5 proc. — taka część gazu importowanego do Unii Europejskiej pochodzi obecnie z Rosji. Takie szacunki podał pod koniec czerwca „Financial Times”, cytując jednocześnie ukraińskiego ministra energii, który zapewnił, że jego kraj nie przedłuży w przyszłym roku umowy tranzytowej z Rosją.
Ukrainę i Rosję wiąże kontrakt przesyłowy zawarty w 2019 r., dający możliwość przedłużenia go o 10 lat. Jeśli do przedłużenia rzeczywiście nie dojdzie, to jedyną drogą dla rosyjskiego gazu do Unii Europejskiej zostanie TurkStream.
O przewidywania dotyczące przepływu gazu z Rosji pytamy Annę Mikulską, polsko-amerykańską ekspertkę pracującą w Centrum Studiów Energetycznych Instytutu Bakera na Uniwersytecie Rice'a w Houston w stanie Teksas.

— Myślę, że Rosja będzie chciała utrzymać dostawy gazu do Europy, choćby po to, by mieć narzędzie wpływu i móc zaburzać europejski rynek. W trakcie zimnej zimy i ograniczonych zasobów na rynku nawet niewielkie zmiany w dostawach stworzą możliwość wywierania nacisku — uważa Anna Mikulska.
Ameryka zaprasza na długie lata
Ze swojej amerykańskiej perspektywy Anna Mikulska podkreśla, że stabilność gazową w skali globalnej daje płynny rynek LNG, czyli gazu skroplonego transportowanego statkami. A ten jest właśnie w ważnym momencie, ponieważ USA, planujące zwiększanie wydobycia i eksportu gazu, będą poszukiwały funduszy na inwestycje w złoża i w terminale eksportowe.
— Finansowanie bankowe otrzymają tylko wtedy, gdy zdobędą długoterminowe zamówienia. Banki, które w latach 2010-18 chętnie finansowały sektor ropy i gazu, dziś są ostrożne. Często wymagają kontraktów 20-25-letnich. 15 lat np. często okazuje się okresem zbyt krótkim — tłumaczy Anna Mikulska.
Tu dostrzega ważną rolę dla Europy, mimo że ta z powodu spadających cen gazu na rynkach światowych i realizowanej strategii dekarbonizacji do wieloletnich umów gazowych podchodzi ostrożnie.
— Czy Europa chce opierać się na nieprzewidywalnym rynku spotowym? Niemcy, które początkowo podchodziły do kontraktów długoterminowych z rezerwą, w końcu kilka podpisały — podkreśla Anna Mikulska.
LNG zastępuje dostawy z Rosji
Przed inwazją na Ukrainę ponad 40 proc. gazu importowanego przez Unię Europejską pochodziło z Rosji. Dziś w miejsce Rosji weszły głównie dostawy LNG, najczęściej z USA. Z krajów członkowskich, m.in. z Francji, dochodzą jednak głosy przestrzegające przed zamienianiem jednego uzależnienia na drugie.

— Rząd USA nie jest w stanie dyktować czegokolwiek prywatnym firmom gazowym, więc na pewno nie byłaby to zależność geopolityczna. Firmy kierują gaz tam, gdzie cena jest najwyższa — podkreśla Anna Mikulska.
Uważa też, że amerykański gaz, jeśli kiedyś okaże się Europie niepotrzebny, zawsze może zostać wysłany dalej.
— W efekcie rynek gazu w skali globalnej może się ustabilizować, co ostatecznie skłoni takie kraje, jak Pakistan, Bangladesz czy Indie, do powrotu na ścieżkę gazyfikacji — tłumaczy Anna Mikulska.
Prawdziwy kryzys był w Azji
Pakistan, Bangladesz, Indie, a także Wietnam to przykłady państw, dla których wojna w Ukrainie oznaczała największy szok energetyczny.
— Gaz często mieli nawet zakontraktowany, ale dostawy nie przychodziły, ponieważ traderom bardziej opłacało się zapłacić karę umowną i wysłać surowiec do Europy, gdzie ceny były wyższe — tłumaczy Anna Mikulska.
W efekcie paliły węglem i niektóre, jak np. Pakistan, planują przy nim pozostać. Dla klimatu to złe wieści.
— Gdyby gaz zastąpił węgiel w Azji, to pożytek dla klimatu byłby ogromny — mówi Anna Mikulska.
Ameryka stawia na bezpieczeństwo
Ekspertka podkreśla, że bezpieczeństwo energetyczne, które nie było kluczowym tematem ostatniej kampanii wyborczej, w której Donald Trump rywalizował z Joem Bidenem, dziś odgrywa coraz większą rolę w amerykańskiej debacie publicznej.
— Wojna w Ukrainie podkreśliła rolę eksportu gazu z USA i jego funkcję stabilizacyjną dla Europy i świata. W efekcie ważny dokument Inflation Reduction Act zawiera nie tylko zachęty do rozwoju energetyki odnawialnej, ale też liberalizuje kwestie wydobywania gazu i ropy — mówi Anna Mikulska.
Polska niech dywersyfikuje
W obliczu wojny Polska aktualizuje politykę energetyczną, by ograniczyć w niej rolę gazu, a wydłużyć życie elektrowni węglowych, by produkowały prąd aż do odległego w czasie momentu uruchomienia elektrowni jądrowych. Dokument wciąż jest w przygotowaniu.
— W jakim kierunku powinna iść Polska? W kierunku dywersyfikacji. Spójrzmy na Chiny — może się wydawać, że stawiają na inwestycje proklimatyczne, ale oni inwestują we wszystko — uważa Anna Mikulska.
