Gotowość do przejęć Grupa Bakalland zadeklarowała w 2016 r., gdy w pełni zintegrowała się z nabytą wcześniej Delectą, specjalizującą się w ciastach i dodatkach do nich. Fundusz Innova Capital, czyli właściciel łączonych podmiotów, od początku zapowiadał stworzenie dużej grupy spożywczej dzięki akwizycjom. Jednak Delecta pozostaje najświeższym nabytkiem Bakallandu.

Nowy produkt, nie przejęcia
— Robiliśmy dużo przymiarek i uczestniczyliśmy w wielu procesach sprzedaży na różnych etapach zaawansowania, teraz też jesteśmy w trakcie negocjacji. Jednak znalezienie spółki, która z jednej strony będzie miała produkty komplementarne do naszych, a z drugiej adekwatną wycenę, jest bardzo trudne. Zawsze pojawia się pytanie, czy akwizycja przyniesie oczekiwane rezultaty. W batonach startowaliśmy pięć lat temu od zera, a dziś odpowiadają za obroty na poziomie 50 mln zł. Mogliśmy kupić producenta batonów, ale urośliśmy w tej kategorii organicznie — mówi Marek Moczulski, prezes Bakallandu.
Spółka dokłada do tej części portfolio kolejne serie produktów — niedawno zadebiutowały batony proteinowe stworzone z myślą o sportowcach, wkrótce pojawią się batony z owoców.
— Sami możemy tu jeszcze dużo ugrać wprowadzaniem kolejnych produktów i zmianą składu dotychczasowych. Z batonów usunęliśmy utwardzone tłuszcze i syrop glukozowy, a do składu wypieków Delecty dodaliśmy np. mąkę gryczaną i oczyściliśmy etykiety z wielu składników — dodaje Marek Moczulski.
Żurawina, nie rodzynki
Obroty grupy przekraczają 500 mln zł. Dokładnych wyników prezes nie chce ujawniać. Eksport odpowiada za około 10 proc. sprzedaży.
— Bakalie to towar trudny do sprzedaży za granicą, więc tu wielkość eksportu nie jest znacząca, a odpowiadają za nią produkty mocniej przetworzone — płatki, musli i właśnie batony. Są kraje, w których jesteśmy w ścisłej czołówce, jak na Malcie, gdzie nasz dystrybutor zdecydował się na kampanię telewizyjną batonów Ba!, widać nas też mocno w RPA — mówi szef Bakallandu.
Natomiast w kraju dominuje bakaliowa część oferty. Łącznie na paczkowane rodzynki, żurawinę, śliwki itd. Polacy wydają już ponad 1 mld zł rocznie. I co ważne, z roku na rok kupujemy coraz więcej.
— Bakalie to bardzo wdzięczny produkt, bo idealnie wpisujący się w przybierający na sile trend rosnącej popularności przekąsek. Kiedyś były dodatkiem do wypieków, a teraz większość konsumpcji w niektórych rodzajach bakalii zaczyna pochodzić właśnie z przekąszania — w drodze do pracy, w pracy, w biegu, w ramach troski o lepsze odżywianie itd. Zwiększa się liczba okazji do konsumpcji, a my z tego korzystamy — przekonuje Marek Moczulski.
Niekwestionowanym królem rynku były przez lata rodzynki. Teraz wartościowo przeskoczyła je jednak żurawina.
— To wprawdzie produkt droższy, ale wolumenowo również zaczyna doganiać rodzynki. Silnie rosła również konsumpcja orzechów nerkowca, ale drastyczny wzrost cen w zeszłym roku przyhamował popyt — dodaje prezes Bakallandu. © Ⓟ
OKIEM EKSPERTA
Pole do popisu
Grzegorz Łaptaś, dyrektor w PwC
Z tradycyjnego zjadania trzech posiłków dziennie zmierzamy w kierunku pięciu, i to zgodnych z ideą zdrowego przekąszania. W efekcie więc zamiast tradycyjnego podjadania między posiłkami jemy świadomie wybrane produkty — proste, jak najmniej przetworzone, bliskie naturze. W ten trend idealnie wpisują się bakalie, przez lata traktowane jako dodatek do wypieków, a nie pełnoprawna przekąska. Teraz mają pole do popisu. Tu też może zawitać na większą skalę produkcja ekologiczna — już widać przykłady w dużych sieciach, również dyskontów. Nisza ma szansę przerodzić się w szerszy rynek właśnie dzięki zainteresowaniu największych detalistów.