Blitzkrieg w wykonaniu TVP Sport

ŁO
opublikowano: 19-04-2019, 15:34

W połowie poprzedniego roku sportowy kanał telewizji publicznej trafił do naziemnej telewizji cyfrowej. Stacja przygotowywała się do tego od dwóch lat, ale wyniki pokazują, że było warto.

TVP Sport przestał być kanałem zamkniętym — jest otwarty bez dodatkowych opłat, nie licząc oczywiście abonamentu telewizyjnego. Nie musi już rywalizować o prawa do transmisji z płatnymi stacjami, jak choćby z Eurosportem.  

Zobacz więcej

Marek Szkolnikowski

Michal Dyjuk / FORUM

- Jesteśmy jedynym ogólnodostępnym kanałem sportowym na rynku, więc nie mamy żadnej konkurencji i możemy pozyskiwać prawa do wielu dyscyplin za dużo mniejsze pieniądze. Innymi słowy, nie musimy bić się z płatnymi kanałami - mówi Marek Szkolnikowski, dyrektor TVP Sport. 

Przejął stery w sportowym kanale publicznej telewizji ponad trzy lata temu od Włodzimierza Szaranowicza, legendy polskiego dziennikarstwa sportowego. Od razu stwierdził, że wóz albo przewóz. Razem z zespołem poświęcił dwa lata na przygotowanie telewizyjnego „blitzkriegu”. Trzeba było renegocjować umowy, wynegocjować nowe i być gotowym, gdy możliwe będzie wejście w naziemną telewizję cyfrową na MUX-3.  

- Umowy licencyjne sprawiały, że na przykład skoki narciarskie mogliśmy pokazywać tylko w Jedynce, ale już nie w TVP Sport, gdyż jako kanał płatny był on konkurencją Eurosportu, od którego kupowaliśmy sublicencję - tłumaczy Marek Szkolnikowski. 

Podobnie było z dużymi imprezami, jak piłkarskie EURO 2016 czy zimowe igrzyska olimpijskie. Kanał na siebie nie zarabiał, miał ograniczone wpływy z reklam i kiepski zasięg wśród widzów. Opłata od sieci kablowej też była śmieszna.  

- Zobaczyliśmy, że w tej formule funkcjonowanie kanału sportowego nie ma żadnego sensu. Mieliśmy tak naprawdę trzy możliwości. Pierwsza to model brytyjski, czyli za radą Winstona Churchilla: „no sport”. Można było stwierdzić, że sport to nie misja, jest za drogi i w ogóle z niego zrezygnować. Drugi model jest niemiecki, gdzie ZDF i ARD pokazują tylko najważniejsze wydarzenia związane z występami reprezentantów Niemiec. Trzecia opcja to model polski, który sami stworzyliśmy. Doszliśmy do wniosku, że i tak musimy pokazywać sport, choćby mecze reprezentacji i igrzyska olimpijskie. Jeżeli pokazujemy i płacimy duże pieniądze, bo przecież licencje są coraz droższe, to trzeba je po prostu mądrzej i lepiej wykorzystać - mówi szef TVP Sport. 

Dzięki transformacji telewizja publiczna kupuje jedną licencję - wcześniej wydawała pieniądze na otwartą i płatną. Taniej kupuje też prawa do transmisji różnych mniej popularnych dyscyplin, a w antenach głównych pokazuje tylko to, co najważniejsze, czyli np. 90 minut meczu. TVP Sport jest dla widza „konfesyjnego”, a więc wkracza przed wydarzeniem i po końcowym gwizdku z analizami i komentarzami.  

- Związki, federacje i kluby zrozumiały, że formuła otwartego, ogólnodostępnego kanału przynosi korzyści, bo to zwiększa zasięg. Oddają licencje za symbolicznego złotego i finansują produkcję, choć wcześniej sporo nas to kosztowało. Zrozumieli, że lepiej mieć wędkę i samemu łowić, niż otrzymywać kilka ryb, które szybko się przejada - mówi Marek Szkolnikowski. 

Czy dziś TVP Sport jest dochodowy? Według jej dyrektora oglądalność jest czterokrotnie wyższa niż wcześniej, a w grupie komercyjnej nawet siedmiokrotnie. Zdarzały się dni, że stacja była kanałem piątego wyboru, przegrywając tylko z TVP 1, Polsatem, TVN i TVP 2. Wpływy z reklam zrównoważyły wcześniejsze przychody z reemisji kanału w płatnych pakietach i są cztery razy wyższe niż dotychczas. 

- W modelu telewizji publicznej na sporcie nigdy nie da się zarobić. Tak jest na całym świecie. Patrząc jednak na porównanie TVP Sport w wersji zamkniętej z TVP Sport w formule otwartej, to muszę przyznać, że wychodzimy na zdecydowany plus – twierdzi Marek Szkolnikowski.  

Dyrektor stacji jest zadowolony z obecnej oferty. Chce, żeby jego dziennikarze mówili o sporcie w inny sposób, bardziej intelektualny, z odniesieniami kulturalnymi czy społecznymi, chce zaangażować YouTuberów i rozwijać aplikację mobilną oraz telewizję Hbb, żeby telewizja hybrydowa była „hubem” transmisji sportowych i widz pilotem decydował, co chce oglądać.  

- Nic bym więcej nie kupił, bo uważam, że to, co obecnie mamy, jest optymalne z perspektywy działalności otwartej telewizji publicznej. Mamy po jednym meczu Ekstraklasy i Ligi Mistrzów, prawa do reprezentacji we wszystkich głównych dyscyplinach zespołowych, mamy lekkoatletykę, żużel, NHL, boks zawodowy, sporty walki, wszystkie dyscypliny olimpijskie - podsumowuje szef TVP Sport.

Okiem eksperta: Katarzyna Kochaniak, partner zarządzający Arskom, specjalistka w zakresie sportowego PR

Przejście z formuły zamkniętej na otwartą było wspaniałą wiadomością dla wszystkich fanów sportu. To także szansa na popularyzację poszczególnych dyscyplin, bo pojemna antena pokazuje nie tylko te najbardziej mainstreamowe, ale sięga także po te, które dopiero do takich aspirują. Prawdziwy kibic oczywiście jest skłonny zapłacić nawet całkiem spore pieniądze, żeby obejrzeć swoją ukochaną drużynę czy dyscyplinę, jednak przekonaliśmy się, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ i czasem potrafi odwrócić się od nadawcy, gdy koduje najważniejsze zawody w sezonie. Pamiętamy czasy, w których w TVP Sport niewiele można było zobaczyć poza skokami narciarskimi i lekkoatletyką. Doczekaliśmy się też tego, że różne stacje telewizyjne dzielą się prawami i licencjami. Patrząc z marketingowego punktu widzenia, kanały tematyczne rozwijają się już od kilku lat i dalej będą się specjalizować. Jesteśmy coraz bardziej wymagającymi odbiorcami, a telewizja już nie walczy tylko z innymi kanałami, ale także z szeroką ofertą internetu, gdzie jak w wielkim sklepie wybieramy to, co nas interesuje. Pełnoletność osiąga właśnie Pokolenie Z, które funkcjonuje już w kompletnie innej rzeczywistości, również tej konsumpcyjnej. Ważne dla telewizji jest więc to, by nadążać za potrzebami odbiorców. Gdy tego zabraknie, pójdzie on gdzie indziej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ŁO

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy