00:00

Kryteria rankingów MBA mają zwrócić uwagę kandydatom, jak wybrać studia, aby inwestycja dobrze zaprocentowała.

Tylko nieliczne polskie uczelnie konkurują z zachodnimi

Kryteria rankingów MBA mają zwrócić uwagę kandydatom, jak wybrać studia, aby inwestycja dobrze zaprocentowała.

"Puls Biznesu": Co uczelnia musi zrobić, żeby jej studia MBA znalazły się w zachodnich rankingach?

Prof. Marek Gruszczyński ze Szkoły Głównej Handlowej: Jest wiele warunków. Najważniejszy to powodzenie absolwentów na rynku pracy. Ranking "Financial Times" ("FT") pod lupę bierze przede wszystkim wynagrodzenie studentów przed przystąpieniem do programu, ich obecne płace i ich wzrost w ciągu trzech lat od ukończeniu studiów. Liczy się również rozwój kariery. Te dane to aż 40 proc. wartości całej punktacji.

Płace absolwentów MBA na Zachodzie bardzo rosną?

Bardzo różnie. O 10, 40, ale nawet o 100 i więcej procent.

Co się jeszcze liczy w rankingu?

Kolejne 40 punktów można otrzymać za międzynarodowość programu i stopnie naukowe wykładowców, w tym 10 punktów ich publikacje w międzynarodowych magazynach naukowych, wymienionych na liście "FT". Niestety, polscy profesorowie rzadko tam publikują. Ale jeśli program MBA współpracuje z uczelnią zagraniczną, to się to zmienia. Pod uwagę bierze się również m.in. to, czy program ma zespół doradców, stowarzyszenie absolwentów itd. W sumie ocenia się aż 21 kryteriów.

Czy w rankingu "FT" jest jakiś polski program?

Executive MBA prowadzony przez Akademię Leona Koźmińskiego.

SGH ma dwa programy: WEMBA i CEMBA. Dlaczego żadnego nie ma w rankingu "FT"?

Bo mogą do niego przystąpić tylko te uczelnie, które mają przynajmniej jedną z trzech akredytacji organizacji: European Quality Improvement System (EQUIS), Association to Advance Collegiate Schools of Business (AACSB) lub Association of MBAs (AMBA). Żeby je otrzymać, trzeba spełnić określone warunki, a za audyt zapłacić. Akademia Koźmińskiego, wymyślona jako szkoła biznesu, od początku o to dbała. Zdobycie akredytacji wiąże się z dużymi kosztami. Państwowym uczelniom dużo trudniej przeznaczyć pieniądze i czas, aby przygotować się do oceny przez zagraniczną organizację. SGH właśnie przechodzi proces zagranicznej akredytacji CEEMAN. Program, którym kieruję — CEMBA, półtora roku temu zdobył akredytację EPAS. To akredytacja dla programu, a nie dla szkoły. Przeszliśmy rygorystyczny audyt, zalecenia są co roku monitorowane. To pierwszy krok do poddania się ocenie zachodnich rankingów. Jeśli chce się konkurować na międzynarodowym rynku i być w zagranicznych zestawieniach, to uczelnia musi mieć akredytacje. Ale nie słyszałem, żeby inne uczelnie publiczne w Polsce w ogóle się do tego zabierały.

A inne kryteria "Financial Times" CEMBA spełnia?

Gdyby nas dopuszczono do tego rankingu z tą jedną akredytacją, to myślę, że znaleźlibyśmy się tam na dobrej pozycji. Spełniamy wszelkie warunki. Kariery, a co za tym idzie i zarobki naszych absolwentów zdecydowanie rosną. Jako jeden z niewielu programów w Polsce mamy też zespół doradców. A 60 procent naszych wykładowców to Kanadyjczycy, którzy publikują w zachodnich pismach.

A polskie rankingi spełniają swoją rolę?

Od lat w SGH mamy zastrzeżenia do polskich rankingów MBA, z wyjątkiem ratingu Stowarzyszenia Edukacji Menedżerskiej Forum. Przeprowadza ono kompleksowe badanie ankietowe i przyznaje programom MBA oceny punktowe, które pozwalają na ich przyporządkowanie do klas ratingowych — mistrzowskiej, profesjonalnej, standardowej i aspirującej. Co do innych rankingów — mamy zastrzeżenia dotyczące rzetelności i obiektywności zbierania danych. Chodzi o docieranie do istotnych informacji, jak to robią organizacje akredytujące programy. Naszym zdaniem, bardzo ważna jest ranga dyplomu i uczelni, która wydaje dyplom MBA. Chodzi o wyraźne oddzielenie programów, które kończą się wydaniem oryginalnego dyplomu MBA uczelni zachodniej, od studiów, które kończą się certyfikatem. Chcielibyśmy stanąć do konkurencji, poddać się ocenie merytorycznej, ale w wśród programów, które dają oryginalne dyplomy zachodnich uczelni i biorą odpowiedzialność za program i jakość kształcenia.

Dlaczego to takie ważne?

Polscy partnerzy zagranicznych uczelni mają ściśle określony program, liczbę przedmiotów, godzin, parytety wykładowców. Wiąże się to też z kontrolą jakości programu, wykładowców, wykładów. Trudno konkurować z programami, które takich standardów nie mają. Studenci CEMBA otrzymują identyczny dyplom jak studenci University of Quebec at Montreal.

Wszystkie szkoły współpracujące z zagranicznymi uczelniami dają dyplomy MBA?

Nie, jest ich niewiele. Zagraniczne uczelnie są ostrożne. Chętnie podpisują coś, co się nazywa certyfikatem MBA, ale nie dają swoich dyplomów.

Kandydaci na studia MBA biorą to pod uwagę?

Oczywiście. Kiedyś liczyło się ukończenie programu MBA. Dziś kandydaci, zanim wydadzą pieniądze na studia, dobrze się zastanawiają, czy ta inwestycja może im się zwrócić. Zadają nam bardzo wnikliwe pytania.

A pracodawcy orientują się, na jaki program najlepiej wysłać pracownika?

Doskonale wiedzą, jakie programy MBA są najlepsze. Tym bardziej, że wielu je ukończyło. Ale niektóre międzynarodowe korporacje wolą płacić za naukę pracowników w kraju, z którego firma pochodzi. Dlatego jest ważne, żeby polskie programy MBA były obecne w zachodnich zestawieniach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Zachodni dyplom lepszy