Augustyniak wierzy w ślepą wiarę

Wybiórczy słuch, ewoluowanie wraz ze społeczeństwem, otwartość na zmiany.

Zdaniem Jarosława Augustyniaka — człowieka, który żałuje kanapek — to kluczowe cechy start-upowca

FINANSOWY ŻYCIORYS:
Zobacz więcej

FINANSOWY ŻYCIORYS:

Jarosław Augustyniak, obecnie prezes Idea Banku, po pracy w międzynarodowych korporacjach założył pierwszy biznes w 2000 r. Po Expanderze przyszedł czas na kolejną firmę z branży finansowej — Open Finance. Kolejno były m.in. Noble Bank, Home Broker i Tax Care oraz właśnie Idea Bank. Marek Wiśniewski

Niektórzy w życiu grają w piłkę, a niektórzy zakładają biznesy — tłumaczy swoje życiowe decyzje Jarosław Augustyniak, który założył ich dotychczas ponad 20. Na konferencji „Rozwijaj biznes z najlepszymi zorganizowanej przez „Puls Biznesu”, doradzał, co robić, a czego nie, budując firmę, i przekornie przestrzegał: „Gdy przychodzą do mnie znajomi z korporacji i mówią, że chcą założyć biznes, to przeważnie im odradzam. To jest trudne i zarobią na tym... lekarze”.

Spacer klifem

Na Jarosławie Augustyniaku branża medyczna zarabia chyba niewiele. Triathlonista i zdobywca tytułu Ironman bierze się za kolejne biznesy ze ślepą wiarą. I to zaleca wszystkim start-upowcom.

— Otworzyliśmy pierwszy oddział Expandera. Potem drugi i trzeci. Po trzech miesiącach wciąż nie było żadnego klienta. Pracownicy byli sfrustrowani, a ja twardo obstawałem przy swoim. W końcu po czterech miesiącach udało się sprzedać pierwsze dwa kredyty. Taka ślepa wiara często napędza przedsiębiorców, a ja w tym przypadku byłem głęboko przekonany o potrzebie doradztwa finansowego — opowiada Jarosław Augustyniak.

Zaznacza, że wiara nie wyklucza modyfikacji pierwotnych założeń.

— Expander miał być instytucją, która doradza osobom mogącym mieć problemy z zaciągnięciem kredytu w banku. Człowiek przychodzi do nas, a my mu układamy finanse. Tymczasem przychodzili ludzie z korporacji zaciągnąć kredyty hipoteczne. Musieliśmy się więc zmienić. To jest druga bardzo ważna rzecz dla przedsiębiorcy — umiejętność słuchania — klientów, pracowników, mediów i innych — twierdzi Jarosław Augustyniak.

Podobnie było z jego ostatnim dzieckiem. Idea Bank miał być w zamyśle bankiem dla dużych firm. Stał się bankiem młodych mikrofirm, działających na rynku dopiero przez kilka miesięcy.

— Nie pamiętam, żebym zrobił biznes, w który wszedłem z konkretnym pomysłem, a po trzech latach był on taki sam — zaznacza Jarosław Augustyniak. Ze słuchaniem zaleca jednak nie przesadzać.

— Oczywiście wsłuchiwać się muszę, ale to nie znaczy, że muszę też robić to, co mówią inni. Muszę tylko dokładnie wiedzieć, co chcę robić. W przypadku Expandera nikt nie był mnie w stanie przekonać, że się nie uda. Poznałem wielu przedsiębiorców, którzy mówią właśnie o wybiórczym słuchu. W największym kryzysie finansowym, jaki przeżyłem, w czwartym kwartale 2008 r., uparłem się, że będziemy zbierać depozyty przez internet. W czwartek powiedziałem, że na poniedziałek chcę

Kluczowe jest wyczucie pulsu rynku — gdzie jest społeczeństwo, gdzie my, gdzie nasi klienci — a potem ewolucja wraz ze zmianami, które w tym społeczeństwie zachodzą.

mieć platformę do zbierania depozytów. Posadziłem pięciu informatyków, dałem im duże bonusy. Nikt w to nie wierzył. Dziś to standard na rynku — mówi Jarosław Augustyniak. Więcej przykładów?

— Wystartowaliśmy z mobilnymi wpłatomatami. Jeżdżą samochody i zbierają pieniądze. W to też nikt nie wierzył. Wypaliło po kilku miesiącach — dodaje biznesmen. Zatem — jak podkreśla — jeśli w coś wierzysz, to słuchaj innych i rób, co uważasz, pilnując, by nie spaść z klifu. — Każdy ma inne podejście do ryzyka i inną granicę. U mnie jest to wynik równowagi pomiędzy biznesem a życiem rodzinnym. Jak widzę, że jestem na totalnej krawędzi, to rezygnuję, bo są rzeczy ważniejsze od biznesów — przyznaje Jarosław Augustyniak.

Puls rynku

Najtrudniejsza w tworzeniu biznesu jest potrzeba — znalezienie takiej, która jest, ale której klient sobie jeszcze nie uświadamia, bądź wykreowanie jej od zera.

— Kluczowe jest wyczucie pulsu rynku — gdzie jest społeczeństwo, gdzie my, gdzie nasi klienci — a potem ewolucja wraz ze zmianami, które w tym społeczeństwie zachodzą. W latach 90. Łukaszewicz postawił na Lukasa, czyli kredyty ratalne, bo ludzie potrzebowali pieniędzy na pralki, lodówki i telewizory. Wówczas jeszcze nikt nie myślał o zakupie mieszkania na kredyt hipoteczny. W połowie lat 90. przyszedł czas na kredyty samochodowe, a pięć lat później my wyszliśmy z Expanderem, wierząc, że następnym etapem w cyklu życia społeczeństwa — po pralkach, lodówkach i samochodach — są kredyty hipoteczne. Po kolejnych iluś latach doszliśmy do wniosku, że społeczeństwo ma już mieszkania, więc potrzebuje doradztwa, co zrobić z pieniędzmi, i tak powstał Open Finance. Potem był private banking i inne usługi — opowiada Jarosław Augustyniak. Przyznaje, że nie robi analiz rynku i nie korzysta wiele z tego, co mówią książki.

— Mam przeczucie, że coś wyjdzie. Ewentualnie rozmawiam ze wspólnikami i znajomymi, którzy weryfikują moje pomysły i złote myśli — twierdzi przedsiębiorca. A miewa nawet pięć (nierealizowanych) pomysłów na biznes tygodniowo.

— Ostatnio miałem pomysł na doradztwo w opiece nad starszymi osobami. Nie budowania domów dla nich, ale rodzaj serwisu z pielęgniarkami i opiekunami, którzy przychodzą do mieszkań i pomagają w każdej sprawie, nie tylko zdrowotnej. Znajomi mi tłumaczyli, że to nie wyjdzie. Jestem do pomysłu ciągle przekonany, ale nie mam czasu na jego realizację — tłumaczy Jarosław Augustyniak. Jakich niezrealizowanych pomysłów żałuje? M.in. jedzenia dla sportowców amatorów i biznesu kanapkowego kierowanego do kierowców samochodów.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Augustyniak wierzy w ślepą wiarę