Bessa majaczy na horyzoncie

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2017-06-07 22:00
zaktualizowano: 2017-06-07 18:44

Sygnału do odwrotu od rynku akcji wypatrywać należy, obserwując m.in. rentowność amerykańskich obligacji i kurs dolara, uważa Wojciech Białek z CDM Pekao.

W październiku zeszłego roku prognozowałem, że hossa potrwa do kwietnia tego roku i po tym nastąpi krach. W marcu jednak zmieniłem zdanie. Nowe szczyty zakładam w lipcu, później głębszą korektę, a końca hossy upatruję w styczniu 2018 r. Przyjdzie wtedy nowa cykliczna bessa — uważa Wojciech Białek, główny analityk CDM Pekao. Specjalista, który był gościem konferencji Wall Street, organizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, zdanie zmienił, bo rentowności amerykańskich obligacji zachowują się odmiennie niż w latach 1987 i 2000, kiedy zbliżał się gwałtowny kres hossy.

Wojciech Białek pożegnał się z funkcją głównego analityka CDM Pekao.
Fot. Marek Wiśniewski

— Wtedy odbicie cen surowców prowadziło do podwyżki stóp Fedu i wzrostu rentowności o ponad 2 pkt. proc., co uruchomiło falę przepływu z rynku akcji na rynek obligacji. Rentowności do grudnia 2016 r. rosły, ale później zaczęły spadać i nie stanowiły zagrożenia dla akcji — mówi Wojciech Białek. Analityk dodaje, że akcje nie spadają, mimo że są drogie, bo obligacje są jeszcze droższe.

— Sygnałem ostrzegawczym byłoby, gdyby rentowność obligacji zakończyła korektę i wyszła powyżej ostatnich szczytów — mówi Wojciech Białek.

Ekspert nie ma jednak wątpliwości, że naprzeciw hossie jedzie już pociąg z napisem „Fed”.

— Fed na dniach podniesie stopy i być może podniesie je ponownie w grudniu, a także zacznie sprzedawać obligacje. Jest ryzyko, że przy którejś takiej operacji rentowności podskoczą — mówi Wojciech Białek.

Główny analityk CDM Pekao, który wskazówek co do przyszłości szuka w przeszłości, zwrócił uwagę, że tak jak na przełomie wieków na amerykańskiej giełdzie wśród największych spółek roiło się od dotcomów, a 10 lat temu od przedstawicieli sektorów surowcowego i finansowego, tak teraz prym wiodą spółki technologiczne.

— Kontrarianin mógłby pomyśleć, czy przypadkiem równie tragiczny los jak w 2000 r. i dekadę temu nie czeka FANG, czyli Facebooka, Amazona, Netfliksa i Google’a. Do krachu brakuje jednego ważnego elementu — wysokiego sentymentuindywidualnych inwestorów. Dwa skrajnie niskie odczyty zdarzyły się na początku lat 90. i 2000 — i nigdy późnij nie było już taniej. Obecnie wskaźnik jest niemal dokładnie na poziomie zera. Ludzie nie wierzą w hossę, boją się, co nie pasuje do scenariusza spadku. Ostatnia hossa zdarzyła się przy 40-punktowej przewadze optymistów. Przy kryzysie rosyjskim saldo również było podobne. Trzeba dać szansę „leszczom” na wciągnięcie się do zabawy i dojścia optymizmu do historycznie wysokich poziomów — mówił Wojciech Białek.

Historycznym argumentem za zmianą trendu może być natomiast tzw. wzorzec dekadowy. Statystycznie najgorsze lata dla giełd to te z zerem na końcu, a następnie — z siódemką. Powodów do niepokoju dostarczyć mogą też skrajnie niski odczyt tzw. indeksu strachu (VIX) i… bardzo dobre dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych.

— Do tak niskiego poziomu jak w maju VIX spadł dwa razy w historii — pierwszy raz w grudniu 1993 r., a później w listopadzie 2006 r. W 1994 r. nic wielkiego się nie wydarzyło, ale wybuchł kryzys meksykański i emerging markets weszły w bessę. Stopa bezrobocia w USA od 1960 r. tylko dwa razy spadała tak nisko (do 4,4 proc. obecnie) — we wrześniu 1965 i kwietniu 1998 r. Zdroworozsądkowo patrząc, akcje kupuje się, kiedy jest źle, ale się poprawi, a nie kiedy jest bardzo dobrze — mówi analityk CDM Pekao.

To, jego zdaniem, nie oznacza jednak, że akcji należy się już pozbywać.

— Sens sprzedawania akcji i kupowania dolara będzie wtedy, kiedy kurs USD/PLN dojdzie do około 3,6 zł — wtedy nastąpi zmiana tendencji i wzrost notowań „zielonego” — podsumowuje Wojciech Białek. Notowania USD/PLN wynosiły wczoraj około 3,73 zł.