W środę decyzję o wysokości stóp procentowych podejmie Fed, w piątek — Bank Japonii. Każda inna niż pozostawienie kosztu pieniądza na dotychczasowym poziomie byłaby sensacją.

— Banki centralne są umiarkowanie zadowolone z dotychczasowych działań i zamiast dokonywać korekt w polityce, będą raczej czekać na dalszy rozwój wypadków, obserwując dane makro. Widać to choćby po ostatniej decyzji o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie przez Europejski Bank Centralny — mówi Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej w Pioneer Pekao IM. Ekspert uważa, że jeżeli amerykańska Rezerwa Federalna nie zwiększy kosztu pieniądza teraz, rynek przeniesie swoje oczekiwania dopiero na przyszły rok. Fed od grudnia 2008 r. prowadził politykę zerowych stóp procentowych. Zerwała z nią dopiero w grudniu 2015 r., podnosząc koszt pieniądza o 25 pkt. baz. Wydawało się wówczas, że jest to zapowiedź całej serii podwyżek, co sugerowały również wypowiedzi szefowej Fedu Janet Yellen. Jednak obecnie tego tematu nie ma, więc wakacje od wyższych odsetek potrwają dłużej.
— Co prawda stopa bezrobocia w USA spadła poniżej 5 proc., ale dane makroekonomiczne nadal nie są zachęcające. Spodziewany wzrost amerykańskiej gospodarkiw 2016 r. na poziomie 2 proc. nie zachwyca. Do tego dochodzi silny dolar, który Fed będzie chciał powoli osłabiać — wyjaśnia Piotr Szulec. Nieco inaczej wygląda sytuacja w Japonii. Tutaj rynek od 11 lipca, czyli od pierwszej sesji po zwycięskich przez Partię Liberalno- -Demokratyczną premiera Shinzo Abe wyborach parlamentarnych oczekiwał skoordynowanej stymulacji fiskalnej i monetarnej w celu pobudzenia inflacji i gospodarki. Przez dwa tygodnie indeks Nikkei urósł około 10 proc. Ostatnie wypowiedzi szefa Banku Japonii oraz ministra finansów zaprzeczyły doniesieniom o koordynacji działań, co doprowadziło do istotnej korekty.
— Bank Japonii wpisuje się w trend czekania na dalszy rozwój wypadków przed podejmowaniem decyzji. Jeżeli do japońskiej gospodarki trafi jakiś impuls, będzie on pochodził raczej ze strony stymulacji fiskalnej, co rynek już zdyskontował — uważa Piotr Szulec.
Zdaniem eksperta, te działania nie powinny w znaczący sposób wpłynąć na kurs USD/JPY. Także Nikkei powinien pozostać w przedziale 15-17 tys. pkt., w którym konsoliduje się mniej więcej od lutego. Obecnie główny indeks giełdy w Tokio jest bliżej górnej granicy tego przedziału, co tworzy potencjał do spadków, ale nie do wybicia z trendu bocznego. Piotr Szulec dodaje, że duży wpływ na japoński rynek poza polityką tego kraju ma także kurs amerykańskiego dolara. Umocnienie jena względem waluty USA szkodzi eksporterom, co odbija się na wycenach ich akcji. © Ⓟ