Branżowe święta są zmorą pracodawców oraz wierzycieli
Górnicza Barbórka i dzisiejszy Dzień Hutnika są jednymi z nielicznych świąt branżowych, które przetrwały przemiany ustrojowe i kulturowe w Polsce. Z hutniczych obchodów św. Floriana (patrona również strażaków) zniknęły wiece z przemowami dygnitarzy, jak najlepiej ma się natomiast tradycja nagradzania premiami pieniężnymi.
Co roku Dzień Hutnika pociąga za sobą wydatki związane z wypłatą dodatkowych świadczeń — od kilkudziesięciu procent średniej krajowej dla nielicznych, po dodatkowe wypłaty i premie dla każdego pracownika. W dużym organizmie hutniczym kwoty te sięgają 30-40 mln złotych brutto. Nic dziwnego, że słyszy się informacje o wypłacaniu tegorocznej nagrody w ratach. Na tym tle nieco lepiej wyglądają podmioty, w których koszt święta zawiera się w kilku milionach złotych. Około 10 maja przewidują one wypłatę wynagrodzeń za kwiecień oraz okolicznościowych nagród.
Majowe wydatki przedsiębiorstw hutniczych nie poprawiają humoru ich właścicielom, a także wierzycielom. Huty gromadzą środki finansowe kosztem nie zapłaconych rachunków, a jeśli to nie wystarcza — wstrzymują rozliczenia bezgotówkowe z dłużnikami. Taka tendencja na komercyjnym rynku obrotu wierzytelnościmi utrzymywała się już od początku roku. Nie obyło się bez sprzedaży wierzytelności należnych hutom wobec odbiorców. Wpływ na sytuację finansową hutnictwa ma także tradycyjny przednówek, czyli spadek przychodów na początku roku. Załamanie w budownictwie sprawiło, że nie nastąpił spodziewany od kwietnia wzrost wpływów ze sprzedaży.
Oprócz pierwszeństwa dla świątecznych nagród, wierzyciele z dezaprobatą przyjmują również prognozy łączenia się zakładów w koncern Polskie Huty Stali. Nieoficjalne sygnały wywołują niepokój o należne od hut pieniądze, ponieważ restrukturyzacja przez układ sądowy wpłynie na ograniczenie praw wierzycieli. Niejasne dla hutników założenia programu naprawczego, protesty załóg i organizacji związkowych w zakładach mających wejść w skład koncernu — to wszystko coraz bardziej przypomina program dla przemysłu węglowego. Jak wiadomo — zakładał on łączenie się kopalń w koncerny węglowe, jednak na założeniach się skończyło. Warto zauważyć, iż tendencja do łączenia zakładów hutniczych jest sprzeczna z dotychczasową praktyką.
Zdaniem przedstawiciela jednego z chorzowskich zakładów, huty potrzebujące natychmiastowej pomocy finansowej są zdane na siebie. Inwestorzy zainteresowani zakupem udziałów w przemyśle stalowym negocjują zbyt długo, a banki coraz ostrożniej podchodzą do kontaktów z zakładami z tej branży. Dlatego huty oddłużają się kosztem wierzycieli. Restrukturyzacja finansowa, która w majestacie prawa likwiduje balast zobowiązań i rozkłada płatność na odległe raty, trwa obecnie w hutach: Częstochowa, Jedność i Batory. Nie wiadomo, ilu pretendentów do złożenia w sądzie wniosków o układ czeka jeszcze w kolejce.