Wprowadzenie systemu REACH może zachwiać kondycją branży chemicznej i zagrozić innym dziedzinom gospodarki.
Już dawno żaden unijny projekt nie wzbudzał tylu kontrowersji.
Wątpliwości wokół systemu REACH doprowadziły do głębokich podziałów w całej Unii. Celem REACH (Registration, Evaluation and Authorisation of Chemicals), zaproponowanego w październiku 2003 r. przez Komisję Europejską, jest ograniczenie niekorzystnego wpływu chemikaliów na zdrowie ludzkie i środowisko. Jednak zdaniem przedstawicieli branży chemicznej, negatywne skutki jego wprowadzenia mogą być dużo mniejsze niż ewentualne korzyści.
Ich zdaniem, konsekwencją wdrożenia programu może być wzrost cen, zmniejszenie nakładów na badania i rozwój, a następnie spadek zatrudnienia. W efekcie drastycznie obniży się konkurencyjność chemicznej branży. Może to wywołać negatywne skutki dla całej gospodarki.
Zbyt mała kontrola
Obowiązujący obecnie w UE system kontroli i zarządzania chemikaliami zakłada podział na substancje istniejące, czyli wprowadzone do obrotu przed 18 września 1981 r. i nowe, które pojawiły się w obrocie po tej dacie. Substancje nowe podlegają bardziej rygorystycznym wymaganiom. W wielu przypadkach trzeba przeprowadzać dodatkowe badania i testy, aby wykazać, jak dana substancja oddziałuje na zdrowie ludzi. Postępowanie w sprawie substancji istniejących jest łagodniejsze. Przemysł ma jedynie obowiązek gromadzenia danych na temat zagrożeń stwarzanych przez te substancje. Nie musi przeprowadzać oceny ich ryzyka.
Zdaniem ekspertów Komisji Europejskiej, wiedza o skutkach oddziaływania tych substancji na zdrowie człowieka jest jednak niewystarczająca. REACH ma to zmienić. System wprowadza jednolity dla całej Unii system oceny ryzyka stwarzanego przez substancje chemiczne. Od tej pory odpowiedzialność za chemikalia wprowadzone do obrotu w ilościach powyżej 1 tony rocznie spoczywać będzie wyłącznie na producencie, dystrybutorze lub importerze.
Przemysł będzie musiał rejestrować substancje chemiczne i oceniać je pod kątem zagrożenia dla zdrowia ludzi i środowiska. Ocena będzie opierać się na wynikach badań i testów. Substancje rakotwórcze, mutagenne lub toksyczne, ze względu na możliwość wywołania zaburzeń rozrodczości będą podlegały automatycznemu zakazowi wprowadzenia na rynek.
Prognozy
Zdaniem przedstawicieli firm chemicznych, wdrożenie REACH wiąże się jednak z ogromnymi wydatkami, które producenci poniosą na rejestrację, badania i testy.
Koszty wprowadzenia REACH np. dla gospodarki francuskiej mogą wynieść nawet 28 mld EUR przy utracie około 360 tys. miejsc pracy. W Niemczech pracę może stracić nawet milion osób.
Analizy na temat skutków wprowadzenia REACH w Polsce przeprowadziło też Ministerstwo Gospodarki i Pracy. Wynika z nich, że wprowadzenie REACH automatycznie spowoduje drastyczny wzrost kosztów produkcji. Zdaniem Andrzeja Krześlaka z Instytutu Chemii Przemysłowej, wprowadzenie REACH może zwiększyć też koszty produkcji o 10-20 proc. W dużych przedsiębiorstwach jego konsekwencją może być redukcja zatrudnienia nawet o 10 proc. Problem ten dotyczy zwłaszcza małych i średnich firm. Może zachwiać ich kondycją, a nawet wyeliminować z rynku.
— Należy zadbać, aby te przedsiębiorstwa nie poniosły dużego uszczerbku. Szansą na złagodzenie skutków REACH jest koncepcja stworzona przez Anglików. Proponują oni wprowadzenie jednorazowej rejestracji dla każdej substancji i ograniczenie listy związków, które obowiązkowo będą podlegać rejestracji — mówi Bogusław Sonik, poseł PO w Parlamencie Europejskim.
Niestety, większość polskich firm chemicznych do dziś nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Tymczasem z analizy wynika, że tylko rafinerie i duże zakłady azotowe nie odczują w sposób znaczący wprowadzenia systemu. Najbardziej narażone na skutki wdrożenia programu będą małe i średnie przedsiębiorstwa.
Zdaniem MGiP, koszty wprowadzenia REACH w wariancie optymistycznym wyniosą w Polsce około 194 mln EUR. W scenariuszu pesymistycznym kwota ta wyniesie ponad 266 mln EUR. Ministerstwo szacuje, że łącznie wprowadzenie systemu REACH narazi polski przemysł chemiczny na wydatki rzędu 344-416 mln EUR.
Przedmiotem rejestracji wstępnej będzie w sumie około 5 tys. substancji.
Zagrożone inne gałęzie
Przemysł chemiczny jest motorem rozwoju dla wielu gałęzi światowego przemysłu. Wartość sprzedaży jego produktów wynosi 1500 mld EUR rocznie, z czego 530 mld EUR stanowi sprzedaż dla Europy.
Wprowadzenie systemu REACH może mieć więc negatywny wpływ także na inne dziedziny gospodarki. Z analiz MGiP wynika, że jednym ze skutków wprowadzenia systemu w przypadku przemysłu elektronicznego będzie wzrost cen sprowadzanych podzespołów o 2 do 10 proc. Podobny problem może pojawić się w przemyśle włókienniczym. Wykorzystuje on chemikalia w procesach bielenia, barwienia i zmiękczania. MGiP prognozuje, że krajowy rynek surowcowy chemikaliów dla branży włókienniczej gwałtownie się skurczy, a surowce pochodzące z krajów Unii drastycznie podrożeją. Może to wywołać braki na rynku niektórych dodatków i barwników. Następstwem wprowadzenia REACH będzie ponadto zaniechanie produkcji od 7 do 25 proc. dodatków i barwników chemicznych. W sumie wdrożenie systemu może zmniejszyć sprzedaż w branży włókienniczej co najmniej o 5 proc.
Skutki REACH odczuje też branża motoryzacyjna. W przedsiębiorstwach chemicznych produkujących na potrzeby motoryzacji wzrost kosztów z tego tytułu może wynieść od 3 do 5 proc.
Trochę optymizmu
Nie wszyscy są jednak takimi pesymistami.
— Jeśli system REACH zostanie wprowadzony, największe koszty poniesie przede wszystkim niemiecki i francuski przemysł chemiczny, gdyż producenci spoza Europy (z Korei, Chin itd.) będą bardziej konkurencyjni — uważa Piotr Syryczyński z WS Atkins-Polska.
Zarobią też instytuty i ośrodki badawcze, które będą testować, aprobować i nadzorować rynek. Wiele tajemnic handlowych ulegnie ujawnieniu, gdyż nie da się upilnować receptur przekazanych organom publicznym.
W rzeczywistości koszty dla Polski będą zrównoważone tym, że nasze ośrodki chemiczne i toksykologiczne dostaną wiele nowych zleceń, a zakłady będą mogły przejąć część produkcji przenoszonej z Francji i Niemiec do krajów o niższych kosztach.
Nie przewiduję więc załamania branży w Polsce, ale istotny wzrost kosztów importowanych przez naszą gospodarkę surowców chemicznych — uważa Piotr Syryczyński.
Na razie projekt wprowadzenia systemu REACH nie trafił jeszcze pod obrady. Zdaniem Jerzego Majki, inspektora ds. substancji i preparatów chemicznych, porozumienia w sprawie REACH można spodziewać się dopiero pod koniec tego roku. Do końca kwietnia zgłaszane będą poprawki do projektu.
Okiem eksperta
Brakuje nam laboratoriów
W tej chwili w Polsce istnieją tylko dwa laboratoria działające w systemie GLP (dobra praktyka laboratoryjna), a więc spełniające wymogi do prowadzenia badań testowych na potrzeby dokonywania oceny w systemie REACH. Jeżeli powstaną laboratoria akredytowane, to oczywiście będą miały szansę na dużą ilość zleceń.
Jednak wiąże się to z pracochłonną, kosztowną i przede wszystkim długotrwałą procedurą.
Gdyby założyć, że takie laboratoria powstaną w najbliższym czasie, to będą one miały również zlecenia z innych krajów Unii. Ceny badań przeprowadzanych w Polsce będą bowiem niższe od obowiązujących na Zachodzie.
Marcela Palczewska–Tulińska, Instytut Chemii Przemysłowej