Christina Fincher
LONDYN (Reuters) - W kończącym się właśnie trzecim kwartale tego roku euro zanotowało największą jak dotąd zwyżkę wobec dolara. Wspólna waluta może umacniać się dalej, bo perspektywa recesji w USA zmniejszyła apetyty Europejczyków na amerykańskie papiery wartościowe.
Przez większość swojego krótkiego życia euro trapił odpływ kapitałów z Europy. Inwestorzy lokowali je w USA w nadziei na większe zyski.
Jednak obecnie, kiedy atrakcyjność amerykańskich papierów spada z powodu obniżania przez amerykańskie spółki prognoz zysków, kiepskich perspektyw wzrostu gospodarczego i bessy na giełdzie, euro zdaje się odzyskiwać początkowy blask.
"Rynki skupiają się obecnie na negatywnych prognozach gospodarczych dla USA i niechęć inwestorów do podejmowania ryzyka zaczyna odbijać się na wartości dolara" - powiedział Shahab Jalinoos, analityk walutowy w UBS Warburg.
"W takiej sytuacji euro może dalej rosnąć i na koniec roku osiągnąć wartość 95 centów" - dodał. W piątek rano euro kosztowało 91,40 centa.
W pierwszym półroczu seria obniżek stóp procentowych przeprowadzona przez amerykański Zarząd Rezerwy Federalnej wzbudziła nadzieje inwestorów, że ożywienie gospodarcze w USA nastąpi szybciej niż w Europie.
Wychodząc z takiego założenia inwestorzy na początku lipca zepchnęli euro poniżej poziomu 83,45 centa. Wspólna waluta zatrzymała się niewiele ponad centa powyżej historycznego minimum do którego spadła w zeszłym roku.
Od tego czasu wartość euro zwiększyła się o ponad osiem centów. Rynek zaczął powątpiewać w rychłe odrodzenie gospodarki USA, a wątpliwości te nasiliły się jeszcze po atakach lotniczych na Waszyngton i Nowy Jork.
"To bardziej kwestia osłabienia dolara niż umocnienia się euro" - powiedział Ian Stannard, analityk w BNP Paribas.
Analitycy ankietowani przez Reutera w ubiegłym tygodniu prognozwali średnio, że do końca roku euro wzrośnie do poziomu 0,95 dolara. Niektórzy przewidywali nawet, że wspólna waluta przekroczy poziom jednego dolara.
DZIURA W FUNDUSZACH
Każdy spadek zainteresowania amerykańskimi papierami stanowi zagrożenie dla stabilności dolara.
Jeżeli zagraniczne fundusze są wycofywane z USA dolar traci, ponieważ USA muszą w dużej mierze polegać na zagranicznych inwestycjach, po to by finansować swój nieustannie rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących.
Dziura w finansowaniu przekracza 400 miliardów dolarów rocznie, co oznacza że USA muszą przyciagnać ponad miliard dolarów zagranicznego kapitału dziennie, po to by nie dopuścić do spadku wartości dolara.
Na początku roku inwestorzy ze strefy euro zainwestowali rekordowe sumy w amerykańskie papiery wartościowe, szczególnie w obligacje korporacyjne. Obecnie jednak ich zapał wydaje się znacznie słabszy.
Europejski Bank Centralny (ECB) podał w tym tygodniu, że w lipcu strefa euro drugi miesiac z rzędu zanotowała napływ inwestycji netto. Jednocześnie sondaże przeprowadzanie wśród zarządzających funduszami pokazują, że kapitał z USA odpływa do strefy euro.
"Pozostaje pytanie, czy europejscy inwestorzy będą chcieli kupować amerykańskie akcje i obligacje, skoro stan gospodarki jest tak słaby" - powiedział Jesper Dannesboe, główny analityk walutowy w Dresdner Kleinwort Wasserstein.
"Uważamy że odpowiedź na to pytanie brzmi 'nie' i naszym zdaniem zarządzający nadal będą relokować fundusze. Euro może zatem dalej umacniać się wobec dolara" - dodał.
PRZESZKODY POZOSTAJĄ
Na drodze do dalszego umocnienia się euro stoi jednak kilka przeszkód, między innymi ta, że bardzo pesymistyczne prognozy dotyczące amerykańskiego wzrostu gospodarczego zostały już zdyskontowane w kursie dolara.
Krótkoterminowi inwestorzy, którzy utworzyli już pozycje w euro mogą je szybko zamknąć, jeżeli perspektywy amerykańskiej gospodarki miałyby się poprawić.
Euro może także zaszkodzić przeszacowanie globalnego indeksu giełdowego MSCI, do którego dojdzie w listopadzie. Według analityków Deutsche Banku może to spowodować odpływ netto kapitałów ze strefy euro w wysokości 40 miliardów euro.
Spadająca inflacja w Europie pozwoli ECB na obniżenie stóp procentowych w najbliższych miesiącach.
Jednak rozbudowana biurokracja i restrykcyjne prawo pracy sprawiają, że w dłuższej perspektywie strefa euro raczej nie będzie w stanie zaoferować takich zwrotów z zainwestowanego kapitału, jaki dają liberalne USA.
W tym roku wzrost gospodarczy w strefie euro będzie prawdopodobnie wyższy niż w USA i według Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyniesie 1,8 procent przy 1,3-procentowym wzroście w USA. Wielu ekonomistów oczekuje jednak, że w przyszłym roku role się odwrócą.
Według Iana Stannarda z BNP Paribas euro na koniec roku będzie kosztowało 0,95 dolara, ale w połowie przyszłego roku, kiedy amerykańska gospodarka znowu przyspieszy, ponownie spadnie do poziomu 88 centów.
"Ryzyko recesji w USA powinno umocnić euro, ale uważamy, że zwyżka ta będzie krótkotrwała" - powiedział Stannard.
"Dzięki ostatnim obniżkom podatków i stóp procentowych amerykańska gospodarka powinna w przyszłym roku zdecydowanie przyspieszyć" - dodał.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 97 00, fax +48 22 653 97 80, [email protected]))