ANALIZA-Europa nie uchroniła się przed spowolnieniem

PROCHEM S.A.
opublikowano: 2001-11-22 19:04

Swaha Pattanaik

BRUKSELA (Reuters) - Europejska unia walutowa miała uchronić gospodarkę strefy euro przed ekonomicznymi zawirowaniami na świecie. Jednak globalizacja i coraz silniejsze powiązania między rynkami finansowymi świata osłabiają tę ochronę.

Kraje strefy euro miały być zabezpieczone przed wpływem niekorzystnych czynników zagranicznych, ponieważ handel z państwami spoza strefy stanowi mniejszą część PKB całego regionu niż każdego z jego 12 członków.

Jednak spowolnienie globalnej gospodarki dotknęło Europę szybciej i z większą siłą niż sądzili unijni przywódcy.

W tym tygodniu Komisja Europejska obniżyła prognozy wzrostu, a swoją decyzję argumentowała zmianami w gospodarce strefy euro, na rynkach finansowych oraz pogarszającą się kondycją europejskich przedsiębiorstw.

Oznacza to, że w przyszłości osoby decydujące o gospodarce europejskiej powinny bardziej zdecydowanie reagować na wszelkie sygnały pogarszającej się koniunktury na świecie.

W obecnej sytuacji mogą mieć oni sporo trudności z przekonaniem do człokonstwa w strefie euro sceptyków, takich jak Wielka Brytania.

"Na pierwszy rzut oka możnaby myśleć, że gospodarka brytyjska będzie bardziej podatna na czynniki zewnętrzne niż strefa euro, ale tak się nie dzieje" - powiedział Paul Brenton z Centrum Studiów Europejskich w Brukseli.

"Obserwujemy większą integrację wewnątrz strefy euro, ale z drugiej strony trzeba pamiętać o procesie globalizacji" - dodał.

MOGŁO BYĆ GORZEJ

Europejscy politycy, szefowie banków centralnych oraz przedstawiciele Komisji Europejskiej podkreślają, że kraje tworzące obecnie strefę euro poważniej odczułyby globalne spowolnieni, gdyby nie weszły do jednej strefy.

"Skutki byłyby znacznie poważniejsze gdyby nie euro, ponieważ wahania kursów na rynkach walutowych prowadziłyby do niestabilności gospodarczej krajów" - uważa Gerassimos Thomas, rzecznik Komisji do sparaw gospodarki i polityki monetarnej.

Jednak tłumaczenie przedstawione przez rzecznijka Komisji pokazuje, że pewne czynniki odziaływują na europejską gospdarkę silniej niż pierwotnie sądzono.

Od pewnego czasu znaczna część bezpośrednich inwestycji zagranicznych z Europy kierowana jest do USA.

Między 1990 a 1999 rokiem przychody ze sprzedaży spółek córek europejskich koncernów w USA podwoiły się i przypadają na blisko dziewięć procent Produktu Krajowego Brutto (PKB) strefy euro, wynika z danych Komisji.

Spowolnienie w Stanach Zjednoczonych oznacza, że europejskie koncerny zarabiają mniej pieniędzy, co wpływa na spadek transferowanych zysków i ich inwestycje w Europie.

I chociaż w ostatnich czasach europejskiej firmy zainwestowały więcej w USA, niż amerykańskie w strefie euro to przepływ kapitału w obie strony był wystarczająco duży, aby Europa odczuła kłopoty, które przeżywa gospodarka Stanów Zjednoczonych.

Analitycy spodziewają się, że związki między koncernami w USA i Europie będą się dalej zacieśniać, ponieważ strefa euro jest większą siłą gospodarczą niż poszczególne państwa, które ją tworzą.

DZIŚ ZŁE NASTROJE ROZCHODZĄ SIĘ SZYBCIEJ

Chociaż politycy europejscy sądzili, że siła gospodarcza strefy euro chroni ją przed wpływem czynników zewnętrznych to dane sugerują coś zupełnie przeciwnego.

Według Komisji Europejskiej korelacja wskaźniów nastrojów między strefą euro a USA była w latach 1995 a 2000 bardzo wysoka, między 0,85 a 0,9. Jednak w Europie następowała z ośmio-dzięwięciomiesięcznym opóźniem. Pełna korelacja to 1,0.

Politycy wielokrotnie podkreślali znacznie jakie dla kondycji gospodarki ma zaufanie przedsiębiorców i konsumentów. Dlatego korelacja ta pokazuje, że negatywne czynniki spoza strefy euro mogą mieć bardziej bezpośredni wpływ niż pierwotnie sądzono.

"Nastroje społeczności gospodarczej świata, a także konsumentów rozchodzą się szybciej" - powiedział John Hawksworth z PriceWaterhouseCooper.

Co gorsza, rynki finansowe są obecnie bardziej powiązane ze sobą, ponieważ inwestorzy kupują więcej zagranicznych akcji i dywersyfikują portfele.

Komisja ocenia poziom korelacji między amerykańskim indeksem S&P 500 a odpowiadajacym mu indeksem europejskim w latach 1995 i 2000 na 0,96.

Badania PriceWaterhouseCooper wskazują, że przynajmniej przez połowę czasu od 1973 roku indeksy w USA i Niemczech poruszały się w ścisłej korelacji. Jednak przez kolejne pięć lat zależność ta może wzrosnąć do 70 procent.

Dlatego każdy znaczący spadek na rynkach kapitałowych w USA dotknie europejskich inwestorów, nawet jeżeli będą oni posiadać w swoim portfelu tylko akcje lokalnych spółek.

Patrząc jednak z drugiej strony gospodarka strefy euro może równie szybko skorzystać na poprawie koniunkty w USA jak stracił podczas spowolnienia.

"Globalizacja oznacza, że gdy w jednym miejscu dzieje się źle, wówczas odczuwają to szybko inne części świata. Miejmy jednak nadzieję, że gdy kondycja gospodarki USA poprawi się to tak samo stanie się w strefie euro" - powiedział Hawksworth.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 97 00, fax +48 22 653 97 80, [email protected]))