Banki mają parcie na szkło. Szkodliwe!

Eugeniusz Twaróg
18-03-2010, 06:57

Siedem banków równocześnie przypomniało sobie, że reklama dźwignią handlu. Stracili wszyscy. No może z wyjątkiem BZ WBK i Gerarda Depardieu.

Zdarzyło się to po raz pierwszy od jesieni 2008 r., kiedy przy okazji gorączki depozytowej banki rzuciły się na reklamy telewizyjne, by ściągnąć od Kowalskich oszczędności. Popyt był tak duży, że w telewizjach brakło czasu antenowego. Limity znowu trzeba było ciąć w lutym 2010. Siedem banków ruszyło równocześnie z kampaniami rachunków osobistych. Jakby się zmówiły. Popyt był tak duży, że Polsat i TVN musiały chwycić za nożyce i ostro pocięły zamówienia. Nawet o 70 proc. Zyskały na tym mniejsze stacje.

- Żeby osiągnąć zakładane dotarcie do grupy docelowej, banki musiały kupować czas w stacjach niszowych - mówi przedstawiciel jednego z nich.

Skąd tak duże parcie na szło? Ponieważ tradycyjnie na początku roku banki częściej pokazują się w telewizji. W lutym ubiegłego roku też zalały widzów reklamami depozytów - z tym że w stawce brało udział maksimum sześć banków, a kampania trwała tylko trzy tygodnie.

W tym roku jest zupełnie inaczej. Konkurencja zaczęła się zaostrzać już w styczniu 2010 r. W grudniu reklamowały się cztery banki: BPH, BGŻ, ING Bank Śląski oraz BZ WBK. W drugiej połowie miesiąca zostały tylko dwa ostatnie.

Na początku stycznia oglądaliśmy reklamy trzech banków (BZ WBK, BGŻ, Bank Pocztowy), a w drugiej połowie już sześciu. Od lutego regularnie występuje w telewizji siedem banków.

- Na całym rynku panuje ożywienie i w lutym wystąpiła duża nadpodaż, ponieważ reklamodawców było więcej nie tylko w branży bankowej - mówi Jakub Bierzyński, prezes domu mediowego Omnicom Media Group.

Najnowsza reklamowa bitwa o klientów żadnemu z banków nie wyszła na dobre.

- Reklamy emitowane w tym samym czasie, w zasadzie dotyczące tego samego produktu, wzajemnie się znosiły - mówi przedstawiciel jednego z banków.

Najbardziej rozgoryczeni są mniejsi gracze, którzy nie byli w stanie wydać tyle na reklamę, co duzi, jak np. BZ WBK, który walcem rozjechał rynek. Bank chwali się, że w dwa tygodnie od startu kampanii z udziałem Gerarda Depardieu otwiera do 2,5 tys. rachunków dziennie. Sporo. Dla porównania: BOŚ Bank w ubiegłym roku sprzedawał tylko cztery razy mniej kont osobistych, przy kilkukrotnie niższych nakładach marketingowych i dysponując siecią zaledwie 100 oddziałów wobec 500 BZ WBK. Tyle, że wówczas praktycznie nikt z nim nie konkurował.

Więcej w dzisiejszym „PB”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Banki mają parcie na szkło. Szkodliwe!