Będą poręczenia na kolejny kryzys

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-11-30 00:00

Miało być 20 mld zł kredytów. Jest 10 mln zł. BGK zastanawia się, jak fundusz poręczeń rozkręcić.

Gwarancje kredytowe są za drogie. Mogą być tańsze, ale na to trzeba zgody Brukseli

Miało być 20 mld zł kredytów. Jest 10 mln zł. BGK zastanawia się, jak fundusz poręczeń rozkręcić.

Pojutrze minie dokładnie rok od chwili, kiedy premier ogłosił "plan stabilności i rozwoju", który miał ochronić Polskę przed skutkami kryzysu. Całe szczęście burza przeszła bokiem, bo na rządowy parasol, jak się okazuje, nie ma co liczyć — przynajmniej w przypadku obiecanych w planie gwarancji kredytowych dla małych i średnich firm. Donald Tusk chwalił się, że poręczenia pozwolą uruchomić akcję kredytową wartą 20 mld zł. Na razie jest… 10 mln zł.

Przyczyn jest wiele. Jedną z ważniejszych przeszkód postawiła przed nami Bruksela. Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), który zawiaduje funduszem poręczeń, ma pomysł, jak przeszkodę pokonać. Ominięcie kłody zajmie jednak dużo czasu.

Fundusz na dwie części

Chodzi o obwieszczenie Komisji Europejskiej z początku tego roku w sprawie pomocy publicznej. Mówiąc w skrócie: Bruksela żąda, żeby publiczny pieniądz trafiał do firm nie w ramach rozdawnictwa, ale był przyznawany po cenach rynkowych. Obwieszczenie zacznie obowiązywać od 2010 r. Rządowy program poręczeń trzeba było dostosować do nowych realiów, co w praktyce spowodowało podwyższenie kosztów gwarancji kredytowych.

— Poręczenia są po prostu za drogie — mówi przedstawiciel jednego z banków, który nawet przeszkolił ludzi, ale żadnego wniosku o gwarancje jeszcze nie złożył.

Rzeczywiście marża BGK nie jest mała, bo wynosi 2 proc. Do tego dochodzi marża banku kredytującego. I kredyt zaczyna robić się drogi.

BGK liczy, że banki zadowolą się mniejszą marżą, bo dzięki poręczeniom ponoszą mniejsze ryzyko.

— Musimy odnosić się do cen rynkowych, nie mamy wyjścia. Z drugiej jednak strony, to, że nasze poręczenie nie stanowi pomocy publicznej, też ma swoje zalety — mówi Halina Wiśniewska, dyrektor departamentu rozwoju przedsiębiorczości i innowacji w BGK.

Są bowiem firmy korzystające z różnych programów współfinansowanych z funduszy unijnych. W gronie potencjalnych klientów BGK, którymi są małe i średnie firmy, jest ich sporo.

— Wygodniej jest im sięgnąć po poręczenia, które nie zaliczają się do kategorii pomocowych, aby w pełni wykorzystać pomoc, jaką uzyskują z programu unijnego — mówi Halina Wiśniewska.

Na kryzys w przyszłości

BGK zastanawia się obecnie, czy nie warto byłoby powołać, oprócz działającego już funduszu, poręczeniowy program pomocowy dla małych i średnich firm, który mógłby być tańszy. Nie jest to jednak łatwe przedsięwzięcie.

— Utworzenie nowego programu wymaga akceptacji Komisji Europejskiej, która musi zatwierdzić taki sposób udzielania pomocy publicznej — mówi Halina Wiśniewska.

Niestety, procedury w Brukseli są długie i decyzji w tej sprawie można spodziewać się za rok-dwa lata. Halina Wiśniewska uważa, że warto jednak sprawą się zająć, żeby przedsiębiorcy mieli oferty do wyboru: rynkową i będącą pomocą publiczną.

To jednak melodia przyszłości i antidotum na kolejny kryzys. Z bieżącym firmy musiały sobie poradzić bez poręczeń. Niedawno Sławomir Sikora, prezes Citi Handlowego, komentując spadek akcji kredytowej wśród przedsiębiorstw, powiedział, że jedną z przyczyn jest brak na rynku gwarancji kredytowych. Z końcem maja obowiązujący wcześniej system poręczeń został zawie- szony. W nowej formule ruszył niedawno.

Działają już poręczenia przyznawane indywidualnie, choć jest ich niewiele, ale nie ruszyły poręczenia portfelowe. Wprawdzie dwa banki — Pocztowy oraz Fortis — podpisały umowy z BGK, ale do udzielania kredytów z gwarancjami portfelowymi będą gotowe dopiero od nowego roku.

Eugeniusz

Twaróg