Po ogłoszeniu swojej decyzji o ograniczeniu w Warszawie ruchu samochodów ciężarowych powyżej 16 ton (o czym pisaliśmy przed tygodniem), pełniący obowiązki prezydenta miasta Kazimierz Marcinkiewicz oraz inni urzędnicy zostali dosłownie zasypani listami protestacyjnymi różnych organizacji i stowarzyszeń transportowych oraz firm. Pod naciskiem ich argumentów urzędnicy poszli na — powiedzmy — kompromis.
Wprowadzenie ograniczeń w ruchu zostało przesunięte. Ma obowiązywać od 1 listopada 2006 r. Przewidziano również „korytarze” czasowe. Zakaz będzie utrzymywał się w mocy od 7.00 do 10.00 i od 16.00 do 20.00 Pojawiła się również informacja , że zakaz ten nie będzie dotyczyć firm, pracujących na podstawie specjalnych zezwoleń, wydawanych indywidualnie „w przypadkach uzasadnionych koniecznością zachowania ciągłości procesów technologicznych” — cokolwiek miałoby to znaczyć. Natomiast ruch tranzytowy niezwiązany z obsługą aglomeracji warszawskiej będzie całkowicie zabroniony i będzie się odbywał po sieci wskazanych dróg objazdowych.
Co na to przewoźnicy? Cieszą się, że dostali chociaż tyle. Powtarzają jednak, że to trudny kompromis, który będzie ich sporo kosztował. Wypracowane porozumienie uchyla drzwi kurierom i logistykom, choć z pewnością podniesie koszty ich działania.
Mówiąc wprost, zaproponowane wyjście nie jest żadnym kompromisem. To oczywiste rozwiązanie, bez którego dosłownie rozpadłby się warszawski system dystrybucyjny, a krajowy i europejski miałyby poważne kłopoty. Wyznaczanie ludzi odpowiedzialnych za wystawianie zezwoleń jest nie tylko trwonieniem publicznych pieniędzy i mnożeniem biurokracji, ale też potencjalnym ogniskiem korupcji.
Mało tego, cały czas brakuje jasnych zapisów, kto może jeździć, na jakiej podstawie wydawane będą zezwolenia i komu będą przypisane. Przewoźnicy często pracują z podwykonawcami, więc przepustki imienne odpadają. Odpadają również te przypisane do pojazdu, bo optymalizacja wykorzystania taboru podwykonawców przekłada się na brak powtarzalności w przypisywaniu auta czy człowieka do kierunku, klienta czy zlecenia. Takich żab do przełknięcia jest jeszcze wiele. Dziś wiadomo jedynie, że przepustki wydawać będzie ZDM.
Bardzo niepokojący jest brak rozsądnego rozwiązania dla firm transportowych, których centra dystrybucyjne czy też bazy znajdują się na terenach objętych zakazem. A takich jest wiele. Teraz miasto przygotowuje mapy obszarów objętych zakazem —na miesiąc przed jego wprowadzeniem w życie!
Nie ma nic złego we wprowadzeniu zakazu ruchu dużych ciężarówek w Warszawie i „wyniesienia” centrów dystrybucyjnych poza miasto. To nawet dobry pomysł, ale sposób i czas jego realizacji jest nie do przyjęcia. Dowodzi, że całe zamieszanie wokół ciężkiego transportu to tylko wyborcza kiełbasa. Pytanie tylko, komu to bardziej zaszkodzi, przewoźnikom czy zabiegającemu o fotel prezydenta miasta Kazimierzowi Marcinkiewiczowi.