Absolutny zysk to nie lada wyzwanie

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-02-27 00:00

Fundusze absolute return obiecują zyski bez względu na koniunkturę rynkową. Nawet jednak w czasie hossy bywa z tym różnie.

Do funduszy absolutnej stopy zwrotu przez ostatni rok napłynęło 3,5 mld zł — to o 1,5 mld zł więcej niż do funduszy akcji polskich. Klienci skuszeni obietnicą bezwzględnych zysków prędzej czy później muszą się zderzyć z rzeczywistością. A ta w ostatnim czasie bezlitośnie weryfikowała umiejętności zarządzających. W ubiegłym roku średni zysk funduszy absolute return wyniósł 7,8 proc., ale różnica pomiędzy najlepszym a najgorszym sięgnęła aż 72 pkt proc. Najwięcej, bo prawie 55 proc., zarobił Acer Aggressive, kierowany przez Jakuba Głowackiego. Na drugim biegunie z 15-procentową stratą jest Total FIZ Konrada Łapińskiego. Na 36 funduszy absolute return prawie jedna trzecia znalazła się w 2013 r. pod kreską. W tym czasie WIG wzrósł o 8 proc. Prawdziwym papierkiem lakmusowym umiejętności zarządzającym był jednak spadkowy 2011 r. Wówczas tylko 8 funduszy wyszło nad kreskę, a część straciła więcej niż indeks szerokiego rynku.

None
None

Diabeł tkwi w strategiach

Fundusze absolute return masowo zaczęły powstawać w latach 2009–10. Były odpowiedzią na zapotrzebowanie inwestorów, którzy nie tylko domagają się wysokich stóp zwrotu, ale też nie znoszą zmienności. Czerpiąc wzorce z Zachodu, TFI tworzyły więc strategie, które miały się skutecznie przeciwstawić kapryśnym rynkom finansowym. I nie chodziło o to, by rywalizować z benchmarkowymi funduszami akcji, lecz by przynosić dodatnie, powtarzalne stopy zwrotu. W tym celu najczęściej wykorzystywana jest strategia long/ short, polegająca na zajmowaniu długich pozycji w akcjach, ale równocześnie też krótkich, które zabezpieczają przed spadkami, a nawet pozwalają na nich zarabiać. Inną metodą jest strategia market neutral, która zakłada kupowanie akcji, przy jednoczesnym zajęciu krótkiej pozycji w kontrakcie terminowym na wybrany indeks giełdowy.

— Wyróżnia się też strategie fixed income arbitrage, czyli wyszukiwanie nieprawidłowości w wycenach instrumentów o stałym dochodzie, a także event driven/opportunistic, czyli zarabianie na okazjach, nadzwyczajnych sytuacjach w spółkach, np. bankructwa, fuzje, przejęcia, konsolidacje. Ostatnią jest global macro, która zarabia dzięki zmianom zachodzącym w krajowych gospodarkach, a w szczególności na stopach procentowych, kursach walutowych i anomaliach rynków kapitałowych — wylicza Piotr Nowak, dyrektor ds. produktów inwestycyjnych i ubezpieczeniowych w Expanderze.

Tak urozmaicone możliwości w połączeniu z bardzo liberalną konstrukcją, jaką jest fundusz zamknięty (FIZ), teoretycznie powinny gwarantować sukces. Okazuje się jednak, że nierzadko zamiast stabilnego zysku w każdych warunkach klient dostaje ryzyko porównywalne, a czasami nawet większe od tego, jakie wiąże się z inwestycją w klasyczny fundusz akcji, oraz — w przypadku FIZ — ograniczoną płynność.

Teoria a praktyka

W ostatnich latach swoją misję wzorowo wykonywali zarządzający z Altusa. Flagowy Altus Absolutnej Stopy Zwrotu Rynku Polskiego w 2011 r. zarobił ponad 13 proc., i w kolejnych latach — bez względu na to, czy rynek wzrósł 26 czy 8 proc. — jego wyniki były podobne (13- -15 proc.).Takiej stabilności stóp zwrotu u innych powierników ze świecą szukać. Zwykle jest tak, że na wzrostowym rynku fundusze absolute return wypadają gorzej od funduszy akcji, a podczas bessy tylko nielicznym udaje się wychodzić nad kreskę. Bywa też, że spektakularny sukces zamienia się w porażkę. Przykładem jest Total FIZ Konrada Łapińskiego, który 38-procentowy zysk z 2011 r. zamienił na ponad 15-procentową stratę w 2013 r. Liderowi popularności, czyli Quercusowi Selektywnemu (1,5 mld zł aktywów) także powinęła się noga — w 2011 r. klienci stracili 6,8 proc.

— Inwestorzy oczekują funduszy, które zarabiałyby np. 10 proc. rocznie bez względu na koniunkturę. Niestety, żeby osiągnąć taką stopę zwrotu, trzeba zaakceptować dość duże ryzyko. Zarządzający, którzy na co dzień wybierają akcje do portfela, zostają nagle postawieni przed zadaniem poruszania się na wszystkich rynkach, jakie można sobie wyobrazić, i dostarczania wyjątkowych stóp zwrotu w każdych warunkach. W Polsce nie mamy zespołów zarządzających, które czułyby się pewnie, miałyby odpowiednie doświadczenie i kwalifikacje w takim zarządzaniu — uważa Adam Łukojć ze Skarbca TFI.