Branża lotnicza musi się wymyślić na nowo

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2020-04-28 22:00

To najtrudniejszy w historii czas dla linii, więc wyzwań nie zabraknie przez kilka lat — mówi Sebastian Mikosz, który w czerwcu wejdzie do zarządu IATA.

Przeczytaj i dowiedz się:

  • Jakie największe wyzwania stoją obecnie przed branżą lotniczą
  • Jaka będzie rola IATA w najbliższym czasie
  • Jaka przyszłość może czekać cywilne lotnictwo

Gdy Sebastian Mikosz, były dwukrotny prezes LOT-u, a ostatnio szef Kenya Airways, aplikował w grudniu ubiegłego roku na stanowisko wiceprezesa IATA ds. firm członkowskich i relacji zewnętrznych, zwalniane przez odchodzącego na emeryturę Paula Steele’a, branża lotnicza kwitła. Dziś walczy o przetrwanie.

TEST Z SOLIDARNOŚCI:
TEST Z SOLIDARNOŚCI:
Rządy chcą wspierać przewoźników. Nie jest to zwykła pomoc publiczna, lecz ratunkowa. W branży jest duża solidarność, więc liczę, że upadłości będzie niewiele. Probierzem jest przyszły rok — linie wrócą do biznesu, ale rynek będzie mniejszy — mówi Sebastian Mikosz, od 1 czerwca 2020 r. wiceprezes IATA ds. firm członkowskich i relacji zewnętrznych.
Fot. GK

Tsunami i muszelki

— Pod koniec stycznia, gdy linie lotnicze zaczęły ograniczać loty do Azji, było wiadomo, że branża to odczuje, bo azjatyccy przewoźnicy odpowiadali w ostatnich latach za największe zwyżki. Wszyscy jednak myśleli, że linie przestaną na chwilę latać, a w drugim kwartale ruch się odbuduje. Nikt nie zakładał zamknięcia wszystkiego na tak długo. Okazuje się, że staliśmy na plaży i widzieliśmy zbliżające się tsunami, ale zastanawialiśmy się, jak dobrze poukładać muszelki — opisuje sytuację Sebastian Mikosz, który pracę w Genewie rozpocznie 1 czerwca, o ile... doleci tam z Kenii.

IATA, Międzynarodowa Agencja Transportu Lotniczego, szacuje, że w drugim kwartale przychody linii lotniczych już spadły o 82 proc., anulowano 4,5 mln biletów (tylko do 30 czerwca), a zyski przewoźników będą w tym roku o 314 mln USD, czyli 55 proc., niższe. Linie lotnicze masowo dostają pomoc publiczną w postaci pożyczek i gotówki, część rządów zwiększa swoje udziały lub planuje nacjonalizację.

— To strasznie trudny moment dla branży, która musi się przebudować, wymyślić na nowo i skoncentrować na przywróceniu biznesu. Linie lotnicze przeżyły w przeszłości wybuch wulkanu na Islandii, ataki terrorystyczne w Egipcie, Turcji i Stanach, epidemię SARS w Azji. Nigdy jednak nie przyszło im się zmierzyć z sytuacją, gdy ruch pasażerski spadł o 99 proc. Moim najważniejszym zadaniem będzie koordynacja, by linie jak najszybciej zapewniły bezpieczne warunki do latania. Trzeba będzie umożliwić przemieszczanie się między krajami, w których będą różne modele otwierania gospodarek. Potem należy przekonać pasażerów, że jest bezpiecznie i mogą podróżować — wyjaśnia Sebastian Mikosz.

Obawa o strach

Podkreśla, że rolą IATA jest rekomendowanie rozwiązań, pokazywanie najlepszych praktyk, lobbowanie w sprawie korzystnych dla branży regulacji. Dużą rolę odegra w najbliższych miesiącach Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) zrzeszająca krajowe urzędy, od których będą zależeć terminy i warunki otwierania przestrzeni powietrznej w poszczególnych krajach.

— Wyzwań nie zabraknie na dobre kilka lat. Kryzys jest potężny, ale wyjdziemy z niego. Były czasy, gdy nikt nie wyobrażał sobie, że w trakcie lotu nie będzie można palić. Były czasy, gdy kontrola osobista polegała na sprawdzeniu dowodu, a nie badaniu napojów czy zdejmowaniu butów. Może się okazać, że normy sanitarne wejdą w krew branży i pasażerom i wszyscy będą traktować maskę w czasie lotu, mierzenie temperatury przed nim i posiadanie paszportu immunologicznego jak oczywistość — uważa były prezes LOT-u.

Zagrożeniem jest strach, który może zniechęcać do latania, i recesja, która spowoduje, że firmy będą oszczędzać na podróżach służbowych, a turyści — na wakacjach.

— Masa ludzi pracuje nad tym, żeby zapewnić pasażerom bezpieczeństwo. Może się okazać, że po zniesieniu ograniczeń ludzie będą złaknieni podróży, będą chcieli spotkać się z rodziną i zaobserwujemy efekt odbicia — twierdzi Sebastian Mikosz.