Ziewać nie będą

Karolina Guzińska
opublikowano: 2006-10-20 00:00

43 prezesów dostało się na kurs AMP, prowadzony w Polsce przez IESE Business School z Barcelony — według rankingu „The Economist” — najlepszą na świecie szkołę biznesu.

„Puls Biznesu”: Czym studia Advanced Management Program różnią się od Master of Business Administration?

Radosław Koszewski: Programów typu MBA jest na świecie kilka tysięcy, AMP — zaledwie kilka, bo grupują one specyficznych uczestników: prezesów firm, ludzi dojrzałych, z bogatym doświadczeniem w biznesie. Trudno im mówić o oczywistościach. Po 10 minutach wykładu z marketingu by ziewali, po dwóch latach od ukończenia kursu, będącego typowym produktem edukacyjnym, nic by z niego w nich nie zostało.

A cóż takiego niezwykłego wy im proponujecie?

Zajęcia holistyczne, przekraczające poszczególne dziedziny ekonomii. Na przykład łączenie marketingu z finansami, prowadzone wyłącznie z wykorzystaniem z życia wziętych przypadków. Nasz program zapoznaje z najnowszymi osiągnięciami z dziedziny przywództwa czy wpływu zaawansowanych technologii na proces zarządzania. Ale to nie przedmioty stanową jego siłę, tylko kto i w jaki sposób prowadzi zajęcia. Kadra naukowa to mocna strona IESE. Nasi profesorowie nauczają tak, by inspirować słuchaczy do rozwoju osobowości i wprowadzania nowych metod zarządzania w firmie. Zakładamy, że menedżerowie podejmują decyzje, opierając się na własnym temperamencie i doświadczeniu. Zgromadzenie ponad 40 praktyków w jednym miejscu to wartość sama w sobie. Każdy opowiada, jak rozwiązałby konkretną sytuację. I choć w zajęciach uczestniczy pięciu prezesów banków — konkurentów w życiu, tu mogą się porozumieć. Doświadczenia wymieniają pod okiem 20 profesorów z kilku krajów — zazwyczaj byłych prezesów dużych firm, ale z mocną pozycją akademicką. Ci ludzie do 35-40 roku życia pracowali w biznesie, potem zdecydowali się na karierę naukową.

Trudno takich znaleźć?

Owszem, dlatego tak niewiele szkół proponuje studia typu AMP. Muszą je prowadzić wybitni praktycy, mówiący rzeczy czasem proste, lecz niespływające po słuchaczach jak po kaczce. Od nich idzie tylko inspiracja, biznesmeni sami oceniają, co im się przyda z tego, co usłyszą. To nie studenci, którym można powiedzieć: słuchaj, to i to jest twoim plusem, tamto — minusem, lecz aktywni, krytyczni słuchacze. Sami chcą się zmieniać, analizować swe mocne i słabe strony, planować, gdzie znajdą się za dekadę, zastanawiać się, jakie cechy charakteru im w tym pomogą, a jakie przeszkodzą.

Jak wyglądają studia elity biznesu? Kolokwia? Prace domowe? Egzaminy?

Skąd. Stwarzamy słuchaczom okazję do dyskusji. Z profesorami i ze sobą nawzajem. Poza wspólnymi zajęciami zapewniamy też indywidualne spotkania z profesorami, bo prezesowi banku trzeba czegoś innego niż prezesowi firmy logistycznej. Ale wszyscy, pracując w stresie, potrzebują wyciszenia. Tworzymy warunki, by słuchacze mogli się nad sobą zastanowić. A egzaminy? Nie ma ich. Mówiąc górnolotnie: życie to najlepszy egzaminator.

Praca nad sobą, wyciszenie, rozwój osobowości. To jak oferta psychologa. Po co płacić kilkanaście tysięcy euro za półroczny kurs, skoro taniej wynająć fachowca i z nim „analizować siebie”?

Pieniądze nie są motywacją dla uczestników AMP. A psychologa nasi słuchacze nie potrzebują. Jego pomoc to mocna interwencja z zewnątrz, a oni świetnie sami sobie radzą z tym, co robią. A że chcą się doskonalić? Tylko ludzie z mylną oceną rzeczywistości uważają, że są perfekcyjni.

Jakie korzyści niesie ukończenie AMP: większy prestiż, furtkę do międzynarodowej kariery?

Jedno i drugie. Poza tym IESE dba o absolwentów. Mają dostęp do wielu programów wzbogacających wiedzę, szkoła organizuje dla nich spotkania, sami też zawiązują stowarzyszenia. Powstał nawet oddział polski, bo wśród niemal 30 tys. absolwentów IESE jest kilkudziesięciu naszych rodaków.

Czyli tegoroczny kurs to nie pierwsze zetknięcie polskich biznesmenów z IESE Business School?

Wcześniej jeździli szkolić się do Hiszpanii, a polskie firmy czasem kupowały w IESE kursy, lecz niewiele mogło sobie na nie pozwolić ze względu na cenę: 32 tys. euro za dzień. Polscy absolwenci AMP, do których i ja należę, nalegali, by szkoła prowadziła program otwarty dla biznesu w naszym kraju. IESE nie cierpi na nadmiar kadry, a działa na globalnym rynku — profesorowie, którzy przyjadą na zajęcia do Warszawy, nie mogą prowadzić szkoleń w Niemczech, Chinach, Indiach itd. Ale w końcu się udało.

IESE Business School bywa nazywana europejską filią Harvardu. Czy to oznacza współpracę uczelni?

To strategiczne partnerstwo. Profesorowie z Harvardu współpracowali z nami w założeniu w Barcelonie pierwszego w Europie programu MBA. Dziś wspólne komisje oceniają profesorów i aprobują programy nauczania obu uczelni. Szkoły wymieniają się profesorami, no i razem prowadzą kilka uniwersytetów na świecie. Advanced Management Program otworzył dziekan IESE, Jordi Canals. Wraz z wykładowcą Ericem Weberem jest członkiem Komitetu Harvard Business School — IESE, którego zadaniem pozostaje koordynacja wspólnych projektów edukacyjnych obu szkół (np. wspólnie prowadzonych uniwersytetów i programów edukacyjnych). Dochodzi również do wymiany wykładowców. Na przykład od tego roku akademickiego na stale do pracy w IESE przeszedł z Harvardu prof. Pankaj Ghemawat, uznawany za jednego z najwybitniejszych ekspertów w dziedzinie strategii oraz globalizacji.

A Opus Dei? IESE Business School, wyższa szkoła zarządzania z Barcelony, znajduje się przy Uniwersytecie Navarra, należącym do tej instytucji.

IESE otworzyło kilka szkół w krajach, gdzie katolików ze świecą szukać — np. w Chinach, Egipcie, Indiach. Nie prowadzi zajęć z etyki czy z katolickiej nauki społecznej. Wśród profesorów nie ma księży. W Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii ta kwestia nikogo nie zajmuje. IESE dawno udowodniło awyznaniowy profesjonalizm. Uczestnicy AMP widzą w nas fachowców, nie organizację religijną, którą przecież nie jesteśmy. Wyznanie to żadne kryterium w ocenie kandydatów na studia. Liczy się tylko ich etyka biznesowa, bo słuchacze mają wzbogacać siebie nawzajem.

A jak sprawdzić, czy ktoś jest etyczny?

O, to się po prostu wie!

Czego, prócz pozytywnych wartości, wymaga się od kandydatów na AMP?

Co najmniej siedmiu lat doświadczenia na stanowisku prezesa lub innej wysokiej pozycji. I biegłej znajomości angielskiego.

Dużo było chętnych w Polsce?

Bardzo dużo. Odrzuciliśmy więcej kandydatów, niż przyjęliśmy. Zgłosiło się ponad stu, choć cena jest wysoka jak na warunki polskie, a kurs zabiera czas. Ci, którzy mają pieniądze, zazwyczaj nie mają wolnych chwil. Zajęcia zaczęły się 16 października, potrwają do kwietnia 2007 r. Organizowane są modułami: na początek — tydzień zajęć w Barcelonie. Potem osiem dwudniowych spotkań — co 2-3 tygodnie — w pałacyku w warszawskich Łazienkach. Sesje rozpoczynają się obiadem i kończą w porze obiadowej. Kurs zamyka drugi moduł — też w Barcelonie.

Są wśród absolwentów IESE Business School międzynarodowe sławy?

Na przykład Michel Camdessus, były prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Juan Antonio Samaranch, były prezes Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. A ponadto prezesi znanych koncernów: Deutsche Bank, Siemens, Danone. IESE ma udział w sukcesie gospodarczym Hiszpanii — 8 na 10 prezesów największych firm w tym kraju to absolwenci tej szkoły.

A znani Polacy?

Proszę spytać za rok. Ale wśród słuchaczy w Hiszpanii był m.in. pracujący w Polsce Tuomo Hatakka, prezes Vattenfall Polska, oraz 50-60 profesorów naszych wyższych uczelni.

To może w międzynarodowej kadrze profesorskiej IESE znaleźli się jacyś Polacy?

Niestety. Ale profesorowie absolwenci utrzymują kontakt z uczelnią, mam nadzieję, że kiedyś tam będą wykładać.

A nobliści?

Jeszcze ich nie ma w kadrze naukowej IESE. Z dużym naciskiem na „jeszcze”. Bo amerykańskie szkoły wiedzą, jak się „robi” noblistów. A my się od nich uczymy. Rok temu świat biznesu był zszokowany tym, że po raz pierwszy w historii rankingów „The Economist” szkoła europejska wyprzedziła wszystkie amerykańskie. W tym roku to szacowne pismo drugi raz z rzędu uznało nas za najlepszą szkołę biznesu na świecie. Jeśli więc będzie Nobel europejski w ekonomii, dostanie go IESE.

Radosław Koszewski, dyrektor programów IESE Business School