Artysta z definicji

Adam Sofuł
23-05-2006, 00:00

System podatkowy tworzy się nieustannie na naszych oczach. Kilka tygodni temu minister finansów Zyta Gilowska przedstawiła swoje propozycje zmian w podatkach. Dziś, gdy zaczynają one przybierać kształt konkretnych ustaw, okazuje się, że pani minister nieco zmodyfikowała swoje stanowisko — ocaleje karta podatkowa (co prawda, tylko na dwa lata), zniknie jednak ryczałt, zmieniona zostanie koncepcja opodatkowania używania firmowych aut, pozostanie też prawo do odliczania 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu, ale tylko dla artystów. Mimo że rząd Kazimierza Marcinkiewicza deklaruje (podobnie jak wszystkie poprzednie) uproszczenie podatków, to propozycje resortu, nawet przy dużej dozie życzliwości, trudno uznać za proste.

Co zmiana — to kłopot. Każda nowa propozycja, zamiast upraszczać system, rodzi dziesiątki nowych pytań. I znając polski system podatkowy, nie znajdziemy na nie prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Ot, chociażby koszty uzyskania przychodu przysługujące artystom. Ministerstwo Finansów zapowiada, że przygotuje stosowną definicję artysty. Miejmy nadzieję, że urzędnicy Ministerstwa Finansów nie będą decydowali, kto jest artystą, a kto nie, bo z tym zawsze jest problem. W 1964 roku sąd w ZSRR usiłował ustalić, czy Josif Brodski jest poetą, a ponieważ przyszły noblista nie był członkiem sowieckiego związku literatów, skazał go za pasożytnictwo na pięć lat przymusowych robót. Byłoby ponurym (i miejmy nadzieję — mało prawdopodobnym) żartem historii, gdyby polski resort finansów poszedł takim tokiem rozumowania i samozwańczych poetów karał już co prawda nie łagrem, ale wyższym podatkiem.

Kolejne problemy wynikające z tej propozycji można mnożyć. Czy artystą się zostaje dożywotnio (w myśl definicji Ministerstwa Finansów), czy też gdy np. pisarza opuści wena twórcza, zostanie przez urzędników skarbowych zweryfikowany i pozbawiony prawa do odliczania kosztów uzyskania przychodu? Czy np. Marek Kondrat będzie miał prawo do mniejszego podatku tylko za udział w filmach czy także w reklamówkach, gdzie też przecież pokazuje trochę znakomitego warsztatu aktorskiego? Czy Krzysztof Cugowski, wokalista Budki Suflera, jest artystą, czy dopóki nie odwiesi członkostwa w klubie PiS, zostanie uznany za podrzędnego szansonistę, bez prawa do odliczeń kosztów uzyskania przychodu? Takie pytania można mnożyć i to nie tylko w odniesieniu do tej propozycji. Takie porządkowanie systemu podatkowego zakończy się (jak zwykle zresztą) potężnym bólem głowy podatników.

Nie oznacza to, że w propozycjach Gilowskiej nie ma bardziej optymistycznych akcentów. Na niewielki plus należy zapisać propozycję wpisania do ustawy zapowiedzi obniżenia PIT do 18 i 32 proc. w 2009 roku. Plus — bo obniżka podatków zawsze cieszy, nawet jeśli to tylko zapowiedź. Niewielki, bo po pierwsze — i tak będzie to spełniona realizacja wyborczej obietnicy, a po drugie — nawet ustawowy zapis nie daje gwarancji niższych podatków. Kilka lat temu zapisano w ustawie harmonogram obniżki CIT. W roku, w którym ów podatek miał spaść z 28 do 24 proc., rząd nie przejmując się tymi zapisami, stwierdził, że budżetu nie stać na taką obniżkę i CIT spadł tylko o 1 pkt proc. Potem jednak wszystko zakończyło się szczęśliwie: podatek dla przedsiębiorców obniżono od razu do 19 proc., wpływy do budżetu wzrosły (ku zaskoczeniu urzędników resortu finansów), a gospodarka zaczęła wychodzić z marazmu. Być może i tym razem okaże się, że na końcu tej podatkowej drogi przez mękę czeka nas niski, prosty i przejrzysty podatek liniowy, czego artystom oraz wszystkim pozostałym podatnikom życzymy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Artysta z definicji