Bożonarodzeniowy szoł i biznes już trwa

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2016-09-08 22:00

Spożywcy i sieci handlowe są zwarci i gotowi do świąt. Dla niektórych nie jest to jednak najlepszy, lecz najgorszy czas w roku

W handlu już widać świąteczną gorączkę, choć na razie poza sklepowymi półkami. Carrefour zgromadził dostawców wszelakich bożonarodzeniowych produktów na specjalnych targach, gdzie pośród śnieżynek, mikołajów, choinek można było m.in. sięgnąć po świąteczny, a jakże, bigos oraz zobaczyć lodówki zastawione wszelakimi wędlinami. Część branży spożywczej rozpoczęła Boże Narodzenie jeszcze wcześniej, bo w miesiącach wakacyjnych i teraz już rozsyła towar po rynku.

PO ŚWIĘTACH:
PO ŚWIĘTACH:
Święta we wrześniu? Oczywiście. Niektórzy już nawet zakończyli przygotowania do Bożego Narodzenia i lada moment zabiorą się za Wielkanoc.
Bloomberg

Co dla jednych jest czasem żniw, dla innych — dokładaniem do biznesu. Czwarty kwartał uznawany jest za najlepszy czas dla producentów słodyczy — latem siada sprzedaż wyrobów zawierających czekoladę, odbicie nadchodzi jesienią. W sumie ostatnie trzy miesiące roku odpowiadają średnio za 30 proc. rocznych obrotów branży.

— Hurtownie kupują większość towaru świątecznego we wrześniu, duże sieci handlowe robią świąteczne zapasy głównie w październiku, więc branża na święta produkuje przez całe wakacje. Produkty na Boże Narodzenie Polacy zaczynają kupować już w listopadzie, dlatego są to korzystniejsze dla producentów święta niż Wielkanoc, przed którą czas zakupów to około 1-2 tygodnie.

Największy wzrost w czasie przedświątecznym notują produkty droższe i prezentowe, takie jak praliny i duże tabliczki czekoladowe — mówi Maciej Herman, dyrektor marketingu i sprzedaży w Lotte Wedel. W tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu. Po pierwsze — w tym czasie spada sprzedaż słodyczy impulsowych (czyli np. batonów), ale też Polacy skracają przedświąteczną gorączkę.

— Negatywnym trendem dla branży jest to, że coraz bardziej skraca się czas przedświątecznychzakupów. Od lat notujemy tendencję do robienia zakupów na „ostatnią chwilę” — uważa Maciej Herman. Wyczekując już końca roku, zadowoleniem tryska branża rybna.

— To najlepszy czas nie tylko dla producentów i przetwórców karpia, ale też innych ryb. W mikroskali naszego przyzakładowego sklepiku utarg w grudniu rośnie trzykrotnie — twierdzi Jerzy Safader, prezes Stanpolu. Wśród przetwórców ryb na razie panuje jednak względny spokój. Świąteczną produkcję pełną parą zaczną w listopadzie.

— Dla branży mięsnej święta to raczej szoł niż biznes. W sklepach widać wyjątkowo szeroki wybór wędzonek i innych przetworów, ale sprzedaż w grudniu trwa de facto przez dwa tygodnie, potem zamiera, producenci zaś muszą ponosić koszty stałe całego miesiąca. Konsumenci zużywają zapasy z lodówek i budzą się dopiero po święcie Trzech Króli — tłumaczy Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia, przyznając, że przez ostatnich dziewięć lat tylko raz zdarzyło mu się zamknąć grudzień na plusie. Są też niewyjaśnione zagadki związane z tym momentem roku.

— Jest pewna okołoświąteczna anomalia, której nie potrafimy w żaden sposób wytłumaczyć. Nasza konkurencja również. Otóż w grudniu sprzedaje się kilkakrotnie więcej flaków niż w każdym innym miesiącu. Myśleliśmy, że to może kwestia oszczędzania przed świętami, ale inni gracze przekonali nas, że nie. Potem była hipoteza, że flaki mogą być popularną potrawą na sylwestra, ale tego też nie widać w praktyce — mówi Krzysztof Woźnica. © Ⓟ