Bankowość inwestycyjna nie jest taka zła

Krzysztof Rytel
opublikowano: 2008-11-20 00:00

Rynki kapitałowe chorują. Gdzie przedsiębiorca może więc dzisiaj szukać kapitału na rozwój biznesu? Kapitał ulokowany w papierach skarbowych jest dla niego stracony. Inne źródło to banki komercyjne. Ale to szczególnie trudny partner. Wiele małych i średnich firm ma problemy ze znalezieniem takiego, który oceni ich zdolność kredytową jako wystarczającą. Łączy się to ze stosunkowo sztywnymi kryteriami, od których banki niechętnie odstępują dla kredytów o takiej wysokości, jakiej potrzebują mniejsze przedsiębiorstwa.

Jeśli nie bank, to co? Interesującą możliwością są obligacje własne. Choć oferowanie ich inwestorom innym niż z najbliższego otoczenia biznesowego będzie raczej wymagało pośrednika (to rola banku inwestycyjnego), który cały proces przeprowadzi i znajdzie więcej zainteresowanych. Tak jak obligacje skarbowe, obligacje własne są obecnie dobrze przyjmowane przez rynek. Muszą jednak spełniać pewne warunki. Po pierwsze — trzeba zaoferować interesujące oprocentowanie, zawierające premię za ryzyko inwestycji w małą lub średnią spółkę. Takiego ryzyka nie ma bowiem w przypadku obligacji skarbowych czy lokat bankowych.

Poza tym — małe szanse mają obligacje niezabezpieczone. Możliwości jest wiele — im bardziej realne (czytaj: płynne i do zrealizowania) zabezpieczenie, tym lepiej. Najczęściej proponuje się zabezpieczenia hipoteczne, a najbardziej pożądane są zastawy na papierach skarbowych lub akcjach spółek publicznych. Niekiedy emitenci proponują dodatkowe premie, zależne od pewnych zdarzeń gospodarczych, które mogą — choć nie muszą — nastąpić. Dobrze widziane są obligacje zamienne na akcje, które potem zostaną wprowadzone na alternatywny rynek New Connect. Inwestor dostaje bowiem możliwość bezpieczniejszego (w sensie kolejności spłacania wierzytelności w razie upadłości) wyjścia z inwestycji, nawet w sytuacji krytycznej, albo objęcia akcji, jeśli stwierdzi, że spółka dobrze rokuje, z gwarancją płynności, jaką oferuje rynek publiczny. Rynek dobrze przyjmuje obligacje dwuletnie, ale dłuższe terminy też mają zwolenników.

W odpowiedzi na pytanie o alternatywę dla banków pozostaje więc wskazać… banki. Tyle że inwestycyjne. Z definicji są one pośrednikami między szukającym a dostawcą kapitału. Żyją zatem z reputacji i dbając o nią, nie mogą nadużyć zaufania żadnej ze stron transakcji. Nic nie powinno stać na przeszkodzie, by szukający kapitału przedsiębiorca skierował się do instytucji, która prowadzi taką działalność. A jeśli to nie przekonuje, to pozostaje anglosaskie powiedzenie: "no risk, no fun".

Krzysztof Rytel

dyrektor departamentu bankowości inwestycyjnej Secus Asset Management