Bielenda zadba nie tylko o ciało

Alina Treptow
opublikowano: 2013-03-28 00:00

Krakowski producent kosmetyków poszuka zysków poza krajem i w segmencie kremów do twarzy.

Po Oceaniku i Dr Irenie Eris większych zysków poza Polską poszuka krakowska Bielenda. Na celowniku ma USA, Rosję, Ukrainę, Kazachstan, Uzbekistan i Mongolię. W Europie Zachodniej przygląda się Holandii, Belgii, Niemcom, Hiszpanii i Portugalii.

None
None

— Kraje Europy Zachodniej zaczynają się do nas przekonywać. Jeszcze 2-3 lata temu sceptycznie podchodziły do polskich produktów, dzisiaj zaczynają je odbierać pozytywnie — jako unijne — mówi Jacek Bielenda, członek zarządu i udziałowiec Bielendy. Rynki zagraniczne mają obecnie niewielki udział w przychodach producenta kosmetyków — w 2012 r. wyniósł on 10 proc. Ma się to zmienić — w ciągu 2-3 lat firma chce zwiększyć udział sprzedaży eksportowej do 25-30 proc. Bielenda chce też poprawić przychody i zyski, rozwijając działalność w nowym segmencie.

— Do tej spory skupialiśmy się na pielęgnacji ciała. Teraz zamierzamy rozbudować obecne marki o preparaty do pielęgnacji twarzy — mówi Jacek Bielenda.

Taki ruch producenta nie jest zaskoczeniem, bo kremy do twarzy to największa kategoria na rynku (z 17-procentowym udziałem). Rocznie Polacy, według szacunków Nielsena, wydają na nie ponad 1 mld zł. Zdaniem Henryka Orfingera, prezesa Dr Ireny Eris, Bielenda ma więc szansę na dynamiczny wzrost przychodów.

— Przy tej skali biznesu mają spore możliwości zwyżek — czy to przez wejście w nowe kategorie, czy ekspansję zagraniczną. W Polsce możliwości wzrostu powoli się kończą, zwłaszcza dla największych firm kosmetycznych. Z tego powodu przedsiębiorcy zaczynają szukać zysków za granicą — uważa Henryk Orfinger.

Oprócz rozwoju eksportu Bielenda planuje inwestycje w nowy sprzęt i odświeżenie obecnego zakładu. Ich koszt szacuje maksymalnie na 4-5 mln zł. Wszystko po to, by spełnić standardy GMP, które są wymagane przez zachodnioeuropejskich partnerów. Skąd pieniądze na remont i rozbudowę portfolio? Na pewno nie od inwestora.

 

 

 

 

— Bielenda jest spółką rodzinną i planujemy, żeby taką pozostała. Sami nie wykluczamy przejmowania mniejszych firm. Rozważamy różne możliwości inwestycyjne, choć chwilowo nie prowadzimy żadnych rozmów — zaznacza Jacek Bielenda. W 2012 r. spółka zarobiła na czysto 6 mln zł przy 50 mln przychodów. W kolejnych latach planuje rosnąć w tempie ok. 10 proc. [AT]