Bezrobocie spada, ale rynek pracy chłodzi się po cichu

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2024-04-24 20:00

Nie ma w Polsce dużych zwolnień, a stopa bezrobocia powoli pełza w dół. Ale to nie oznacza, że rynek pracy jest mocny. Współcześnie lepiej jest patrzeć na wskaźniki ofert pracy, które lepiej mogą odzwierciedlać popyt na pracę. Najważniejsze wskaźniki w tym zakresie są na minusie. Ten podawany przez GUS zanotował największy spadek od dziesięciu miesięcy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Słowo „bezrobocie” ma ogromną siłę oddziaływania, a wskaźnik ten jest zwykle traktowany jako jedna z najważniejszych miar siły gospodarki i rynku pracy. Zatem fakt, że bezrobocie spada, powinien budzić optymizm. GUS podał w środę, że stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce w marcu wyniosła 5,3 proc., wobec 5,4 proc. przed rokiem. Kiedy oczyścimy te dane z sezonowości, zobaczymy, że wskaźnik z miesiąca na miesiąc bardzo powoli się obniża – nie widać tego w zaokrąglonych danych, ale rzut oka na wykres pokazuje, że trend jest spadkowy.

W danych statystycznych nie widać efektów zwolnień, o których rozpisują się niektóre media. Liczba osób, które trafiły na bezrobocie z powodu złej sytuacji zakładu pracy, była w marcu o 4 proc. niższa niż przed rokiem. Oczywiście wiele zwalnianych osób w ogóle nie trafia do urzędów pracy, ale jeżeli zjawisko zwolnień przybrałoby szeroki charakter, widzielibyśmy to w danych. A nie widzimy.

Na tej podstawie niektórzy wyciągają wniosek, że rynek pracy w Polsce jest mocny. Tym bardziej, że przeciętne wynagrodzenie rośnie w tempie 12 proc. rok do roku.

Ale ja sądzę, że rynek pracy jest coraz słabszy z punktu widzenia pracownika. Lepiej niż na bezrobocie patrzeć na oferty pracy, a te spadają. Według GUS liczba nowych ofert pracy w urzędach była w marcu o 9,1 proc. niższa rok do roku, co stanowi największy spadek od maja. Firma consultingowa Grant Thornton podaje, że na portalach zatrudnieniowych ofert jest o 19 proc. mniej niż przed rokiem. Te dwa wskaźniki – GUS i GT – różnią się, co widać na wykresach. Jeżeli je uśrednimy, otrzymujemy najniższą dynamikę od kwietnia zeszłego roku.

Oferty pracy mogą być lepszym wskaźnikiem niż stopa bezrobocia, ponieważ firmy obecnie zachowują się inaczej niż w przeszłości. Zmiany demograficzne sprawiają, że spada skłonność do zwalniania ludzi w reakcji na pogorszenie koniunktury. O mocy lub słabości rynku pracy lepiej świadczy to, czy firmy chcą zatrudniać, czy szukają nowych ludzi.

Trzeba oczywiście uważać z pochopnymi wnioskami, bo pogorszenie dynamiki ofert to może być szum. Marzec był w polskiej gospodarce bardzo specyficzny z powodu niskiej liczby dni roboczych oraz wcześniejszych Świąt wielkanocnych, a poza tym duża zmienność wskaźników jest czymś naturalnym. Zobaczymy za miesiąc, czy marcowa słabość znajduje potwierdzenie.

Jednak słabość popytu na pracę jest jak najbardziej spójna z bardzo wysokim wzrostem realnych wynagrodzeń. Popyt w gospodarce zaskakuje firmy na minus, a koszty pracy na plus. W takiej sytuacji redukcja zapotrzebowania na siłę roboczą wydaje się naturalna i może się przedłużyć na kolejne miesiące. Do czasu, gdy dynamika wynagrodzeń nie zacznie się obniżać.