Brudne barwy kampanii

Adam Sofuł
15-09-2006, 00:00

Dawno, dawno temu, w znacznie spokojniejszych czasach, gdy zbliżały się wybory, partie powoływały komitety wyborcze. Ale teraz to już przeżytek — teraz zamiast komitetów powołują komisje śledcze. Ma już komisję partia rządząca, opozycja nie mogła być gorsza i SLD w imieniu lewicowej koalicji wystąpił o utworzenie komisji w sprawie inwigilacji opozycji. Sprawa na pierwszy rzut oka wygląda poważnie — „Gazeta Wyborcza” postawiła tezę, że prawdziwą przyczyną odwołania krakowskiego komendanta policji generała Adama Rapackiego była jego odmowa założenia podsłuchów krakowskim politykom, w tym prezydentowi tego miasta Jackowi Majchrowskiemu.

Oskarżenia ze strony lewicy mają pozory prawdopodobieństwa, oficjalna przyczyna dymisji Rapackiego jest mało przekonująca (podpisał pozwolenie na broń mężczyźnie, który zastrzelił potem dwie osoby — to poważny błąd, inna sprawa, czy może być powodem dymisji). Jednak za wcześnie na wytaczanie najcięższych armat i porównywanie sytuacji do okresu stalinizmu, bo to nadużycie. Za wcześnie nawet na powołanie komisji śledczej, bo to powinna być ostateczność — najpierw można zażądać wyjaśnień od stosownych ministrów w normalnym trybie, ewentualnie wykorzystać do tego istniejące już komisje ds. służb specjalnych, sprawiedliwości itp. I pewnie w normalnych warunkach lewica by tak zrobiła, ale przecież zbliżają się wybory.

Inaczej też powinna wyglądać reakcja rządu — wystarczyłyby krótkie oświadczenia i deklaracja współpracy w wyjaśnianiu całej sprawy. Tak zachował się komendant główny policji i tak pewnie zachowałby się minister sprawiedliwości, no, ale przecież zbliżają się wybory... Zbigniew Ziobro nie poprzestał na zaprzeczeniach, lecz w bardzo emocjonalnym wystąpieniu zarzucił Majchrowskiemu popełnienie „zbrodni archeologicznej”, a liderom lewicy wypomniał związki ze zleceniodawcą zabójstwa generała Papały.

Do wyborów jeszcze dwa miesiące, a przedwyborcza histeria już sprawia, że nawet stare przysłowia tracą swoje znaczenie — teraz gdzie dwóch się bije, tam trzeci już nie korzysta, lecz traci. W tym wypadku owym trzecim jest jeden z najbardziej znanych i najlepszych polskich policjantów, generał Rapacki, który choć niewątpliwie popełnił poważny błąd, nie zasłużył na to, by wplątywać go do politycznej bijatyki. Wygląda jednak na to, że w okresie przedwyborczej gorączki nie ma miejsca dla bezpartyjnych fachowców. Triumfują polityczni histerycy. Generał Rapacki po wielu latach służby odszedł z policji. Miał dość. My powoli też...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Brudne barwy kampanii