Filip Grzegorczyk, przewodniczący rady nadzorczej Południowego Koncernu Energetycznego (PKE), najwyraźniej uparł się odwołać Jana Kurpa, który zarządza spółką od wielu lat. Na niedzielę szef rady zwołał jej posiedzenie. Program: zmiany w zarządzie.
Na godzinę przed zebraniem przed siedzibą firmy zgromadzili się wczoraj pracownicy PKE, wspierani przez górników. Związkowcy wręczyli Grzegorczykowi pismo wytykające błędy formalne przy zwołaniu nadzoru.
— Po kilkugodzinnych negocjacjach udało nam się doprowadzić do tego, że posiedzenie rady nie odbyło się. Przewodniczący i jej członkowie przyznali, że zostało zwołane nieprawidłowo — mówi Zdzisław Przydatek, przewodniczący Solidarności w PKE.
Przed budynkiem było nerwowo: pikietujący szykowali się do wywiezienia szefa rady na taczce. Związki doprowadziły jednak do porozumienia.
— W piątek 21 września ma się odbyć spotkanie przedstawicieli związków, zarządu oraz członków rady nadzorczej. Chcemy na nim usłyszeć, jakie zarzuty są stawiane prezesowi i poznać jego odpowiedź — mówi Zdzisław Przydatek.
Dopiero potem ma się zebrać rada. Kiedy i z jakim porządkiem obrad — nie wiadomo. W niedzielę telefon Grzegorczyka milczał. Siedzibę PKE szef rady opuścił w otoczeniu policji. Nie wiemy, czy zrezygnował z odwołania Kurpa czy tylko odroczył wyrok.
Sytuację w PKE z niepokojem obserwują śląscy posłowie PiS. Obawiają się utraty głosów wyborców w razie zwolnienia prezesa, za którym stoi 8 tys. pracowników.
Maria Trepińska, [email protected]