Amerykanie biorą polskie odpady

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2013-12-04 00:00

Czekając na przejęcie przez Darling International, Sonac przymierza się do inwestycji na Wschodzie

Przetasowania na światowym rynku utylizacyjnym dotknęły również Polskę. Działający w 58 krajach, a wywodzący się z Europy, Vion sprzedał za 1,8 mld EUR spółki zajmujące się przetwarzaniem ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego amerykańskiemu gigantowi z branży — Darling International. Do zamknięcia transakcji nabywca potrzebuje jeszcze zgody krajowych urzędów antymonopolowych. W Polsce czeka, aby przejąć spółki działające pod szyldem Sonac, które rosną jak na drożdżach.

MORZE
 ZAMÓWIEŃ:
 Intensywnie rośnie
 rynek karmy dla
 psów i kotów.
 Rozwija się również
 branża hodowli
 ryb. Dzięki temu
 zwiększa się popyt
 na nasze produkty
 — mówi Adam
 Sowiński, dyrektor
 zarządzający firmy
 Sonac.
 [FOT. ARC]
MORZE ZAMÓWIEŃ: Intensywnie rośnie rynek karmy dla psów i kotów. Rozwija się również branża hodowli ryb. Dzięki temu zwiększa się popyt na nasze produkty — mówi Adam Sowiński, dyrektor zarządzający firmy Sonac. [FOT. ARC]
None
None

— Jesteśmy największym na świecie producentem żelatyny wieprzowej. Nasza polska produkcja to głównie komponenty do karmy dla zwierząt domowych i materiały paszowe. Połowę sprzedajemy w kraju. W tym roku, kosztem 8 mln EUR, uruchomiliśmy zakład w Uśnicach, który zwiększa nasze moce o 50 proc. — mówi Adam Sowiński, dyrektor zarządzający Sonac.

Rozbudowę mocy, choć na mniejszą skalę, spółka przeprowadziła również w drugim zakładzie — w Osetnicy na południu Polski.

Rosja kusi

Sonac ma apetyt na więcej.

— Moglibyśmy przejąć mniejsze zakłady, ale raczej ze względu na dostęp do klientów niż moce produkcyjne. Widzę kilka interesujących firm, na razie jednak nie podejmujemy żadnych działań w tym kierunku — twierdzi Adam Sowiński.

Dyrektor spodziewa się konsolidacji branży, bo — jak tłumaczy — na rynku działa kilku dużych graczy i kilkudziesięciuznacznie mniejszych, którzy jeszcze się nie wyspecjalizowali.

— Pod tym względem polski rynek nie jest jeszcze uporządkowany. Zdecydowana większość zakładów robi wszystko i ze wszystkiego. Tymczasem wąska specjalizacja stanowi podstawę współczesnego biznesu, zwłaszcza w dobie dużej konkurencji na wspólnotowym rynku — dodaje Adam Sowiński. Polski Sonac ma klientów w Europie, Rosji, Tajlandii, Wietnamie, a nawet Chile. Zdaniem Adama Sowińskiego, najbardziej perspektywiczny jest rynek rosyjski.

— Konkurencja jest tam znacznie mniejsza niż w Polsce. Tamtejsze zakłady utylizacyjne stawiają dopiero pierwsze kroki, a wyrzucanie odpadów na pola to norma — tłumaczy Adam Sowiński.

Norki podgryzają biznes

Spółka, zachęcona dostępnością surowca i rozdrobnieniem branży, chciałaby wybudować zakład na Wschodzie. Lokalizacji na razie nie ujawnia. Dostęp do surowca zaczyna być natomiast problemem w Polsce.

— Coraz więcej surowców wykorzystuje się obecnie do produkcji żywności. Zakłady mięsne już nie przekazują do utylizacji wszystkich organów, np. wątroby. Polska stała się też oazą dla hodowców zwierząt futerkowych, które karmi się produktami ubocznymi. Szacuje się, że zjadają rocznie 350-400 tys. ton z 1,1 mln ton odpadów. W wielu krajach UE zakazuje się ich hodowli, można się więc spodziewać, że branża rozrośnie się w Polsce — mówi Ryszard Burzyński, prezes Związku Pracodawców Przemysłu Utylizacyjnego (ZPPU).

Horyzont się poszerza

Zakłady utylizacyjne coraz częściej próbują sił na nowym rynku — produkcji energii elektrycznej i cieplnej.

— W Unii toczy się obecnie dyskusja w sprawie uznania takiego źródła energii za alternatywne. Oznaczałoby to dla nas możliwość uzyskania wsparcia finansowego, jak np. w przypadku biomasy — zwraca uwagę Ryszard Burzyński. Jego zdaniem, branża nie przestawi się całkowicie na taką działalność, ale będzie coraz dokładniej przetwarzać białka zwierzęce.

— Technologie umożliwiające przetworzenie odpadów do aminokwasów zwiększą możliwości wykorzystania produktów, np. do przyspieszenia wzrostu roślin — przewiduje prezes ZPPU.

Szansą dla branży może być również przywrócenie na europejski rynek mączek mięsno-kostnych, którymi kiedyś karmiono zwierzęta. Ryszard Burzyński twierdzi, że do niedawna świetnie rozwijał się ich eksport na rynki azjatyckie, jednak od kilku miesięcy popyt spada wraz z hamowaniem tamtejszych gospodarek.

— Naukowcy coraz częściej kwestionują sens zakazu, wprowadzonego przed laty na fali strachu przed BSE. Mączki mogą być już stosowane w akwakulturach — dodaje ekspert.

Co można zrobić z odpadów
Za utylizację niektórych produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego zakłady mięsne płacą, a inne je sprzedają. Odpady dzielą się na trzy kategorie. Pierwsza to materiał wysokiego ryzyka, np. krowy padłe z nieznanych przyczyn. Ze względu na ryzyko BSE powstałe z nich mączki nadają się wyłącznie do spalenia, natomiast tłuszcze mogą być wykorzystane do produkcji biodiesla. Druga kategoria odpadów zwierzęcych to m.in. padłe świnie, które — po przerobieniu na mączki — mogą być stosowane jako nawóz (polepszacz) do gleby. Trzecia kategoria odpadów to materiał niskiego ryzyka, który nie stanowi zagrożenia dla zdrowia człowieka, wycofany z obrotu np. ze względów handlowych. Wyprodukowana z nich mączka trafia do karmy dla psów i kotów, a tłuszcz do pasz.