Rozleniwieni dobrymi wynikami Eurocashu akcjonariusze mieli wczoraj okazję, by poczuć przyspieszone bicie serca. Kurs akcji spożywczego dystrybutora podczas wczorajszej sesji szedł w dół nawet o 10 proc. Wszystko to działo się przy wysokich jak na spółkę obrotach — przekroczyły one 50 mln zł.
Powód? Luis Amaral, portugalski prezes i jednocześnie główny akcjonariusz spółki, postanowił sprzedać znacznypakiet (7 proc.), a prowadzący księgę popytu ustalili cenę akcji na 38 zł na walor, 12 proc. mniej, niż wynosił wtorkowy kurs zamknięcia. Spółka uspokaja, że wszystko dzieje się zgodnie z planem.
— To wyjście naprzeciw oczekiwaniom rynku — dzięki sprzedaży akcji przez Luisa Amarala zwiększy się kulejąca płynność na GPW, na czym skorzystają inwestorzy. Z punktu widzenia prezesa nic się nie zmienia — nadal zachowuje operacyjną kontrolę nad spółką — mówi Jan Domański, rzecznik Eurocashu. Dla Luisa Amarala — który przed wczorajszą sesją miał 51 proc. papierów Eurocashu — to pierwsza duża monetyzacja akcji od czasu oferty publicznej w 2005 r. Czy będzie następna? — W żadnym wypadku — mówi Jan Domański.
Zdaniem Adama Kaptura, analityka DM Millennium, prezes Eurocashu wykorzystał dobry moment.
— Eurocash pozostawał w trendzie wzrostowym od czasu przejęcia Tradisu, a wycena spółki była bardzo atrakcyjna. Mimo to ruch Luisa Amarala był nieoczekiwany i kurs zareagował negatywnie. Nie sądzę, by motywacją do sprzedaży były niskie obroty, bo Eurocashem i tak chętnie handlowano. To raczej wykorzystanie dobrego momentu na zrealizowanie zysku — ocenia Adam Kaptur.