Amica żegna kryzys

KSA
opublikowano: 2010-11-16 00:00

Polski rynek AGD wciąż się kurczy, ale wolniej niż w pierwszym półroczu. Sprzedaż ciągną Rosja i Ukraina.

Polski rynek AGD wciąż się kurczy, ale wolniej niż w pierwszym półroczu. Sprzedaż ciągną Rosja i Ukraina.

Już w pierwszym półroczu Amica notowała niezłe wyniki finansowe głównie dzięki eksportowi. Pozytywnie zaskoczył wzrost popytu w Rosji i na Ukrainie.

— Te rynki nadal rozwijają się bardzo dynamicznie. Chyba można już zaryzykować stwierdzenie, że kryzys w Rosji i na Ukrainie przechodzi do historii — mówi Wojciech Kocikowski, członek zarządu Amiki ds. finansowych.

Aż tak różowo nie jest, niestety, na polskim rynku, chociaż widać delikatne oznaki poprawy.

— W trzecim kwartale rodzimy rynek spadał wolniej niż w I półroczu. Wówczas w zależności od źródła szacunków spadki sięgały 13-16 proc. rok do roku. W trzecim kwartale było to już tylko kilka procent — informuje Wojciech Kocikowski.

Podkreśla, że mimo spadku popytu na sprzęt AGD w Polsce Amice udało się obronić, a nawet nieco zwiększyć udziały rynkowe (o 0,7 punku procentowego po ośmiu miesiącach 2010 r.).

W samym III kwartale przychody Amiki wzrosły o 2,7 proc., do 332,2 mln zł. Zysk operacyjny zwiększył się natomiast aż o 33,5 proc., do 23,9 mln zł. Na czysto spółka zarobiła jednak tylko 6,6 mln zł, czyli o 23 proc. mniej niż w tym samym okresie przed rokiem. Zyski obniżyły m.in. prawie trzykrotnie większe niż przed rokiem koszty finansowe.

— To zdarzenie jednorazowe — zmuszeni byliśmy odpisać udziały w spółce Gram Italia i zakończyć tę niezbyt udaną inwestycję — tłumaczy Wojciech Kocikowski.

Spółka musiała też odprowadzić prawie 8,5 mln zł podatku dochodowego, a przed rokiem było to jedynie 0,42 mln zł.

— Przypominam, że w pierwszym półroczu mieliśmy z kolei ujemną wartość podatku w księgach. Chodzi o to, że czekaliśmy na interpretacją podatkową transakcji sprzedaży zakładów Samsungowi. Otrzymaliśmy ją i okazało się, że pewne elementy tej transakcji były dla nas mniej korzystne finansowo — mówi Wojciech Kocikowski.