Bezkarne obietnice

Zbigniew Roman
14-07-2010, 00:00

W kampaniach wyborczych politycy prześcigają się w składaniu obietnic. Nie uniknęli tego również tegoroczni kandydaci na prezydenta RP, w tym także zwycięzca wyborów Bronisław Komorowski. Dosyć naturalne staje się zatem pytanie, co może obywatel, jeżeli poczuje się oszukany.

Odpowiedź znajduje się w uchwale Sądu Najwyższego z 20 września 1996 r. (OSNC 1997/1/4), w której sąd odniósł się do powództwa wytoczonego przeciwko Lechowi Wałęsie, który publicznie ogłosił, iż w przypadku wybrania go na prezydenta każdy Polak otrzyma 100 mln złotych (starych, dzisiaj byłoby to 10 tys.). Jak wiadomo, przyrzeczenia nie dotrzymał. Sąd stwierdził, iż obietnice wyborcze nie powodują skutków cywilnoprawnych, nie są bowiem zdarzeniami prawnymi, a złożona nawet publicznie obietnica nie oznacza, że czynność prawna doszła do skutku. Mimo krytyki ze strony przedstawicieli doktryny wspomniana uchwała jest jedynym stanowiskiem judykatury w tej materii, a tym samym stanowi punkt odniesienia dla wszystkich podobnych spraw.

Warto przypomnieć, że kodeks cywilny w art. 919 reguluje instytucję tzw. przyrzeczenia publicznego. Miałaby ona zastosowanie w każdym przypadku, w którym polityk użyłby sformułowania "jeżeli na mnie zagłosujesz, to otrzymasz…". Politycy z ostrożności unikają jednak tego rodzaju stwierdzeń, wybierając bardziej ogólną i bezpieczniejszą formułę "jeżeli wygramy, to…".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zbigniew Roman

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bezkarne obietnice