Nie udało się w grudniu, nie udało się tydzień temu, ale udało się wczoraj — akcjonariusze giełdowego Bomi, prowadzącego sieć delikatesów, zaakceptowali zmiany w statucie spółki, pozwalające na przeprowadzenie emisji akcji. Ich łączna wartość ma sięgnąć około 3,6-4 mln EUR (w przeliczeniu około 16-18 mln zł).
— Możemy wreszcie głęboko odetchnąć, te pieniądze bardzo się przydadzą. Teraz chcemy jak najszybciej dopełnić formalnościzwiązanych z emisjami, żeby zrobić to jeszcze w styczniu — mówi Marek Romanowski, prezes Bomi.
Walne było wcześniej przerywane, bo spółka obawiała się, że zmiany zostaną zablokowane przez dominujących w akcjonariacie inwestorów finansowych. Ostatecznie propozycje zarządu jednak przyjęto, a na „tak” głosowali właściciele ponad 90 proc. zarejestrowanych akcji. Przeprowadzone zostaną dwie emisje. W ramach pierwszej wyemitowanych zostanie maksymalnie 7,9 mln papierów bez prawa poboru. Druga obejmie maksymalnie 11,25 mln akcji z zachowaniem prawa poboru. Oznacza to, że na każde 7 akcji starej emisji będzie można objąć 2 papiery nowej. Jej wartość nie przekroczy 2,5 mln EUR. Obecnie kapitał Bomi dzieli się na 39,5 mln akcji, wartych 99 mln zł. Po emisji w obrocie będzie maksymalnie 58,65 mln akcji.
Bomi potrzebuje pieniędzy, żeby zapłacić za zbytni optymizm w hossie. Spółka dynamicznie rozbudowywała sieć delikatesów. Gdy sytuacja na rynku się pogorszyła, musiała zamknąć nierentowne placówki (co wiązało się z karami umownymi), zmienia też profil sklepów z delikatesów na supermarkety. Sieć Bomi skurczyła się do 31 placówek, głównie na Pomorzu. Poza tym spółka jest właścicielem Rabatu Service, dystrybucyjnejgrupy, która w ostatnich kwartałach konsekwentnie uzyskiwała wyższe przychody i zyski od matki. Dystrybutor już w ubiegłym roku przygotowywany był do debiutu na NewConnect, teraz zarząd rozważa sprzedanie go poza giełdą.
— Bomi niewątpliwie potrzebuje gotówki, choćby na odprawy dla zwolnionych pracowników. Decyzja o emisji to dobry krok, pozwoli ona poprawić płynność finansową spółki. Nadal jednak warto zachować sceptycyzm, zwłaszcza dlatego, że Bomi odwołało prognozy finansowe na lata 2011-12, uzasadniając to w wątpliwy sposób — ocenia Maciej Kabat, analityk AmerBrokers.