Oczekiwałem we środę w USA odbicia, ale nie tak wyraźnego. Rynki amerykańskie zachowywały się bardzo dziwnie. Rentowność obligacji spadła, dolar osłabł, a cena złota przebiła szczyty (jest najdroższe od 7 lat). To wszystko oznacza jedno — zaniepokojenie na świecie sytuacją geopolityczną. A jednak rynek akcji wzrósł i to bardzo wyraźnie tylko dlatego, że ostatnie sesje były korekcyjne i nadeszło kilka pozytywnych informacji.
Prognozy Gartnera, firmy zajmującej się badaniem rynku, pomogły sektorowi produkcji półprzewodników. Podobno sprzedaż półprzewodników wzrośnie w 2004 roku o 20 procent. Aberracją był spory wzrost kursu Forda, po tym jak Standard & Poor’s obniżył rating jego długu (jeden poziom nad „śmieciowy”). Kurs wzrósł, bo S&P stwierdził, że w krótkim okresie nie przewiduje dalszej obniżki ratingu... Szaleństwo? Tak. Ale szaleństwo, które pokazuje, że indywidualni inwestorzy nadal są niezwykle optymistyczni nastawienie do rynku, a obóz byków jest mocny.
Po środowej sesji lepsze od prognoz wyniki podał Applied Materials. Spółka podniosła również prognozę na przyszły rok. Zanosiło się więc na kolejny wzrost indeksów, ale niepokój wywołały słabsze od prognoz wyniki Wal-Mart i dane makro, więc sytuacja do końca naszej sesji była bardzo niepewna.
Euroland wczoraj od rana został zasypany lepszymi od prognoz wynikami Deutsche Telekom, BASF czy Siemensa. W tej sytuacji indeksy musiał wzrastać i to mimo umacniania się euro, ale nieco gorsze dane z rynku pracy w USA ochłodziły nastroje.
Dziś zarówno u nas, jak i za granicą, będziemy mieli sporo impulsów mogących wpłynąć na ruchy indeksów. Inwestorzy będą czekali na wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed. Wydaje się, że nic nowego na razie od niego nie usłyszymy ale, i tak będzie to główne wydarzenie dnia, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co inwestorów ucieszy lub zmartwi.
Teoretycznie dane o inflacji w cenach producenta nie powinny być wielkim wydarzeniem. Ale sytuacja jest dosyć delikatna. Jeszcze przed kilkoma tygodniami inwestorzy cieszyliby się, gdyby inflacja rosła. Oznaczałoby to, że ożywienie gospodarcze zacznie przekładać się na zyski. Teraz, kiedy rynki boją się podwyżek stóp procentowych, wzrost inflacji mógłby zostać przyjęty bardzo źle. Za to bez wątpienia inwestorzy będą zadowoleni, gdyby mocno wzrosła sprzedaż detaliczna oraz dynamika produkcji przemysłowej. Słabe dane wywołałyby spadki indeksów.
Dzień zakończą wstępne dane o listopadowym indeksie nastroju Uniwersytetu Michigan. Wydaje się, że powinny być znacznie lepsze od prognoz — w końcu dane makro były tak dobre... Nawet te z rynku pracy. Gdyby jednak nastroje zmieniły się nieznacznie, to inwestorzy mogą to odebrać bardzo źle. Nasze dane o inflacji są całkowicie do pominięcia — nie będą miały zupełnie wpływu na rynek. Za to ważne dla rynku będą wyniki spółek. A będzie ich bardzo dużo. Problem w tym, że nie wiadomo, które zostaną podane przed, a które po sesji.
Wczoraj przed sesją gorsze od prognoz wyniki podał BZ WBK i Softbank, ale bardzo dobre podała TP SA. Właśnie TP SA pomagała wczoraj bykom. Jednak przebieg sesji nie sygnalizował, że nastąpił atak kapitału. Wręcz odwrotnie — obrót bez TP SA, KGHM i Pekao SA (2/3 obrotu) był niewielki, a zachowanie rynku nadal słabe. Rozumiem, że nie ma kapitału z zagranicy, ale nie rozumiem, dlaczego nasze fundusze nie wykorzystują korzystnej sytuacji, żeby podnieść indeksy. W ten sposób zbliżamy się coraz bardziej do linii trendu wzrostowego i trzeba będzie włożyć dużo kapitału, by ją obronić. Jedno jest pewne: jeśli dobra sytuacja na rynkach światowych utrzyma się jeszcze kilka dni, to kapitał spekulacyjny trafi też na GPW. Momentu ataku nie da się przewidzieć. Dlatego do przełamania wsparć trzeba zakładać, że trwa średnioterminowy trend wzrostowy.