BATERPOL I ZGH ORZEŁ BIAŁY WALCZĄ O RYNEK

Pysiewicz Wojciech
opublikowano: 11-02-1999, 00:00

BATERPOL I ZGH ORZEŁ BIAŁY WALCZĄ O RYNEK

Nie ma zgody między zakładami odzyskującymi ołów ze zużytych akumulatorów

Do 1998 r. w Polsce działała jedna firma przerabiająca zużyte akumulatory. Monopolistyczna pozycja i wysokie ceny ołowiu sprawiały, że Zakłady Górniczo-Hutnicze Orzeł Biały w Bytomiu przynosiły zyski. Sytuacja skomplikowała się we wrześniu, kiedy Baterpol uruchomił konkurencyjną linię technologiczną do przerobu zużytych akumulatorów, a ceny ołowiu znacznie spadły.

Pojawienie się konkurencji od razu zaogniło walkę między obiema firmami odzyskującymi ołów ze zużytych akumulatorów. Ich łączne moce przerobowe szacowane są na 200 tys. ton rocznie i dwukrotnie przewyższają krajowy popyt na ten surowiec, w efekcie czego linie technologiczne są w znacznej mierze niewykorzystane.

Akumulatorowa wojna

— W połowie 1998 r., ze strony przedstawicieli firmy Baterpol padały pod naszym adresem stwierdzenia typu: was już nie ma, zlikwidujemy was. Tymczasem udało im się w zeszłym roku skupić zaledwie sześć tysięcy ton złomu akumulatorowego — mówi Jan Porembski, prezes zarządu ZGH Orzeł Biały.

— Konkurenci traktują nas jak intruzów i mają do nas pretensje o to, że pojawiliśmy się na rynku — mówi Andrzej Pers, dyrektor handlowy Baterpolu.

Oddalone od siebie o 10 kilometrów firmy zaostrzyły walkę, nie szczędząc przy tym zarzutów pod adresem rywali.

Spór o ekologię

Zdaniem dyrektora Andrzeja Persa, 90 proc. dostaw w spółce Orzeł Biały przyjmowane jest w sposób niezgodny z przepisami ochrony środowiska. Jego zdaniem, jest to wojna ekologiczna, w której rozjemcy nie są, jak dotąd, zorientowani lub właściwie aktywni. Według niego, Orzeł Biały stosuje technologię przerobu opracowaną w latach 50., a do zakładu wprowadzoną 20 lat temu.

Z zarzutami nie zgadza się prezes Porembski. Zaprzecza informacjom o przestarzałym systemie przerobu zużytych akumulatorów. Zdaniem Jerzego Porembskiego, Orzeł Biały w 1998 r. unowocześnił technologię przerobu, co pozwoliło spółce uzyskać dyplom Lidera Polskiej Ekologii.

— To Baterpol jest firmą, która produkuje niebezpieczne materiały. To zakład w fazie rozruchu, który wymaga doinwestowania, tak aby materiał, który wychodzi z ich zakładu, mógł nadawać się do przerobu. Na razie zajmują się oni tylko wstępnym przerobem złomu akumulatorowego, do postaci koncentratów. Materiały organiczne są tam mielone i dodawane do koncentratów ołowiu. Później w procesie spalania w hucie wydziela się z nich wiele szkodliwych związków. Dlatego też żadna huta w Polsce nie chce spalać surowców dostarczanych przez Baterpol. Zakład ten w ostatnich miesiącach próbuje za pośrednictwem Impexmetalu ratować się eksportem do Niemiec — informuje Jan Porembski.

Zarzuty zdecydowanie dementuje spółka Baterpol.

— Stosujemy najnowocześniejszą technologię, sprawdzoną w ostatnich latach na Zachodzie. Renomowana włoska firma Engitec Impianti dostarczyła nam kompletną, siódmą w świecie linię mechanicznego przerobu i segregacji złomu — mówi dyrektor handlowy Baterpolu Andrzej Pers.

Przyznaje on, że spółka eksportuje tzw. frakcję metaliczną do Niemiec. Jednak, jego zdaniem, nie ma to nic wspólnego z ekologią i żadna huta nie odmówiła spalania dostarczonego towaru. Eksport jest podyktowany względami czysto ekonomicznymi. Zdaniem dyrektora Persa, na krajowym rynku występują problemy z płatnościami ze strony hut, a państwa zachodnie, pomimo zbliżonych cen metali, gwarantują natychmiastowe rozliczenia gotówkowe. Zapewnia on, że przetwarzane przez Baterpol odpady niebezpieczne, które mają charakter koncentratu, są chemicznie obojętne. Są one, według zapewnień, rozdrabniane i wielokrotnie płukane. Jedynym niebezpiecznym odpadem jest elektrolit, który jest magazynowany i utylizowany.

Dogadajmy się

Zarówno Baterpol, jak i Orzeł Biały przyznają, że w ich wspólnym interesie byłoby porozumienie. Obie firmy nie wykluczają takiego porozumienia w przyszłości. Wszystkie dotychczasowe próby prowadzenia wspólnej polityki cenowej nie przyniosły efektu.

Szacuje się, że przy obecnych cenach ołowiu na giełdach światowych, przerób zużytych akumulatorów może przynosić zyski, przy cenie skupu złomu akumulatorowego nie przekraczającej 300 złotych za tonę. Notowania cen ołowiu spadły w ostatnich dwu latach z 710 do 480 USD za tonę.

— Baterpol pojawił się na rynku i próbował wywindować cenę skupu złomu do 501 złotych za tonę, a później musiał ją obniżyć o 200 złotych — mówi prezes Jan Porembski.

— Dysponuję dokumentami, z których wynika, że nie przekroczyliśmy w skupie ceny 420 złotych za tonę. To Orzeł Biały podniósł cenę skupu do 500 złotych — ripostuje Andrzej Pers.

W wyniku konkurencyjnej walki obie firmy w czwartym kwartale 1998 r. zanotowały straty. Na wysokich cenach skupu ustalonych w ubiegłym roku skorzystali głównie dostawcy złomu i środowisko, gdyż udało się skupić znaczną część akumulatorów, które były niepotrzebnie przechowywane przez użytkowników. Akumulatory samochodowe na wysypiskach czy też w innych miejscach do tego nie przeznaczonych są obecnie rzadkością.

Nadzieja w rządzie

Wyjściem z sytuacji mogłaby być pomoc państwa. Na Zachodzie często dostawy złomu akumulatorowego są finansowane z budżetu, a akumulatory są obłożone opłatami produktowymi, z których dofinansowuje się ich przetwarzanie. Często stosuje się depozyty ekologiczne będące kaucją płaconą przy zakupie pierwszego akumulatora.

— Przerób zużytych akumulatorów to nie tylko biznes. To przede wszystkim ekologia. Produkcja jest utylizacją niebezpiecznych odpadów. Na dłuższą metę, bez wsparcia ze strony państwa nie da się utrzymywać zakładu — mówi Jan Porembski.

DUŻO ZA MAŁO: Maksymalna ilość złomu akumulatorowego możliwa do uzyskania nie przekracza na razie 100 tys. ton rocznie. Tymczasem możliwości przerobu działających w Polsce zakładów wynoszą niecałe 200 tys. ton rocznie — mówi Jan Porembski, prezes zarządu ZGH Orzeł Biały.

fot. Jerzy Grabowski

Wojciech Pysiewicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Pysiewicz Wojciech

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy