Z Ameryki
Według Lipper Fund Analyzer, tylko 62 fundusze z 8200 zakończyło ostatni kwartał na plusie. Ciekawe jak na to zareagują Amerykanie po otrzymaniu kwartalnych raportów inwestycyjnych.
Bardzo niejednoznaczne wiadomości z gospodarki, ostrzeżenia spółek i urzędowy optymizm połączone z walką o wsparcia. Tak można podsumować ostatni, szósty już spadkowy tydzień. Inwestorzy nie mogli się zdecydować, co brać pod uwagę – czy sezonowość i obronione dno czy fatalne prognozy spółek i perspektywę wojny z Irakiem. Fakt, że w czwartym kwartale zazwyczaj indeksy rosną i na to liczy wielu inwestorów. Dlatego do funduszy wpłynęło w ostatnim tygodniu 2,3 mld USD mimo fatalnego zakończenia września i całego kwartału.
We wtorek mocno pomogło indeksom porozumienie ONZ z Irakiem w sprawie rozpoczęcia pracy inspektorów rozbrojeniowych. Inwestorzy pocieszali się, że być może do wojny nie dojdzie. Dopiero informacja, że Izba Reprezentantów uzgodniła tekst rezolucji, oraz wystąpienie samego prezydenta USA, który nie pozostawił wątpliwości co do swoich intencji, zniechęciły inwestorów. Podsekretarz stanu w Departamencie Handlu USA powiedział, że wojna może być dobrodziejstwem dla gospodarki światowej. Za Reutersem: „... można by wtedy odkręcić kurek z iracką ropą, co miałoby ogromny wpływ na rozwój światowej gospodarki dla tych krajów uprzemysłowionych, które są konsumentami ropy”. Przynajmniej jasno i bez owijania w bawełnę. Wejdziemy do krainy szczęśliwości ropą płynącej. Problem w tym, że USA zupełnie nie biorą pod uwagę, co się stanie, jeśli coś pójdzie źle. To jest gra przy zielonym stoliku, a stawką jest przyszłość gospodarki światowej. A tymczasem Iran podpisał porozumienie wojskowe z Kuwejtem, co niedawno wydawało się niemożliwe. Na skutek nacisku USA świat islamu zaczyna się jednoczyć.
Ciekawe były dane makro. Wydatki konsumentów straciły dynamikę. Indeks aktywności w sferze produkcyjnej spadł poniżej 50 pkt., co sygnalizuje kurczenie się części przemysłowej gospodarki i sygnalizuje, że cała gospodarka USA też może wejść powtórnie w recesję. Zdziwił mnie wzrost ISM w usługach, ale to nie zmienia zasadniczo obrazu sytuacji. Myślę, że to skutek olbrzymiej ilości wniosków o refinansowanie. Zadziwiające za to były dane o bezrobociu (stopa bezrobocia spadła do 5,6 proc.). Dane z kolejnych 8 tygodni okazują wzrost bezrobocia, zatrudnienie w sektorze pozarolniczym spada, spółki meldują o redukcjach zatrudnienia, aktywność sfery przemysłowej spada, a bezrobocie nie rośnie? Nawet w telewizji CNBC mówi się, że inwestorzy zaczynają nie wierzyć w wiarogodność danych rządowych.
Jedynym pozytywem (?) były buńczuczne wypowiedzi członków FOMC twierdzących, że jeśli będzie trzeba to stopy zostaną obniżone, ale gospodarka ma się znakomicie i takiej potrzeby nie będzie. Kuriozalne zdanie Williama McDonough (szef Fed w Nowym Jorku) przytacza Reuters: „Jest bardzo prawdopodobne, że gospodarka USA da sobie znakomicie radę”, ale jeśli tak nie będzie „to wiemy, co robić”. Przykro, mi — nie wiecie co robić, bo nie macie czym strzelać. Obniżka stóp z obecnego poziomu już nic nie da. Ale urzędowy optymizm rozumiem.
Dawno nie mówiliśmy o „enronitis”. Na skutek polecenia Kongresu SEC przygotowuje rozwiązanie prawne, które zmusi spółki do publikowania wyników „pro forma” wraz z wyjaśnieniami, dlaczego i w którym miejscu różnią się od zysków wyliczonych zgodnie z zasadami amerykańskiej księgowości. To znacznie utrudni nadymanie i tak słabych zysków i pogorszy wyceny spółek.
W tym tygodniu jest niezwykle mało danych makro. Właściwie tylko piątkowe dane o sprzedaży detalicznej mogą wpłynąć na rynek. Najważniejszym elementem gospodarki USA jest indywidualny konsument, któremu ciągle pomagają niskie stopy procentowe. Indeks mierzący liczbę wniosków o kredyt hipoteczny wzrósł w ostatnim tygodniu do poziomu najwyższego od 10 lat. 77 proc. wniosków to refinansowanie długu. Pisałem już kilka tygodni temu, że to pozostawia kilkaset dolarów miesięcznie w kieszeni podatnika. Tylko dlatego gospodarka nie weszła jeszcze w głęboką recesję, ale to jest sięganie do głębokich rezerw.
Obecnie sytuacja nie wygląda najlepiej. Tydzień po tygodniu spada sprzedaż w sklepach. Wielcy detaliści (Wal-Mart, J. C. Penny) redukują prognozy. Sprzedaż samochodów jeszcze rośnie, ale dynamika wzrostu drastycznie we wrześniu spadła. Wydaje się, że konsument amerykański nasycił się już towarami sprzedawanymi w przeróżnych promocjach. Ciekawa była odpowiedź na pytanie zadane przez telewizję CNBC: jak dużo masz zamiar wydać na zakupy w sezonie świątecznym w porównaniu do ubiegłego roku? Odpowiedź: więcej 14 proc., tyle samo 29 proc., mniej 57 proc. To nie wymaga komentarza.
Według Lipper Fund Analyzer, tylko 62 fundusze z 8200 zakończyło ostatni kwartał na plusie. Ciekawe jak na to zareagują Amerykanie po otrzymaniu kwartalnych raportów inwestycyjnych, które zaczną dostawać już w tym tygodniu. Jeśli będą nadal odporni na złe informacje, to istnieje szansa, że ten tydzień będzie lepszy. Szczyt ostrzeżeń minął (chociaż ciągle jakieś mogą się pojawiać), są nadzieje na czwarty kwartał, a ważne dane makro zostaną podane dopiero w piątek. Otwiera się okienko umożliwiające odbicie indeksów. Podkreślam: umożliwiające. Jeśli bowiem S&P 500 pokona 800 pkt., to może (wreszcie) rozpocznie się panika, też jednak chwilowo kończąca spadki. Oporem jest 855 pkt.
Z Polski
Ten tydzień na giełdzie charakteryzowały niskie obroty, które umożliwiły w czwartek OFE podjęcie próby obrony wsparcia. To nie miało nic wspólnego z wejściem do UE — indeksy w krajach naszego regionu spadały. Po prostu OFE dostały pieniądze z ZUS i postanowiły powstrzymać rynek przed przebiciem istotnego wsparcia.
Niepokojące informacje docierają z Irlandii. Trzy tygodnie przed głosowaniem w sprawie przyjęcia Traktatu Nicejskiego sytuacja wygląda dużo gorzej niż przed ubiegłorocznym referendum, w którym Irlandczycy odrzucili traktat (przeciw było 54 proc. głosów). Obecnie 37 proc. badanych jest za (wtedy 45 proc.), 25 proc. przeciw (wtedy 28 proc.), a reszta nie wie, jak będą głosowali. To oczywiście nie oznacza, że Irlandczycy Traktat odrzucą, ale niepewność rośnie, a to nie pomoże naszemu rynkowi.
Warto zauważyć, że ostatnio słabo zachował się węgierski BUX i praski PX-50. Czyżby obawy inwestorów zagranicznych o wyniki referendum w Irlandii już zaczynały wpływać na te rynki? Wszyscy naciskają na Irlandię, by zaakceptowała traktat. Ostatnio General Electric zagroził nawet, że może się z tego kraju wycofać. Irlandczycy to uparty naród i obawiam się, że takie naciski mogą wywrzeć odwrotny skutek. Zresztą, jeśli w strefie euro będzie trwała recesja, to może (tak po cichu) wiele rządów w Eurolandzie będzie liczyło, że referendum znowu da odpowiedź negatywną. Opóźnienie rozszerzenia byłoby wtedy na rękę obecnym członkom UE.
A z Eurolandu nadal nadchodziły złe dane makro. Indeks aktywności części produkcyjne gospodarki (PMI) spadł poniżej 50 i był najgorszy od 7 miesięcy. Podobnie spadł, tak ostatnio mocny PMI w usługach (najniżej od 10 miesięcy). Firmy obniżały zatrudnienie. Wskaźnik klimatu w biznesie spadł do czteromiesięcznego minimum, a Morgan Stanley obniżył prognozę PKB w 2002 roku z 0,9 proc. na 0,7 proc., a w 2003 roku bardzo mocno z 2,7 proc. na 1,5 proc. A i to mogą być bardzo optymistyczne szacunki. Widać, że byle powód może wtrącić strefę euro w recesję. Na przykład wzrost cen ropy do 40 i więcej dolarów. W tym tygodniu taniała, bo huragan Lili nie wyrządził tyle szkód, ile oczekiwano, ale zapasy w USA znowu spadły i to o rekordowe 13,9 mln baryłek. Twierdzi się, że wzrost ceny nie będzie miał dużego wpływu na gospodarki, ale śmiem w to wątpić.
U nas mocno oczekiwana ocena projektu budżetu, przedstawiona przez RPP, nikogo nie mogła zaskoczyć. Zaskoczeniem byłoby bowiem, gdyby rada znalazła jakieś zalety projektu. Z wcześniejszych wypowiedzi członków rady wynikało, że nie znajdzie. Nie ma sensu powtarzać ogólnie znanych argumentów. Warto jednak wspomnieć, że RPP postraszyła: „projekt stwarza zagrożenie, że długoterminowe stopy procentowe będą utrzymywać się na wysokim poziomie. Ograniczyłoby to dynamikę inwestycji i byłoby czynnikiem wzmacniającym kurs złotego”. Inaczej mówiąc powiedziała, że jeśli stopy będą wysokie, a złoty się wzmocni, to winny będzie wicepremier Grzegorz Kołodko (który walczy o niskie stopy i osłabienie złotego). Dla rynków ta opinia jest neutralna, a kto miał rację zobaczymy za rok.
Dane o deficycie obrotów bieżących zostały przyjęte wstrzemięźliwie i nie dziwię się temu. W komunikatach widziałem przede wszystkim porównania do ubiegłego roku (eksport większy o 2,9 proc. a import mniejszy o 1,5 proc.). Jednak, jeśli spojrzy się na te same dane w stosunku miesiąc do miesiąca, to wcale nie jest tak różowo. Eksport spadł o 14,7 proc., a import o 4,9 proc. Osłabienie gospodarcze świata zaczyna powoli zmniejszać eksport, a popyt wewnętrzny nadal jest bardzo słaby. Wydaje się, że dlatego rząd rozpoczyna ofensywę, której celem ma być osłabienie złotówki. Takie sygnały docierały zarówno z MF, jak i od wicepremiera Marka Pola. Oczywiście RPP nie zgadza się na jakiekolwiek zmiany polityki kursowej. Gdyby jednak referendum w Irlandii dało wynik nie po naszej myśli, to nie trzeba by było zmieniać polityki walutowej. Złoty natychmiast zanurkowałby gwałtownie w dół.
Okienko umożliwiające wzrosty w USA otworzy się również dla Eurolandu. Poza tym inwestorzy będą mieli nadzieję, że ECB we czwartek obniży stopy procentowe. Nasz rynek ma więc również szanse na odbicie. Jednak, jeśli rynki USA wpadną w panikę to nic nas nie uratuje. Trzeba trzymać się sygnałów analizy technicznej — przełamanie obszaru 1030-1042 na WIG 20 to sygnał sprzedaży. Wstępny sygnał kupna to pokonanie 1078, a średnioterminowy to dopiero 1170 pkt.