Bakalland rozkręca się sam

Producent wchodzi w kolejne kategorie powiązane z bakaliami i przekonuje, że wszystko im sprzyja. Próbuje też przejmować. Na razie bezskutecznie

Gotowość do przejęć Grupa Bakalland zadeklarowała w 2016 r., gdy w pełni zintegrowała się z nabytą wcześniej Delectą, specjalizującą się w ciastach i dodatkach do nich. Fundusz Innova Capital, czyli właściciel łączonych podmiotów, od początku zapowiadał stworzenie dużej grupy spożywczej dzięki akwizycjom. Jednak Delecta pozostaje najświeższym nabytkiem Bakallandu.

Bakalland zaczyna tworzyć linię produktów eko. Na razie to sześć produktów bakaliowych. — Przygotowania, tzn. znalezienie odpowiednich plantatorów, certyfikacja naszego zakładu itd., trwały 1,5 roku. Jak duża będzie to noga biznesu, trudno dzisiaj ocenić, ale dostrzegamy, że to ciekawy, rosnący rynek. Barierą dla konsumentów może być cena — takie produkty są o kilkadziesiąt procent droższe od konwencjonalnych — mówi Marek Moczulski, prezes Bakallandu.
Zobacz więcej

DROGA EKOLOGIA:

Bakalland zaczyna tworzyć linię produktów eko. Na razie to sześć produktów bakaliowych. — Przygotowania, tzn. znalezienie odpowiednich plantatorów, certyfikacja naszego zakładu itd., trwały 1,5 roku. Jak duża będzie to noga biznesu, trudno dzisiaj ocenić, ale dostrzegamy, że to ciekawy, rosnący rynek. Barierą dla konsumentów może być cena — takie produkty są o kilkadziesiąt procent droższe od konwencjonalnych — mówi Marek Moczulski, prezes Bakallandu. Fot. Marek Wiśniewski

Nowy produkt, nie przejęcia

— Robiliśmy dużo przymiarek i uczestniczyliśmy w wielu procesach sprzedaży na różnych etapach zaawansowania, teraz też jesteśmy w trakcie negocjacji. Jednak znalezienie spółki, która z jednej strony będzie miała produkty komplementarne do naszych, a z drugiej adekwatną wycenę, jest bardzo trudne. Zawsze pojawia się pytanie, czy akwizycja przyniesie oczekiwane rezultaty. W batonach startowaliśmy pięć lat temu od zera, a dziś odpowiadają za obroty na poziomie 50 mln zł. Mogliśmy kupić producenta batonów, ale urośliśmy w tej kategorii organicznie — mówi Marek Moczulski, prezes Bakallandu.

Spółka dokłada do tej części portfolio kolejne serie produktów — niedawno zadebiutowały batony proteinowe stworzone z myślą o sportowcach, wkrótce pojawią się batony z owoców.

— Sami możemy tu jeszcze dużo ugrać wprowadzaniem kolejnych produktów i zmianą składu dotychczasowych. Z batonów usunęliśmy utwardzone tłuszcze i syrop glukozowy, a do składu wypieków Delecty dodaliśmy np. mąkę gryczaną i oczyściliśmy etykiety z wielu składników — dodaje Marek Moczulski.

Żurawina, nie rodzynki

Obroty grupy przekraczają 500 mln zł. Dokładnych wyników prezes nie chce ujawniać. Eksport odpowiada za około 10 proc. sprzedaży.

— Bakalie to towar trudny do sprzedaży za granicą, więc tu wielkość eksportu nie jest znacząca, a odpowiadają za nią produkty mocniej przetworzone — płatki, musli i właśnie batony. Są kraje, w których jesteśmy w ścisłej czołówce, jak na Malcie, gdzie nasz dystrybutor zdecydował się na kampanię telewizyjną batonów Ba!, widać nas też mocno w RPA — mówi szef Bakallandu.

Natomiast w kraju dominuje bakaliowa część oferty. Łącznie na paczkowane rodzynki, żurawinę, śliwki itd. Polacy wydają już ponad 1 mld zł rocznie. I co ważne, z roku na rok kupujemy coraz więcej.

— Bakalie to bardzo wdzięczny produkt, bo idealnie wpisujący się w przybierający na sile trend rosnącej popularności przekąsek. Kiedyś były dodatkiem do wypieków, a teraz większość konsumpcji w niektórych rodzajach bakalii zaczyna pochodzić właśnie z przekąszania — w drodze do pracy, w pracy, w biegu, w ramach troski o lepsze odżywianie itd. Zwiększa się liczba okazji do konsumpcji, a my z tego korzystamy — przekonuje Marek Moczulski.

Niekwestionowanym królem rynku były przez lata rodzynki. Teraz wartościowo przeskoczyła je jednak żurawina.

— To wprawdzie produkt droższy, ale wolumenowo również zaczyna doganiać rodzynki. Silnie rosła również konsumpcja orzechów nerkowca, ale drastyczny wzrost cen w zeszłym roku przyhamował popyt — dodaje prezes Bakallandu. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Pole do popisu

Grzegorz Łaptaś, dyrektor w PwC

Z tradycyjnego zjadania trzech posiłków dziennie zmierzamy w kierunku pięciu, i to zgodnych z ideą zdrowego przekąszania. W efekcie więc zamiast tradycyjnego podjadania między posiłkami jemy świadomie wybrane produkty — proste, jak najmniej przetworzone, bliskie naturze. W ten trend idealnie wpisują się bakalie, przez lata traktowane jako dodatek do wypieków, a nie pełnoprawna przekąska. Teraz mają pole do popisu. Tu też może zawitać na większą skalę produkcja ekologiczna — już widać przykłady w dużych sieciach, również dyskontów. Nisza ma szansę przerodzić się w szerszy rynek właśnie dzięki zainteresowaniu największych detalistów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Branża spożywcza / Bakalland rozkręca się sam