Abonenci kablówek obciążani są tantiemami wielokrotnie

Michał Duszak
opublikowano: 2001-06-04 00:00

Michał Duszak: Abonenci kablówek obciążani są tantiemami wielokrotnie

Twórcom dzieł chronionych przepisami prawa autorskiego należą się tantiemy od użytkowników. Jednak obecny stan prawa autorskiego i jego egzekucja są nie uporządkowane i działają niewłaściwie. Powoduje to niesprawiedliwe naliczanie opłat oraz rodzi obawy przed ich dalszą eskalacją.

Statystyczny abonent telewizji kablowej mieszka w wielorodzinnym budynku na osiedlu spółdzielczym, którego administracja zapewniła mieszkańcom dostęp do programów poprzez antenę zbiorczą. Oprócz gniazdka kablówki, ma także zestaw satelitarny do odbioru pakietu cyfrowego. Gdy chce obejrzeć film emitowany na przykład przez TVP1, wybiera jedną z trzech posiadanych w mieszkaniu platform — nie mogąc przecież korzystać z nich jednocześnie. A stawiany jest w sytuacji widza kinowego, który wykupując jeden bilet musi zapłacić za trzy — mając prawo do zajęcia dowolnego miejsca w pustawej sali. Autorzy filmu otrzymują przecież za jego telewizyjną emisję następujące tantiemy:

- TVP płaci za emisję rozsiewczą;

- operator cyfrowy płaci za emisję przez satelitę;

- operator sieci kablowej płaci za emisję do sieci.

Zgodnie z ustawą, operator telewizji kablowej musi wprowadzić do sieci wszystkie programy, które są dostępne drogą emisji naziemnej w miejscu jego działania — czyli dwa ogólnopolskie i lokalny program telewizji publicznej oraz kilka telewizji komercyjnych. Abonent jest zatem opodatkowany potrójnie, ponieważ operatorowi kablówki i platformy cyfrowej płaci co miesiąc za to samo, za co wnosi obowiązkową opłatę RTV. Jeśli wkrótce związki twórcze zaczną pobierać opłatę od spółdzielni za wprowadzanie programów do instalacji anteny zbiorczej — znajdzie się ona natychmiast w czynszu i telewizyjny podatek będzie pobierany po raz czwarty.

Dodatkowym paradoksem jest to, iż opłaty za emitowanie objętych ochroną dzieł nie mają jakiegokolwiek związku z ich rzeczywistą oglądalnością. Są pobierane za sam fakt ich zaistnienia w sieci nadawczej. Stawki ustalone przez Komisję Prawa Autorskiego są niemal bez zastrzeżeń zatwierdzane przez ministerstwo kultury. MKiDN nie próbuje być rozważnym regulatorem. Podpisując wszystko, co podsuną mu związki twórcze, ustawia te środowiska na pozycji uprzywilejowanej. Obecnie w Polsce istnieje 17 zarejestrowanych stowarzyszeń i związków twórczych. Kolejne z nich mogą w każdej chwili zażądać opłat za prawa autorskie. ZAiKS przeforsował tabele ze stawką 3,5 proc. wartości przychodów z abonamentu telewizji kablowej. Obecnie SFP chce dla swoich członków aż 5 proc., choć jest posiadaczem najwyżej 1 proc. utworów w stosunku do dzieł chronionych przez ZAiKS.

Załóżmy, że związek reprezentuje twórców mających w swoim portfelu 1000 filmów, które w różnych kanałach są emitowane w ciągu roku średnio po 7 razy. Łączny czas emisji tych filmów w okresie roku będzie wynosił 10 500 godzin. Typowa sieć telewizji kablowej rocznie nadaje średnio 350 000 godzin. Porównując te wielkości widzimy, iż dzieła członków związku zajmują najwyżej 3 proc. całego programu nadawanego w sieci, czyli odpowiadają 3 proc. wartości abonamentu. Jest to rzeczywista cena wspomnianego wcześniej biletu na film. Ponieważ kina z tytułu prawa autorskiego płacą procent od ceny biletu, zatem można wyliczyć twórcom należność od operatorów kablowych wysokości nie 5, lecz 0,15 proc.

Nie kwestionując konieczności opłat za prawa autorskie, trzeba jednak stwierdzić, iż obecny proces ich naliczania i egzekucji wymaga uporządkowania. Należy opracować nowe, spójne i jasne zasady rozliczeń. Rozsądną propozycją wydaje się stworzenie tylko jednej organizacji pobierającej opłaty, która reprezentowałaby wszystkich twórców i dzieliłaby wpływy między wszystkich uprawnionych.

Michał Duszak

jest prezesem Vivid.pl