Angielski? Za mało!

Agnieszka Kobylińska, Monika Witkowska
opublikowano: 2004-03-08 00:00

Wieczór z udziałem francuskiej gwiazdy filmowej. Prezenter TV nie wie, jak wymawiać tytuł francuskiej gazety. Urzędnik państwowy na pytanie cudzoziemca: „Czy jest szef?”, odpowiada: „He is na zewnątrz”.

Można wytykać gafy bez końca. Ale Polacy — zwłaszcza młodzi — coraz bardziej garną się do języków obcych. Bo to się opłaca.

Adam awansował w dużej firmie konsultingowej. Pracował tam kilka lat, był jednym z lepszych fachowców. Przeszkadzała niewystarczająca znajomość angielskiego.

Firma opłaciła mu dwutygodniowe szkolenie w ośrodku sportowym na Mazurach. 10 godzin dziennie uczył się języka spotkań, prezentacji i negocjacji tylko po angielsku. Resztę czasu spędził na konwersacjach z lektorem.

— Tak było kiedyś... Dziś mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy: bardzo wielu absolwentów wyższych uczelni znających dobrze kilka języków szuka pracy. Nawet na asystentki, sekretarki czy recepcjonistki wybieramy osoby dobrze znające języki obce —mówi Joanna Wiśniewska, dyrektor HR w zachodniej firmie.

W wielu firmach na niższe stanowiska znajomość języka sprawdza się za pomocą testów. Na wyższe wystarczy deklaracja w CV. Bo de facto już na pierwszym spotkaniu z obcojęzycznym pracodawcą pracownik przechodzi weryfikację.

Fachowo

— Kandydat często nie potrafi sam ocenić, na jakim poziomie zna język. Większość odpada np. na tłumaczeniu z posiedzenia biura zarządu — mówi Karolina Machaj, szefowa biura HR firmy MCA.

Na początku lat 90. absolwentów wydziałów filologicznych chętnie zatrudniały wchodzące na polski rynek zachodnie firmy czy z kapitałem mieszanym. Najważniejsze, że ludzie ci potrafili dobrze się porozumieć z szefami. Kwalifikacje zawodowe zdobywali w pracy. Absolwentka sinologii na Uniwersytecie Warszawskim, biegle włada angielskim i chińskim, została dyrektorem marketingu Levi’sa — najpierw na Polskę, potem na Europę Wschodnią.

Takich karier na początku polskiego wzrostu gospodarczego było wiele. A teraz?

— Zatrudniamy ludzi władających językiem fachowym (najchętniej absolwentów zachodnich uczelni): np. prawniczym, ekonomicznym, finansowym — mówi Joanna Wiśniewska.

Coraz więcej firm poszukuje kandydatów biegle posługujących się rosyjskim. Ale znajomość języka wschodnich sąsiadów wyniesiona z PRL-owskich szkół jest za słaba. Ci, co mówią biegle w tym języku, robią kariery na Wschodzie. Tamtejszy rynek jest otwarty dla polskich fachowców.

Do rodziny

Glaxo, Volvo, Deutsche Bank — w tych firmach językiem obowiązującym jest angielski. Nie żałują pieniędzy na dokształcanie polskich pracowników. Niektóre firmy zatrudniają lektorów na etat, by prowadzili naukę na miejscu.

— Nie zawsze pracodawca płaci za cały kurs. Nic tak nie motywuje, jak własny wkład finansowy. Ja podszkoliłam angielski — nasz prezes jest Belgiem, nie chciałam porozumiewać się przez tłumacza. Doceniono to — twierdzi pracownik zachodniego banku.

Jeśli dziś przedsiębiorstwa czy instytucje decydują się na szkolenia pracowników, to głównie z konkretnych dziedzin — np. korespondencji, prowadzenia prezentacji.

1 maja 2004 r. mobilizuje coraz większą liczbę Polaków do nauki języków. I to nie tylko angielskiego, ale i innych — przede wszystkim unijnych. Ale, by dostać pracę za granicą, trzeba je znać naprawdę świetnie. Małżeństwo lekarzy z Łodzi, które starało się o pracę w Szwecji, oblało test językowy. Trzeba było przetłumaczyć artykuł z prasy medycznej, dotyczący jaskry.

— Niestety, mimo że na studiach miałam angielski, mam duże braki w fachowej terminologii — mówi Beata Kowalska.

O pożytecznych modach

Na języki panuje moda. Głównie podyktowana możliwością późniejszego znalezienia pracy.

Modna jest nauka angielskiego w pakiecie z innym językiem unijnym. Od dwóch lat dużym zainteresowaniem cieszy się też arabski, jeden z oficjalnych języków ONZ. Można się go uczyć w empikach albo w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Arabskiej. Wśród słuchaczy są nie tylko ci, którzy liczą na intratne kontrakty w Iraku, ale też entuzjaści kultury Wschodu oraz ci, którzy chcą poznać i zrozumieć Koran. Polacy interesują się też językami skandynawskimi, głównie szwedzkim, gdyż właśnie w tym kraju pojawiło się najwięcej ofert pracy dla lekarzy i pielęgniarek z Polski. Cool jest uczyć się języka duńskiego — mówią młodzi absolwenci studium językowego Sevil.

Academia de la Lengua, prócz angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, proponuje naukę portugalskiego — i to nietradycyjnie. Zamiast wkuwać słówka i poznawać gramatykę, studenci poznają kulturę danego kraju i zwyczaje mieszkańców. Na kursie można nauczyć się gotowania i nazw lokalnych przysmaków, w kawiarenkach językowych porozmawiać z cudzoziemcami, mieć kontakt z żywym językiem, oglądając filmy w oryginale.

Coraz więcej Polaków uczy się języków obcych — i to już od przedszkola. Certyfikaty zdobywają coraz młodsi (średnia wieku zdających FCE to 17 lat). Bo to się coraz bardziej opłaca.