1000 proc. w dwa lata

Adrian Boczkowski
opublikowano: 21-02-2011, 00:00

Akcje Groclinu dały już sporo zarobić. Co dalej? To zależy, czy uda się spółce uzyskać większe kontrakty. I od kursu euro

Sytuacja, w której kurs akcji mocno wzrósł, nie musi oznaczać, że dalszych zwyżek już nie będzie. Wszystko jest kwestią punktu wyjścia oraz perspektyw spółki, które decydują o nastawieniu inwestorów. To natomiast zdecydowanie się poprawiło przez ostatnie miesiące wobec dwóch spółek produkcyjnych: Amiki i Groclinu. Pierwsza z nich, produkująca sprzęt AGD, była już zresztą w WIG20, a Groclin ocierał się o niego. Choć konkurencja na tym polu była 8-9 lat temu zdecydowanie mniejsza, to szybko rosnące kursy obu spółek mogą budzić nadzieje na powrót tych spółek do dawnej świetności. Czy słusznie?

W przypadku Amiki przeprowadzona restrukturyzacja powiodła się, choć rynek, na którym działa spółka, wcale nie wykazuje wysokiej dynamiki wzrostu. Niemniej, w trzech kwartałach 2010 r. Amice udało się wypracować 7 mln zł zysku netto, wobec 0,8 mln zł straty rok wcześniej. Wskaźnik C/Z oparty na ostatnich czterech kwartałach wynosi około 28, a C/WK — 1,25. Giełdowi gracze liczą na dalszą poprawę wyników. Kurs utrzymuje się blisko historycznych maksimów i jest 1300 proc. powyżej dna z marca 2009 r.

Śladem Amiki podąża wielkopolski Groclin. Stoi za nim znany przedsiębiorca Zbigniew Drzymała (w przypadku Amiki to Jacek Rutkowski). Podobieństw jest więcej. Groclin, także spółka przemysłowa, również musiał przejść restrukturyzację kosztową i dostosować się do rynkowych zmian. Po panicznej wyprzedaży akcji kurs spółki wzrósł od lutego 2009 roku o ponad 1000 proc. To zasługa wyjścia na prostą i powrotu wiary inwestorów w duże zyski. Groclin jednak jest na razie daleko za Amiką. W trzech kwartałach zeszłego roku zarobił na czysto jedynie 0,3 mln zł, a wskaźnik C/Z z ostatnich czterech kwartałów wynosi aż 350. Kapitalizacja to wciąż jedynie 80 proc. wartości księgowej.

Kapitalizacja Groclinu to około 150 mln zł. Zeszłoroczne przychody grupy można szacować na 141 mln zł. To, że udało jej się wyjść choć na mały plus, jest dużym sukcesem, biorąc pod uwagę próg rentowności z poprzednich lat. Spadek przychodów z 466 do 347 mln zł w latach 2007-2008 spowodował zejście spółki z 1,3 mln zł zysku netto do 29,4 mln zł straty netto. Warto zwrócić uwagę, że nawet w latach 2005-2006 spółka generowała rocznie jedynie 10-12 mln zł czystego zysku przy 467-482 mln zł przychodów. Zmiany w działaniu grupy były więc duże, a efekty pozytywne. I to pomimo zarzucenia budowy drugiej nogi działalności (chemia budowlana) i przymusu banków do spłaty większości kredytów. Poprawiające się perspektywy sprawiły jednak, że pod koniec zeszłego roku Groclinowi udało się przedłużyć spłatę około 44 mln zł kredytów w Pekao i BZ WBK do końca listopada tego roku.

Jeśli do jesieni Groclinowi uda się sfinalizować sprzedaż ośrodka piłkarskiego w Grodzisku Wielkopolskim, uzyskałby gotówkę na spłatę prawie całego zadłużenia w bankach. Tymczasem, gdyby nie płacone odsetki, wynik netto z 2010 r. byłby lepszy o około 3,5 mln zł (C/Z spadłby do 40). Na koniec września w kasie Groclinu było 17 mln zł, ale spółka nie wyklucza emisji akcji na potrzeby związane z nowymi kontraktami. To one zresztą wywindowały notowania o ponad 100 proc. od połowy stycznia. Chodzi o kontrakty z GM na tapicerkę dla Opla Astry (na 5-7 lat i 80 mln EUR) oraz Keiperem na tapicerkę dla ciężarówek (10 lat i 24 mln EUR). Dzięki nim roczne przychody Groclinu od 2012 r. mogłyby skoczyć o 80-100 mln zł, a zyski do 5- -10 mln zł. To jednak wciąż za mało, by usprawiedliwić dalsze zwyżki kursu.

Dużym ryzykiem dla Groclinu jest kurs euro. Tym bardziej że złoty rośnie w siłę, co zdusiło rentowność spółki w latach 2007-2008. Tymczasem obecnie euro jest już na poziomie z jesieni 2006 r. Co więcej, analizy sektorowe wskazują przeważnie na stagnację rynku motoryzacyjnego w Europie Zachodniej. Zachodnie marki zastępują też eksport produkcją aut w Azji, gdzie trwa boom. Kluczem do sukcesu Groclinu będą więc zdolności w przejmowaniu kontraktów kosztem innych wytwórców i skuteczna walka o marże.

Podsumowując, najwięcej na akcjach Groclinu będzie można zarobić na możliwej rynkowej euforii przy ogłaszaniu przez spółkę kolejnych kontraktów. Przyszłe wyniki nie muszą być bajecznie wysokie, a kurs spółki niekoniecznie zdąży dobić do rekordowych 149,5 zł z lipca 2004 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy