Biznes idzie do szkoły

Magdalena Graniszewska
26-10-2010, 00:00

Współpracę można zacząć od szkoły średniej — jak Bakalland. Lub uczelni — jak KGHM.

Lojalnego i kompetentnego pracownika trzeba sobie wychować. Od małego

Współpracę można zacząć od szkoły średniej — jak Bakalland. Lub uczelni — jak KGHM.

Bakalland, największy w Polsce dystrybutor bakalii, chce sobie wychować kadrę menedżerską. Zacznie od nastolatków.

— W przyszłym roku szkolnym uruchomimy specjalny profil klasy, obejmujący technologię i technikę przemysłu spożywczego. Zajmie się tym technikum w Janowie Podlaskim, gdzie działa nasz największy zakład — mówi Marian Owerko, prezes i jeden z głównych akcjonariuszy Bakallandu.

Plan zakłada, że absolwenci będą kontynuować naukę na wyższych uczelniach, a następnie kilkoro z nich Bakalland zatrudni.

— Pozyskanie wartościowego i lojalnego pracownika jest trudne. Najlepiej go kształtować od początku — podkreśla Marian Owerko.

Jego firma będzie potrzebować takich pracowników w związku z planowaną ekspansją zagraniczną. Już ma na Ukrainie spółkę handlową.

— Przewiduję, że w najbliższych latach rozpoczniemy konsolidację rynku ukraińskiego. Interesujemy się też Białorusią i Rumunią — dodaje Marian Owerko.

Warsztaty i stypendia...

Bakalland idzie w ślady największych. Ekspansja zagraniczna zachęciła niedawno do podobnego ruchu KGHM. Firma, która od dawna planuje zagraniczne przejęcia, a kilka miesięcy temu zainwestowała w złoże miedzi w Kanadzie, już cztery lata temu uruchomiła na AGH specjalne studia podyplomowe obejmujące zarządzanie międzynarodowymi przedsięwzięciami zagranicznymi.

— Zajęcia kształtowały umiejętności menedżerskie w zakresie zarządzania przedsiębiorstwem górniczym o międzynarodowej działalności — mówi Anna Trusiak, dyrektor departamentu zarządzania szkoleniami w KGHM.

Na równie zaawansowaną kooperację stawia BSH Bosch Siemens, który ma fabrykę w Łodzi (pralki, zmywarki i suszarki do ubrań). Zdecydował się jednak na szkoły średnie. W dwóch z nich firma uruchomiła klasy autorskie kształcące w rzadkim zawodzie mechatronika.

— Wyposażyliśmy warsztaty w tych szkołach, zadbaliśmy o lekcje języków obcych, a także ufundowaliśmy stypendia dla najlepszych — wylicza Andrzej Maślak, rzecznik BSH.

Program ruszył dwa lata temu, więc pierwsi absolwenci opuszczą mury dopiero w 2013 r. Trudno przewidzieć, ilu trafi do pracy w BSH. Z łatwością natomiast szacuje to Pronar, jedna z Gazel Biznesu. Największy producent ciągników rolniczych w Polsce chętnie współpracuje ze szkołami zawodowymi. Uczniowie z Hajnówki, Michałowa i Supraśla odbywają w firmie staże, a w szkole uczą się przedmiotów przez nią sugerowanych. Rezultat?

— Zatrudniamy u siebie średnio jedną trzecią rocznika — mówi "PB" przedstawiciel firmy.

…plus praktyki

— W Polsce wiele osób uważa, że wykształcenie zawodowe jest swego rodzaju upośledzeniem, a przecież daje dobrą pracę i zawód — komentuje Andrzej Maślak.

Podobnego zdania jest Adam Żurawski, prezes Aplisensu, producenta przemysłowej aparatury kontrolno-pomiarowej.

— Niestety, kształcenie na poziomie techników prawie zamarło, inżynierów jest sporo — zauważa Adam Żurawski.

Jego firma jest za mała, by samodzielnie patronować któremuś z techników. Oferuje natomiast praktyki studentom Wydziału Mechatroniki Politechniki Warszawskiej.

ArcelorMittal, właściciel czterech hut stali, ma ścisłe kontakty z uczelniami wyższymi w ramach programu "ZainSTALuj się".

— Zaczynamy też uruchamiać projekty dla szkół średnich — mówi Sylwia Winiarek, rzecznik prasowy spółki.

okiem eksperta

Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych

Weźmy przykład z Danii

Współpraca firm z technikami i szkołami zawodowymi to absolutna konieczność. Przecież sami nauczyciele często nie mają dostępu do nowych technologii i uczą przestarzałego know-how. Szczęśliwie polityka Ministerstwa Edukacji Narodowej idzie właśnie w tym kierunku. Weszła już nawet w życie specjalna ustawa, która umożliwia prowadzenie zajęć przez praktyków.

Problemem jest jednak złe podejście naszego społeczeństwa do podnoszenia kwalifikacji. Młodzi ludzie, niezależnie od możliwości intelektualnych, czują presję, pod którą decydują się za wszelką cenę iść na studia. Z podobnym problemem borykała się kiedyś Dania, póki nie odkryła, że ten trend owocuje ogromną liczbą ludzi sfrustrowanych i bezrobotnych. Duńczycy położyli więc nacisk na kierowanie nieintelektualistów do szkół technicznych, co zaowocowało poprawą ich samooceny i lepszym radzeniem sobie w życiu. Dobrze by było, gdyby w Polsce też tak było.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Biznes idzie do szkoły