Po informacji o zainteresowaniu Computerlandu Softbankiem kurs tego ostatniego poszybował do góry, by potem stopniowo spadać. Analitycy są bowiem zgodni: Softbank nie jest CL potrzebny, a rynek źle przyjąłby taką transakcję. Byłaby to inwestycja zbyt kosztowna i niepewna.
Po informacji ,,PB’’ o zainteresowaniu Computerlandu Softbankiem kurs akcji tej ostatniej spółki wzrósł na początku wczorajszej sesji o ponad 7 proc., potem uspokoił się, by zakończyć notowania na poziomie 12,5 zł, zaledwie o 0,4 proc. wyższym niż w środę. Kurs Computerlandu natomiast przez całą sesję zachowywał się umiarkowanie i zamknął się bez zmian na poziomie 105 zł.
Analitycy są zgodni w jednym: Softbank nie tylko nie jest Computerlandowi do niczego potrzebny, ale też mocno obciążyłby spółkę, która w ciągu kilku ostatnich lat długo pracowała na zaufanie inwestorów.
— Taka transakcja w żaden sposób nie zwiększyłaby wartości Computerlandu, gdyż nie potrzebuje on Softbanku do realizacji swojej strategii — komentuje Magdalena Łapsa, analityk SG Securities.
Opinie analityków o Softbanku są bardzo złe. Spadająca wartość, podejrzenia o „trupy w szafie”, coraz gorsze wyniki, nie trafione inwestycje oraz brak nowych dużych kontraktów — to wszystko spowodowało, że większość domów maklerskich nie widzi dla Softbanku większych szans na wyjście z dołka. Dlatego angażowanie się Computerlandu w tak kłopotliwe aktywa byłoby przez rynek odebrane niekorzystnie.
— Nie mamy żadnej gwarancji, że środki finansowe ewentualnie przeznaczone na restrukturyzację Softbanku przeniosą się na efekty dla inwestora branżowego. Dlatego dla Computerlandu fuzja z tą spółką nie byłaby dobrą informacją — mówi Jacek Radziwilski, analityk Deutsche Banku.
— Być może w dłuższej perspektywie Softbank byłby w stanie coś wnieść do Computerlandu, ale w krótkiej źle odbiłoby się to na wynikach tego ostatniego — mówi Jarosław Pasternak, analityk DM PKO BP.
Równie źle jak sama spółka jest odbierany w ostatnim czasie jej główny akcjonariusz i prezes — Aleksander Lesz. Analitycy nie wierzą w jego zapowiedzi o wychodzeniu przez spółkę na prostą, mają też mu za złe ciągłe zmiany w zarządzie i robienie dobrej miny do złej gry. Zarząd CL jest przez rynek stawiany na zupełnie innym biegunie.
— Computerland dlatego jest tak wysoko wyceniany przez rynek, gdyż zarząd spółki zapracował na zaufanie i je uzyskał dzięki spełnianiu obietnic. Zarząd Softbanku także ciężko pracował, ale na utratę tego zaufania — uważa Sobiesław Pająk, analityk CDM Pekao SA.
Pozostaje zapytać dlaczego, skoro Softbank jest tak złą i słabo rokującą spółką, analitycy dobrze przyjęliby przejęcie go przez Prokom. Gdyńska spółka w 2000 r. kupiła 10 proc. akcji Softbanku. Były zapowiedzi o fuzji, wspólnych projektach i na tym koniec. Do dziś zarządom nie udało się opracować wspólnego stanowiska w sprawie współpracy. Gdyński integrator boleśnie odczuł tę inwestycję, gdyż akcje kupował po 80 zł, podczas gdy teraz kosztują 12,5 zł.
— Prokom musi jak najszybciej rozwiązać ten problem. Jeżeli przejmie Softbank i zarządzanie w tej spółce po rozsądnej cenie, to będzie dobra informacja. Dla gdyńskiego integratora oznaczałoby to wejście na rynek bankowy i dlatego byłoby lepiej przyjęte niż fuzja Computerlandu z Softbankiem — mówi Magdalena Łapsa.
— Atutem Softbanku jest obsługa PKO BP, jednak dalsze angażowanie się w tą spółkę Prokomu bez pewności, że Softbank utrzyma tego klienta i zdobędzie kontrakt na dalszą jego informatyzację nie ma sensu. Prokom i tak stracił, nie ma sensu tracić więcej — dodaje Sobiesław Pająk.
Najlepiej w przypadku jakichkolwiek ruchów kapitałowych wychodzi i tak Softbank, dla którego każda informacja o zainteresowaniu fuzją dużego gracza będzie dobra.
— Tej firmie przydałby się ktoś, kto poszerzyłby zakres jej działalności — mówi Jarosław Pasternak.