Alarmująco spada konkurencyjność gospodarki

Andrzej Arendarski
opublikowano: 2000-02-29 00:00

Andrzej Arendarski: Alarmująco spada konkurencyjność gospodarki

TO NIE TAK: Pogarszanie się efektywności gospodarowania jest mitem, krzywdzącym krajowych wytwórców — uważa Andrzej Arendarski. fot. B. Skrzyński

Sytuacja gospodarcza Polski na pozór jest całkiem niezła. Wprawdzie minęły czasy, gdy średnioroczny przyrost PKB przekraczał 6,5 proc., ale nadal notujemy rozwój, siła złotego jest tak znaczna, że dokonuje się jego aprecjacja, zaś rezerwy walutowe nadal przekraczają 20 mld USD. Niepokoi jedynie rosnące ujemne saldo handlu zagranicznego. Czemu w takim razie oceny sytuacji są tak rozbieżne?

PRAWDĘ o realnej pozycji polskiej gospodarki odkrywa analiza stanu jej konkurencyjności. Dane liczbowe wyraźnie wskazują, że nie potrafimy utrzymywać dynamiki eksportu porównywalnej z dynamiką importu, a poza tym gwałtownie rosnące ujemne saldo obrotów towarowych powoduje wypychanie rodzimych wytwórców z rynku wewnętrznego. Jednym słowem — polskie firmy i wyroby z największym trudem przebijają się na rynkach zagranicznych, a zarazem mają coraz słabszą pozycję na rynku krajowym. Nie tylko zagraża to bilansowi płatniczemu państwa, ale prowadzi do osłabienia wytwórczości w ogóle i do zmniejszenia się tempa wzrostu.

KRĘGI RZĄDOWE niezmiennie lansują tezę, iż przyczyną tego zjawiska jest pogarszanie się efektywności gospodarowania. Przedsiębiorstwa są jakoby źle zarządzane, rozrzutnie gospodarują środkami produkcji, mają zbyt wysokie koszty itp. Jest to jednak mit, krzywdzący krajowych wytwórców. W ostatnich kilku latach mamy do czynienia właśnie z wyraźną poprawą efektywności przedsiębiorstw! Trwałą tendencją jest także wzrost wydajności pracy, zarówno w skali całej gospodarki, jak i w przeważającej liczbie firm.

TO POLITYKA kursowa i stopy podstawowych kredytów NBP idą zupełnie innym torem, niż zjawiska istniejące w realnej gospodarce. Wyraźnemu spadkowi inflacji nie towarzyszy odpowiednie obniżanie wysokości stóp procentowych. Decyzje w przeciwną stronę są natomiast podejmowane przez RPP szybko i pochopnie. To właśnie horrendalnie wysokie stopy procentowe banku centralnego są jednym z głównych — a niezależnych od samych przedsiębiorstw — powodów wytracania przez nie konkurencyjności. Drugim negatywnym aspektem polityki pieniężnej jest kurs złotego. Pozorna moc naszej waluty zakotwiczona jest nie w efektach wymiany handlowej, lecz jedynie w sprzedaży prywatyzowanych firm zagranicznemu kapitałowi — i w efekcie wzmacnia import, zaś osłabia eksport.

NEGATYWNIE oddziaływają na krajową wytwórczość także bodźce ze strony polityki gospodarczej i traktatowej. Polska prawie całkowicie zniosła bariery importowe, chociaż rodzimi przedsiębiorcy nie mieli ani środków, ani czasu na adaptację do działania w warunkach nagłego otwarcia gospodarki na świat. Do tego dochodzi brak środków na poręczenia, gwarancje i ubezpieczenie eksportu. Minimalne są nakłady na zagraniczną promocję naszych firm i wyrobów. Nie dopracowaliśmy się także zabezpieczonej od strony finansowej koncepcji proeksportowego nastawienia gospodarki.

DOTYCHCZAS złudne okazały się również nadzieje wiązane z inwestycjami zagranicznymi, które miały niejako automatycznie spowodować zmodernizowanie produkcji i wzrost jej poziomu technicznego, a tym samym poprawić konkurencyjność i zaktywizować eksport. Koncentrują się one głównie na zakupie akcji, udziałów czy całych przedsiębiorstw — czyli inwestycjach we własność. Zaawansowane technologie mają wartość zaledwie kilku procent kapitałów lokowanych w Polsce.

NAJWYŻSZY JUŻ CZAS, aby znaleźć środki zaradcze poprawiające konkurencyjność polskiej gospodarki — i to w czynnikach zewnętrznych, a nie w rzekomym braku efektywności przedsiębiorstw. Inaczej za dwa, trzy lata nasza waluta nie wytrzyma już konfrontacji z nagą prawdą o jej kruchych podstawach.

Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej