Środowa sesja w USA była bardzo interesująca. Tylko pozornie wyglądała tak, jakby nic się nie działo. Dane makro były słabe i dlatego dolar osłabł, rentowność obligacji spadła, a inwestorzy mniej przejmowali się perspektywą podwyżki stóp. Wydawało się, że o kierunku indeksów zadecydują dane o zapasach paliw, ale rynek ropy zaskoczył swoją reakcją.
Po informacji o spadku zapasów benzyny i braku zmiany w zapasach ropy można było oczekiwać wzrostu cen. Nic z tych rzeczy. Cena ropy spadła. Widać, że tym rynkiem miotają spekulacje nie mające nic wspólnego z realiami. Mieliśmy więc tę samą kombinację, która wywołała wtorkową zwyżkę: słaby dolar, spadająca rentowność i taniejąca ropa. Nic dziwnego, że inwestorzy nie chcieli sprzedawać akcji, ale nie mieli również ochoty do ich kupna. Mimo małych zmian indeksów sesja była kolejną moralną wygraną byków i zapowiedzią kontynuacji odbicia.
W Europie wczoraj atmosfera też była bardzo dobra. Sesja w USA nie popsuła nastrojów, dane makro z USA nie były tragiczne, a cena ropy spadała (OPEC zapowiedział, że rozważy zwiększenie wydobycia). Jedynie wzmacniające się euro niepokoiło. Dziś na rynek dotrze sporo danych makro, ale uważam, że ich wpływ będzie bardzo ograniczony. Od rana Euroland będzie reagował na indeksy nastroju biznesu i konsumentów oraz indeks klimatu panującego w gospodarce. To są ważne wskaźniki, ale dość rzadko realne wyniki różnią się od prognoz i dlatego reakcja powinna być stłumiona. Amerykańskie dane makro będą bardziej istotne.
Po ostatnich sesjach byki będą potrzebowały dobrych danych. Co prawda podniosłyby one rentowność obligacji, ale nie do poziomu przekraczającego ostatnie maksima. Tak więc rynek skorzysta, gdy okaże się, że wydatki Amerykanów były zdecydowanie większe od prognoz (przychody są mniej istotne). Nie przypuszczam, by ostateczny odczyt indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan coś zmienił. W końcu to tylko weryfikacja. Rynek będzie czekał na wskaźnik Chicago PMI. Uważa się, że ten indeks zapowiada to, co rynek zobaczy w indeksie ISM opisującym aktywność całej gospodarki. Bardzo często jednak dane ISM znacznie różnią się od PMI Chicago, ale to nie zmienia oczekiwań rynku. Tak więc dane są ważne, ale są powody, by twierdzić, że dzisiaj będą miały bardzo ograniczony wpływ na rynek (reakcja może przenieść się na wtorek). Po prostu piątek jest ostatnim dniem przed długim weekendem w USA i trudno będzie o znalezienie wielu chętnych do aktywnego handlu. Poza tym informacje o tym, że służby specjalne spodziewają się latem dużego ataku terrorystycznego w USA, z pewnością nie będą zachętą do kupna akcji przed trzema dniami wolnymi.
Jeśli chodzi o nasz rynek, to w logice trendu bocznego leżał wczoraj kolejny atak indeksu WIG20 na okolice 1700 pkt. Tak było, ale sesja była bardzo dziwna. Pięć godzin marazmu z minimalnym wzrostem i w ostatniej godzinie, na małym obrocie, duża, aczkolwiek bardzo nietrwała zwyżka. To wyglądało niepoważnie i było jedynie wynikiem celowego podnoszenia indeksów wtedy, kiedy podaż przyjęła wyczekującą postawę i wykorzystania tego do rozegrania partii na kontraktach. Byki jednak wykorzystały sytuację i oddaliły indeksy od wsparć, a WIG20 zbliżył się do oporu. Nie był to atak poważnego popytu i o tym trzeba pamiętać.
Prawdziwa hossa trwa wtedy, kiedy indeksy wspinają się po ścianie strachu. Ale czasem takie wspinanie jest naprawdę dystrybucją akcji. Na wykresach pojawiły się sygnały kupna, co każe rozważyć nie tyle powrót do hossy, ale możliwość mocniejszego odreagowania majowych spadków. WIG20 jest tak blisko oporu, że zanim nie zobaczę znacznego wzrostu obrotu, to zastanowiłbym się dwa razy przed podjęciem decyzji o kupnie akcji.