Gra na dalsze osłabienie walut krajów emerging markets, zwłaszcza tych, których gospodarki opierają się na wydobyciu surowców, stała się powszechna, powiedział Bloombergowi Sam Diedrich, dyrektor w towarzystwie inwestycyjnym Pacific Alternative Asset Management. Jego zdaniem skutkiem może być wzrost zmienności na rynkach walut należących go tej grupy, jeżeli tylko fundusze zechcą dokonać modyfikacji w swoich portfelach.
- To już masowo stosowana strategia. W długim terminie nadal sądzę, że powinna być skuteczna, jednak można oczekiwać znaczących wahań – komentował Sam Diedrich w wypowiedzi dla Bloomberga.
W zakończonym tygodniu obliczany przez MSCI wskaźnik notowań walut krajów emerging markets do dolara znalazł się najniżej od 2009 r. W ciągu ostatnich 12 miesięcy spośród najważniejszych walut najwięcej, bo ponad 30 proc. wartości, i to po uwzględnieniu różnic w oprocentowaniu, straciły rosyjski rubel, brazylijski real i kolumbijskie peso. Notowaniom walut szkodzą spowolnienie gospodarcze i rynkowe zawirowania w Chinach, wyprzedaż surowców, a także perspektywa podwyżki stóp w USA.
- Wzrosła zmienność aktywów znajdujących się w portfelach funduszy, a skutkiem tego było zmniejszenie podejmowanego przez zarządzających ryzyka. Nie sądzę, żeby przygotowując się na dalszą przecenę walut emerging markets fundusze chciały obstawiać podwyżkę stóp procentowych Fedu – powiedział Sam Diedrich.
