III Forum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego
Trzy czwarte polskich firm przebadanych przez Millward Brown SMG/KRC planuje zwiększenie bezpieczeństwa we flocie. Ale wypadki wciąż są.
Firmy bardziej odpowiedzialnie podchodzą do zapewnienia bezpieczeństwa kierowcom flotowym niż jeszcze kilka lat temu. Taki jest główny wniosek z badania przeprowadzonego przez Millward Brown SMG/KRC na zlecenie Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego. Jego wyniki ogłoszono w poniedziałek, podczas III Forum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Patronat nad wydarzeniem objął "Puls Biznesu".
Jest lepiej…
Badanie przeprowadzono metodą ankiet telefonicznych na próbie pięćdziesięciu przedsiębiorstw posiadających przynajmniej 50 samochodów. Odpowiedzi porównano z wynikami badań przeprowadzonych w 2005 r., także na zlecenie Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego. Z porównania odpowiedzi udzielanych teraz i cztery lata temu wyłania się obraz zmian, jakie zaszły w podejściu firm do spraw związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa oraz do unikania i usuwania skutków wypadków drogowych, w których brali udział pracownicy firmy podczas wykonywania obowiązków służbowych.
Prawie wszystkie firmy deklarują, że bezpieczeństwo ruchu drogowego jest ważne dla działań firmy związanych z transportem i tu nie ma zmian w stosunku do poprzedniego badania. Zmienia się za to sposób dbania o to bezpieczeństwo. Cztery lata temu był bardziej deklaratywny, dziś jest już realny.
— Przedstawiciel żadnej z badanych firm nie uznał, że jest to nieważne. W dziewięciu na dziesięć badanych przedsiębiorstw jest zatrudniona osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo floty samochodów służbowych. Cztery lata temu taki specjalista pracował tylko w 41 proc. firm — zauważa Andrzej Engelmayer z Millward Brown SMG/KRC.
Ponadto prawie trzy czwarte badanych firm ma plan poprawy bezpieczeństwa floty. W poprzednim badaniu miało go zaledwie co czwarte przedsiębiorstwo.
— Działania podejmowane przez przedsiębiorstwa dla poprawy bezpieczeństwa flot to wyznaczenie standardów (wskazane przez 62 proc. badanych firm), polepszenie szkoleń dla kierowców (52 proc.) i zakup lub leasing bezpieczniejszych modeli samochodów (42 proc.). W porównaniu z poprzednim badaniem firmy o wiele bardziej zdecydowanie stawiają na polepszenie szkoleń dla kierowców, a o wiele mniejszą wagę przywiązują do polepszenia zasad doboru kierowców — tłumaczy Andrzej Engelmayer.
Niemal wszystkie firmy wymagają od kierowcy flotowego krajowego prawa jazdy. Stan zdrowia takiej osoby jest sprawdzany przez badanie wewnątrz organizacji (60 proc.) albo krajowe zaświadczenie lekarskie (58 proc.). Większe wymagania, jak wewnętrzny egzamin praktyczny lub dodatkowe badanie wzroku, ma już tylko około połowa organizacji. Ciekawostką jest wymaganie od kierowcy flotowego niekaralności. W 2005 r. oczekiwało jej 71 proc. firm, a w tym roku już tylko 46 proc.
…ale nie do końca
Chociaż przedsiębiorstwa coraz bardziej troszczą się o bezpieczeństwo swoich kierowców, to wypadki oczywiście cały czas się zdarzają. Właśnie tego dotyczy opracowanie dr. Krystyny Zużewicz z Zakładu Ergonomii w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy, także przedstawione na forum. Kierowcy pojazdów wciąż naj-częściej spośród wszystkich grup zawodowych giną w wypadkach przy pracy. Częściej nawet od robotników budowlanych czy górników. W 2007 r. stanowili prawie 17 proc. poszkodowanych w wypadkach ze skutkiem śmiertelnym, a we wszystkich wypadkach prawie 9 proc. W samym tylko 2006 r. na drogach zginęło podczas wykonywania obowiązków służbowych 46 zawodowych kierowców i 47 innych pracowników kierujących firmowym autem. Ciężkich urazów ciała doznało odpowiednio 23 i 25. W sumie poszkodowanych było aż 1770 kierowców flotowych.
Statystycznie na śmierć albo kalectwo najbardziej narażeni są kierowcy samochodów ciężarowych (prawie 40 proc. poszkodowanych w wypadkach ze skutkiem śmiertelnym i około 35 proc. w wypadkach ciężkich) oraz przedstawiciele handlowi (odpowiednio 14 proc. i około 10 proc.).
Taniej zapobiegać
Specjaliści są zgodni — o wiele bardziej opłaca się inwestować w szkolenia albo uświadamianie kierowców, żeby wypadki się nie zdarzały, niż później płacić za usuwanie ich skutków. Tym bardziej, że tu w grę wchodzi ludzkie życie. Spadku morale wśród pracowników po śmierci lub kalectwie kolegi nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Ale do prewencji też trzeba dojrzeć. Będzie to od wielu firm wymagało zmiany w dotychczasowych zwyczajach, często też rezygnacji z szybszego osiągania zysku.
— Nie wywierajmy presji na kierowców, nie wymagajmy od nich, by w dwie godziny przejechali z Warszawy do Poznania. Z badań kierowców wiem, że zmęczony i zestresowany trzydziestolatek ma na tyle wolniejszy czas reakcji, że jest bardziej niebezpieczny za kierownicą niż wypoczęty siedemdziesięciolatek. Często też choroby, o których nawet możemy nie mieć pojęcia, także dramatycznie zmniejszają szanse na bezpieczne dotarcie do celu. Dlatego rozsądek za kierownicą jest tak ważny —apeluje dr Krystyna Żużewicz.
Trzeba też zdawać sobie sprawę, że działania związane z bezpieczeństwem kierowców flotowych nie będą widoczne od razu. Możliwe, że nie będą widoczne nigdy.
— Często słyszę skargi, że firma zainwestowała w szkolenie kierowców i nie widzi żadnych efektów. Nic dziwnego, bo nie będzie ich widać ani w rok po zakończeniu szkolenia, ani w dwa lata. To inwestycja w bezpieczeństwo, a więc działanie długofalowe. I właśnie mądry menedżer powinien planować kilka lat w przód, myśleć długofalowo. Kiedy dzwoni do mnie kierowca, żeby mi powiedzieć, że właśnie uniknął poważnego wypadku i gdyby nie dodatkowe szkolenia to nie miałby szans, to jest najwspanialsze uczucie na świecie — podkreśla Michał Soćko, członek zarządu Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych.
Agata Hernik