Związki zawodowe żądają 10-procentowej podwyżki płac i sprzeciwiają się upublicznieniu i przyszłej prywatyzacji spółki na zasadach proponowanych przez resort Skarbu Państwa. Ministerstwo zakłada, że spółka zadebiutuje na giełdzie 30 czerwca.
Prezes JSW Jarosław Zagórowski przyznaje, że w ub. tygodniu pracodawca
spóźnił się z przekazaniem pracownikom informacji dotyczących warunków
upublicznienia spółki – do ostatnich chwil przed referendum trwało bowiem
uzgadnianie szczegółów z resortem skarbu. W sprawie strajku zarząd spółki
zamierza spotkać się ze związkami i omówić sytuację, informując m.in. o
możliwych jego skutkach.
Jak poinformowali związkowcy podczas poniedziałkowej konferencji prasowej
w Jastrzębiu Zdroju, w zorganizowanym przez związki zawodowe referendum wzięło
udział 78,5 proc. z ponad 22-tysięcznej załogi. Ponad 95 proc. uczestników
zgodziło się na strajk płacowy, a także na akcję protestacyjną w postaci
zablokowania wysyłki węgla z kopalń do czasu realizacji postulatów
płacowych.
Przewodniczący międzyzwiązkowego komitetu protestacyjno-strajkowego w JSW
Sławomir Kozłowski podał, że na podstawie wyników referendum w poniedziałek rano
zapadła decyzja o przeprowadzeniu 18 kwietnia strajku 24-godzinnego. Na razie
związkowcy nie będą blokować wysyłki węgla – ma to być ew. kolejny środek
nacisku – możliwy do zastosowania w przyszłości.
Kozłowski przyznał, że – jak wynika z szacunków związków – 24-godzinny
strajk przyniesie spółce ok. 30 mln zł strat. Jak jednak ocenił, znacznie
większe straty, sięgające 400 mln zł, wynikają z niewłaściwego zarządzania JSW –
nierealizowania w ostatnich latach planów techniczno-ekonomicznych.
„Jeśli chodzi o wstrzymanie się od pracy pracowników, to jasna forma
strajku, jeśli chodzi o wstrzymywanie wysyłek węgla, to dla mnie to już nie jest
strajk, to można nazwać sabotażem gospodarczym” – skomentował Zagórowski. Dodał,
że w razie przeprowadzenia strajku, na związkowców spadnie odpowiedzialność tak
za straty wynikające ze wstrzymania wydobycia, jak i z prawdopodobnej
późniejszej niższej wartości akcji spółki.
W czwartek i piątek - zgodnie z oczekiwaniem związkowych central -
górnicy na postawione w referendum pytania odpowiedzieli trzy razy tak. Na
pierwszej z rozdawanych dwóch kart do głosowania były dwa pytania: o poparcie
dla strajku o 10-procentowe podwyżki oraz o poparcie akcji
protestacyjno-strajkowej w postaci zablokowania wysyłki węgla. Pytanie na
drugiej karcie brzmiało: "Czy jesteś przeciwny prywatyzacji lub upublicznieniu
akcji JSW?".
Związkowcy nie zgadzają się z projektem ministerstwa skarbu, aby środki
ze sprzedaży akcji JSW, przy okazji jej giełdowego debiutu, trafiły jedynie do
Skarbu Państwa, bez zasilenia samej spółki. Szefowie JSW i przedstawiciele
ministerstwa odpowiadają, że firma na razie ma wystarczające własne środki,
sięgnie po nie na giełdę później, kiedy będzie taka potrzeba. Związkowcy
zwracają także uwagę na sprawy pracownicze. Chodzi m.in. o termin gwarancji
zatrudnienia dla pracowników, akcje pracownicze oraz zawarcie układu zbiorowego
pracy.
W czwartek - gdy w kopalniach spółki rozpoczęło się związkowe referendum
- zarząd JSW ogłosił w wewnątrzzakładowym wydawnictwie zasady upublicznienia
spółki oraz związanego z tym pakietu pracowniczego. Według zarządu,
najważniejsze postulaty strony społecznej są spełnione.
To przede wszystkim: zachowanie przez Skarb Państwa w JSW, co najmniej,
50 proc. plus jedna akcja, przekazanie akcji pracowniczych całej załodze
(zarówno tym uprawnionym ustawowo, jak i pozostałym), gwarancje zatrudnienia na
minimum 5 lat (spółka wobec inwestycji nie zamierza zwalniać, związki jedna
żądały 10-letnich gwarancji) oraz utworzenie specjalnej transzy akcji w ofercie
publicznej, skierowanej do pracowników grupy JSW i Kombinatu Koksochemicznego
Zabrze, który wkrótce będzie jej częścią.
„Niestety jesteśmy spóźnieni z informacjami i stąd też wyniki referendum.
Uważam, że pracownicy nie do końca mieli obiektywną wiedzę od obydwu stron. (…)
Pracownicy byli sterowani, zmanipulowani przez liderów związkowych. (…) Jeżeli
działania związkowe doprowadzą do tego, że wartość tych akcji będzie niska,
niestety odbije się to na portfelu pracowników” – mówił w poniedziałek
Zagórowski. Dodał, że choć zarząd liczy się z opinią pracowników, prawo nie
wymaga ich zgody na upublicznienie firmy, w której
pracują.(PAP)