Rynek informatyczny może wzrosnąć w tym roku o 10 procent — prognozuje Intel.
Jeśli Intelowi idzie dobrze, śmiało można postawić tezę, że sektor IT rośnie. Wyniki spółki od lat traktowane są
jako papierek lakmusowy
dla branży. Jednak — jak zauważa Tomasz Klekowski, szef firmy na Europę Centralną i Wschodnią — rynek rozwija się nierównomiernie. Gdy takie potęgi, jak IBM, Apple, Google czy jego korporacja odnotowują dwucyfrowe wzrosty, wiele firm musi się zadowolić zyskiem zaledwie kilkuprocentowym.
— Najlepiej wiedzie się producentom i dostawcom, którzy specjalizują się w serwerach dla firm, smartfonach, tabletach i programach zabezpieczających — wskazuje dyrektor Klekowski.
Modernizacja
Intel ma za sobą pięć kwartałów nieprzerwanego wzrostu. Od kwietnia do czerwca 2011 r. kwartalne przychody koncernu po raz pierwszy przekroczyły 13 mld dol.
— To świetny wynik, zważywszy że na rynku informatycznym występuje sezonowość i drugi kwartał z reguły jest słabszy — cieszy się szef procesorowego giganta.
Sukces tłumaczy takimi czynnikami, jak silny popyt korporacji na technologie, wzrost popularności urządzeń mobilnych, a także błyskawiczny rozwój komputeryzacji na rynkach wschodzących.
Zdaniem Tomasza Klekowskiego, kryzys sprzyja branży. Bo zmuszony do zaciskania pasa biznes coraz lepiej zdaje sobie sprawę, że droga do oszczędności wiedzie przez inwestycje w IT.
— Rola nowoczesnych technologii w produktywności i kontroli kosztów jest nie do przecenienia. Umożliwiają one również rozwój elastycznych form zatrudnienia. Polscy menedżerowie już to rozumieją — przekonuje dyrektor Klekowski.
Dodaje, że od modernizacji infrastruktury informatycznej nie ma odwrotu. A firmy, które o tym nie myślą, zwiększają koszty działania.
— Dziesięć serwerów czteroletnich można zastąpić jednym lub dwoma nowej generacji, co przy tej samej wydajności daje nawet 95 proc. niższe zapotrzebowanie na energię. Inwestycja zwróci się w 12-16 miesięcy — tłumaczy szef Intela.
Rynek IT "ciągną" firmy i samorządy, które dysponują pieniędzmi z UE. A co z klientami indywidualnymi, którzy ochronili branżę przed znaczącymi spadkami w kryzysowym 2009 roku?
— W drugim kwartale 2010 r. to zaczęło się zmieniać. Sektor konsumencki trochę zwolnił — ocenia szef Intela.
Nadal dobrze — stwierdza — jest w segmencie notebooków. Rozwijają się rynki wschodzące — Ameryka Łacińska, Azja Południowo-Wschodnia, Turcja, Rumunia, Rosja. A także Europa Środkowo-Wschodnia, w tym Polska.
— W tzw. starej Unii i w USA sprzedaż komputerów przenośnych cechuje się mniejszą dynamiką, ponieważ rynki te są już od dawna nasycone urządzeniami tego typu — wyjaśnia Tomasz Klekowski.
U nas popyt wśród klientów indywidualnych nadal rośnie. I jedynie utrudniony dostęp do taniego kredytu konsumenckiego może zniechęcać statystycznego Kowalskiego do zakupów. Sytuację — według menedżera — częściowo ratują operatorzy telekomunikacyjni: ich oferta netbooków, często za symboliczną złotówkę, jest alternatywą dla takiego kredytu.
Intel duże nadzieje pokłada w nowej kategorii notebooków, które producenci wprowadzą na rynek pod koniec roku. Ultrabooki, bo tak będą nazywane, mają być lżejsze, cieńsze i gotowe do pracy w kilka sekund po uruchomieniu. Wszystko to sprawi, że będą bardziej mobilne i przyciągające wzrok.
Wzrost zagrożony
Dyrektor Intela na nasz region formułuje ostrożne prognozy. Jego zdaniem, rynek informatyczny może wzrosnąć w tym roku o 10 proc.
— Kondycja sektora IT będzie jednak zależała od sytuacji na światowych rynkach finansowych, choć realna gospodarka, w tym branża IT, będą reagowały na zmiany w mniejszym stopniu niż giełdy — zastrzega Tomasz Klekowski.
W Polsce — ocenia — sytuacja może być lepsza. Głównie dzięki firmom, które po doświadczeniach z lat 2009-10 są lepiej przygotowane do stawienia czoła zaburzeniom w gospodarce.
Ostrożnym optymistą jest także Wojciech Buczkowski, szef Komputronika.
— Obroty firm z sektora nowoczesnych technologii ciągle rosną. I w tej dziedzinie nic nie powinno się zmienić, co oczywiście bardzo cieszy. Smuci natomiast ogromna presja marżowa stosowana przez niektóre firmy. Wynika to w pewnym stopniu z przyzwyczajeń części polskich klientów, którzy wolą za sprzęt zapłacić kilkadziesiąt złotych mniej niż uzyskać np. gwarancje producenta — sumuje prezes Buczkowski.
