Związki obroniły prezesa Kurpa

Maria Trepińska
opublikowano: 2007-09-16 17:46

Była pikieta, policja, nerwy i... porozumienie. Szefowi rady PKE nie udało się ustrzelić prezesa. Na razie.

Filip Grzegorczyk, przewodniczący rady nadzorczej Południowego Koncernu Energetycznego (PKE), najwyraźniej uparł się odwołać Jana Kurpa, który zarządza spółką od wielu lat. Na niedzielę szef rady zwołał jej posiedzenie. Program: zmiany w zarządzie.

Na godzinę przed zebraniem przed siedzibą firmy zgromadzili się wczoraj pracownicy PKE, wspierani przez górników. Związkowcy wręczyli Grzegorczykowi pismo wytykające błędy formalne przy zwołaniu nadzoru.

— Po kilkugodzinnych negocjacjach udało nam się doprowadzić do tego, że posiedzenie rady nie odbyło się. Przewodniczący i jej członkowie przyznali, że zostało zwołane nieprawidłowo — mówi Zdzisław Przydatek, przewodniczący Solidarności w PKE.

Przed budynkiem było nerwowo: pikietujący szykowali się do wywiezienia szefa rady na taczce. Związki doprowadziły jednak do porozumienia.

— W piątek 21 września ma się odbyć spotkanie przedstawicieli związków, zarządu oraz członków rady nadzorczej. Chcemy na nim usłyszeć, jakie zarzuty są stawiane prezesowi i poznać jego odpowiedź — mówi Zdzisław Przydatek.

Dopiero potem ma się zebrać rada. Kiedy i z jakim porządkiem obrad — nie wiadomo. W niedzielę telefon Grzegorczyka milczał. Siedzibę PKE szef rady opuścił w otoczeniu policji. Nie wiemy, czy zrezygnował z odwołania Kurpa czy tylko odroczył wyrok.

Sytuację w PKE z niepokojem obserwują śląscy posłowie PiS. Obawiają się utraty głosów wyborców w razie zwolnienia prezesa, za którym stoi 8 tys. pracowników. 

Maria Trepińska, [email protected]