Były autostradowy dyrektor powalczy o kontrakty dla MSF
Zbigniew Kotlarek zamierza zbudować firmę, której roczne obroty sięgną nawet 1 mld zł. Szuka kilkuset pracowników.
MSF, jedna z największych portugalskich firm budowlanych, planuje w Polsce rozwinąć skrzydła. Pomoże jej w tym Zbigniew Kotlarek, który w okresie rządów SLD i PiS zasiadał w kierownictwie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Teraz — jako szef MSF Polska — sprawdzi się w biznesie. Nie ma łatwego zadania.
— Opracowaliśmy nową strategię działania firmy w Polsce. Powalczymy zarówno o duże kontrakty autostradowe, jak i mniejsze zamówienia lokalne. Na początek mamy nadzieję zdobyć portfel zamówień na poziomie 500-600 mln zł. Docelowo chcemy być firmą średniej wielkości, z rocznymi obrotami wysokości 700-800 mln zł, a może nawet 1 mld zł — szacuje Zbigniew Kotlarek, prezes MSF Polska oraz szef Polskiego Kongresu Drogowego, który zrzesza branżę.
Walka o wszystko…
Firma zmienia strukturę i szuka ludzi do pracy, którzy pomogą jej zdobyć i wykonać nowe zlecenia. Obecnie MSF w Polsce zatrudnia 150 osób i zamierza zatrudnić jeszcze 200-300.
Firma działa już na naszym rynku od lat, ale dopiero teraz zaczyna ostrą walkę o zamówienia. Złożyła oferty w niemal wszystkich dużych przetargach drogowych, m.in. takich jak trasa A2 z Łodzi do Warszawy, A4 od Tarnowa w kierunku wschodniej granicy, A1 od Torunia na południe kraju, czy S8 na stołecznym odcinku Modlińska-Marki.
MSF przespała natomiast koniunkturę w ostatnich latach. Zabiegała głównie o kontrakty autostradowe w modelu publiczno-prywatnego partnerstwa, ale wycofał się jeden z partnerów jej konsorcjum i walka zakończyła się fiaskiem.
Grupa skończyła realizować kontrakty wykonywane na zlecenie drogowej dyrekcji i teraz szybko musi odbudować portfel.
…nie za wszelką cenę
To zadanie nie będzie łatwe. W Polsce co prawda ogłaszanych jest coraz więcej przetargów infrastrukturalnych, ale walczą o nie firmy z całego świata.
— Konkurencja jest ostra, na nasz rynek wchodzą firmy, które nie znają jego specyfiki. Biorą krajowych partnerów, często takich, którzy nie mają żadnego doświadczenia w realizacji dużych zamówień. To może się fatalnie skończyć. Firmy muszą obniżać ceny, rentowność realizowanych kontraktów będzie minimalna, marże w branży są oceniane na 2-3, góra 5 proc. Co będzie, jeśli w trakcie realizacji skoczą ceny materiałów — pyta Zbigniew Kotlarek.
Kiedy był szefem GDDKiA cieszył się z niższych cen. Dziś patrzy na sprawę z zupełnie innej perspektywy.
— Dla zamawiającego niskie ceny ofert oznaczają oszczędności, ale tylko pozornie. Dziś wracamy do scenariuszy z lat 2003-05. Przy słabej koniunkturze firmy tną ceny, ale kiedy wzrasta liczba przetargów, a w Polsce — jeśli wierzyć prognozom — tak ma być, to rosną ceny materiałów. Kontrakt przystaje być rentowny i firma ponosi stratę. Duży gracz przetrwa, ale może przerzucić koszty na podwykonawców, którzy zbankrutują, albo próbować stosowania tańszych materiałów, co odbije się na jakości wykonania — uważa Zbigniew Kotlarek.
Katarzyna Kapczyńska